Wydawałoby się, że na poziomie ugrupowań politycznych jest to oczywiste. Jednak w niepodpisanym edytorialu do debaty, noszącym tytuł "Czy Polska musi być prawicowa", czytamy:Parafrazując Parmenidesa, który mówił "byt jest, a niebytu nie ma", można powiedzieć "prawica jest, a lewicy nie ma". Co zatem chcesz wyciągnąć z niebytu lewicy?
Cytat ten zawiera zarówno odpowiedź na pytanie naczelnego "Dziennika", jak i wyjaśnia intencje C. Michalskiego. Dla formalności, warto przypomnieć, że "Krytyka Polityczna" zaczęła funkcjonować w świadomości zdecydowanej większości osób zainteresowanych tematem, dzięki jej potężnej kampanii promocyjnej na łamach "Dziennika". W ten oto sposób, szef kwartalnika o średnim nakładzie 6500 egz. ostatecznie trafił, jako jeden ze stałych komentatorów wydarzeń społecznych i politycznych do TVN. Tymczasem np. wychodzący w Archidiecezji Poznańskiej, lokalny, "Przewodnik Katolicki" ukazuje się w nakładzie ok. 13000 egz. A przecież w "głównym nurcie" praktycznie nie funkcjonuje. Tyle, że - dla odmiany - nie wydając np. biuletynu "Białego Miasteczka" - szereg wydawnictw w rodzaju "P.K." bezpośrednio trafia do wielokrotnie szerszego grona czytelników.Środowisko nowej lewicy skupione wokół kwartalnika "Krytyka Polityczna" zdobyło już sławę najciekawszego w Polsce salonu dyskusyjnego, ale wciąż nie odniosło sukcesu politycznego.
Kreowanie "Krytyki Politycznej" na środowisko o zauważalnym znaczeniu dla debaty publicznej przypomina żydowską legendę o Golemie. Pewien rabin z Pragi bardzo chciał stworzyć coś, co wcześniej było tylko elementem natury (lub powstało z woli Boskiej - jak powiedzieliby ludzie wierzący) i, w przypadku braku naturalnego poczęcia, powstać nie mogło - żywą istotę. Jego celem była ochrona Żydów prześladowanych w tym mieście pod koniec XVI w. Ulepił więc z gliny pokaźną postać i odprawiając kabalistyczne obrzędy, na koniec ożywił ją - wkładając do ust pergamin ze słowem "Emet" ("Prawda"). Gdy Golem wymyka się spod kontroli - rabin wyjmuje kartę i zamazuje pierwszą literę, co tworzy inne słowo "Met" ("Śmierć").
Interesująca będzie obserwacja umownego Golema i rabina na naszym rynku mediów i idei. Chciałbym jednak w tym kontekście wrócić do szeroko komentowanego wywiadu J. Kaczyńskiego dla "Rzeczpospolitej". Powiedział on m.in.
Wypowiedź ta przyprawiła Rybitzky'ego o kolejne cierpienia ;) Zupełnie niepotrzebnie. Przykład "Krytyki Politycznej" i "Przewodnika Katolickiego", podobnie jak szereg innych, które kiedyś przytoczyłem w notce "Komunizm to obciach", również zainspirowanej dobrym samopoczuciem S. Sierakowskiego, zaprezentowanym w... "Dzienniku".Doświadczenie podkarpackie pokazuje, że daje się dotrzeć do wyborców mimo niechęci mediów. Da się to robić, mówiąc w przenośni, na piechotę, gdy punktem dotarcia dla naszych działaczy, posłów, senatorów jest parafia. Nie w sensie religijnym, tylko w sensie jednostki terytorialnej. Spotkania z ludźmi, rozmowy – to bardzo dobrze działa. Oczywiście nie da się spotkać wszystkich, ale wystarczy trafić do części, by nasz przekaz został podany dalej. Jeżeli podsumować wynik PO i PSL i nasz wynik w wyborach 2007 r., to na Podkarpaciu było prawie równo. Jeżeli porównać wynik w ostatnich uzupełniających wyborach do Senatu, to myśmy dostali już prawie dwa razy więcej głosów niż oni. Oczywiście nie było takiej frekwencji jak zwykle, ale wynik i tak daje znacznie bardziej wiarygodną wiedzę niż to, co czytamy w sondażach.
Paradoks tzw. "transformacji ustrojowej", jak wiadomo, polega m.in. na tym, że środowiska socjal-liberalne wywodzące się z dawnej opozycji uczestniczyły w podziale wpływów, jaki zaproponowali komuniści pod wodzą ostatniego szefa SB. W efekcie, zjednoczona już lewica, ma salony, panele, gale i nagrody. A nawet kierownicze stanowiska w... organizacjach pracodawców. Nie jest jednak specjalnie obecna "wśród ludzi".
Oczywiście wynik kolejnego starcia rzeczywistości wirtualnej z realną zależy przede wszystkim od tego, jak partie polityczne odrobią lekcje z popełnianych wcześniej błędów, jednak skoro w USA zdecydowana większość centralnych mediów oraz 99% hollywoodzkich "celebrytów" stoi murem za Demokratami, a mimo to Republikanom zdarza się wygrywać wybory - najwyraźniej jest o co zawalczyć.
Pozostaje natomiast pytanie: po co komu lepienie czerwonego Golema i wciskanie mu w usta kartki z napisem "Prawda".


Komentarze
Pokaż komentarze (22)