66 obserwujących
486 notek
923k odsłony
  97   0

"Układ" istnieje - o PiS słów kilka

W ostatnich dniach przez blogosferę przetoczyła się dyskusja nt. zasadności oraz motywów krytyki PiS - szczególnie J. Kaczyńskiego - przez prawicowych publicystów. Asumptu do całej burzy dostarczył R. A. Ziemkiewicz. Nie brałem w niej udziału, gdyż mam wrażenie, że to raczej dywagacje "o gwiazdach odbitych w tafli jeziora", niż ciekawa poznawczo "obserwacja nieba" i wymiana uwag na temat tego, co się widzi.

Tymczasem dzisiaj Kisiel u siebie dał link, do wywiadu, w którym wyjaśnia swoje motywy odejścia z PiS. Bardzo ciekawego wywiadu - dla każdego antykomunisty, należącego do elektoratu tej partii. Co jakiś czas pojawiają się kolejne informacje o skali repostkomunizacji kraju, jaką na wielką skalę przeprowadza koalicja PO - PSL, posiłkując się najbardziej betonowymi SLD-owcami. Zjawisko to jest również bardzo żywe na poziomie lokalnym.

Chciałoby się zapytać, co na to PiS, które w 2005 obiecywało zrywanie tzw. układów - mówiono i pisano wtedy wiele również o rzeczywistości Polski lokalnej. Ano nic szczególnego - politycy tej partii krytykują wyroki sądów we własnych sprawach (często zasadnie, ale raczej nie po to zostali wybrani) lub nawalankę w TVP, będącą bezpośrednim następstwem rozpadu poprzedniej koalicji - aż dziwię się, że akurat teraz rzecz budzi tyle emocji. Ludzie z nadania PiS od sierpnia 2007 rządzili tam "mniejszościowo" i - wcześniej, czy później - cały, nomen-omen, "układ" musiał się przewrócić. Już jeden Wildstein został przehandlowany, a drugiego na składzie nie ma. Jest za to duet Lisów.

Jedną z praktycznych odpowiedzi na pytanie o stanowisko PiS wobec aktualnej repostkomunizacji możemy znaleźć właśnie w wypowiedzi Kisiela, jednego z twórców regionalnych struktur PiS w 2001:

Czyli odszedłeś na skutek personalnych rozgrywek?

Nie tylko dlatego zrezygnowałem, choć nie będę ukrywał, że był to jeden z ważniejszych powodów. Dla mnie najważniejsze były i pozostały hasła walki ze skamielinami komunizmu i rakiem korupcji przeżerającym nasze życie publiczne. (...). Ktoś, kto oddaje głos na Prawo i Sprawiedliwość oczekuje twardego stanowiska wobec rządzącej od kilkudziesięciu lat naszym powiatem komunistycznej lewicy, a nie wkomponowywania się w dotychczasowy układ władzy. Jak się chce być sojusznikiem burmistrza Wełniaka, trzeba startować z jego listy „Lewica Razem”, radni prawicy są od kontrolowania poczynań postkomunistycznego burmistrza. Nie wolno zamazywać podziałów, to alfabet demokracji. Wyborca prawicowy ma prawo czuć się w takiej sytuacji oszukany, ponieważ sądził, że głosował na antykomunistów z PiSu, tymczasem widzi, że – jak się to kolokwialnie ujmuje - kruk krukowi oka nie wykole. Nie odpowiada mi to. Nie zamierzam w tym uczestniczyć ani tego przemilczać.

Co to znaczy? Zapiszesz się do PO, PSL? Zakładasz nową partię?

Chyba żartujesz. Platforma Obywatelska, PSL czy też jakakolwiek inna partia w ogóle nie wchodzą w rachubę. Nadal pozostaję sympatykiem ugrupowania braci Kaczyńskich i zapewne na kandydatów tej partii będę głosował w wyborach parlamentarnych i prezydenckich. Tym niemniej zamierzam w najbliższym czasie rozpocząć budowanie niepartyjnych struktur do wyborów samorządowych. Chciałbym wziąć udział w powołaniu, nazwijmy to roboczo, Regionalnej Grupy Samorządowej. Rozmawiałem już z paroma politykami prawicy w Wielkopolsce, rozesłałem też kilkadziesiąt zaproszeń. Zobaczymy, jaki będzie rozwój wydarzeń.

Nie boisz się, że uznają Cię za oszołoma, a nawet za wariata? Tu życie się toczy, a tam facet o jakichś układach, komunistach opowiada?

Przyszło nam żyć niestety w czasach wielce niehonorowych, w których odwróceniu uległy wszystkie wartości. To, co kiedyś uznawane było za przyzwoite i normalne, dziś nazywane jest głupotą i niebezpiecznym oszołomstwem.

Ale wiesz, że z takimi poglądami możesz w pewnym momencie zostać sam? Podoba Ci się postawa Don Kichota?

Ani ja nie jestem don Kichotem, ani postkomuniści pokroju choćby burmistrza Duszary z Okonka nie są wiatrakami. Oni naprawdę istnieją, są groźną siłą utrudniającą rozwój lokalnej demokracji. Nie miejsce tu na jakieś obszerne wywody na ten temat, więc powiem tylko, że w całej Polsce jak okiem sięgnąć dominują wszelkiego rodzaju układy i układziki odziedziczone po peerelu. To właśnie one uniemożliwiają normalne funkcjonowanie instytucji publicznych i powodują marnowanie szans na samorealizację wielu ludzi. Nie masz znajomości, niewiele osiągniesz. Podskoczysz, dostaniesz po głowie. To powszechna opinia w naszym kraju, a zwłaszcza na prowincji. Jeśli w jakiejś gminie burmistrzem albo wójtem jest człowiek, który jeszcze za peerelu rządził jako naczelnik, to siłą rzeczy musiał obrosnąć setkami znajomków, którzy mu coś zawdzięczają i którym on coś zawdzięcza. To właśnie jest układ blokujący pozytywne zmiany. To beton, o który rozbija się ludzkie pragnienie aktywności. Nie sądzę, żebym był odosobniony w takiej ocenie sytuacji. (...)

Powyższa diagnoza w roku 2005 trafiła do wielu wyborców, którzy zmagają się z taką rzeczywistością. W poprzedniej kadencji wielu z nich patrzyło na, non-stop przewijające się przed kamerami, twarze ministra Jasińskiego, czy posła Karskiego. I za cholerę nie mogli pojąć, dlaczego widzą to, co widzą. Ja na przykład do dzisiaj pojąć tego nie mogę.

Fakt, że w obecnej polskiej polityce dla chcącego oddać głos antykomunisty o poglądach konserwatywnych alternatywy dla PiS nie ma, nie oznacza, że wyborcy mają milczeć i świecić oczami.

W komentarzach do niedawnych tekstów RAZ-a przewijał się słusznie wskazywany motyw braku jakiichkolwiek konstruktywnych propozycji dot. tego, co ludzie z PiS, czy szerzej: prawicy, powinni robić. Wyjątkiem był wywiad, którego udzelił L. Dorn "Rzeczpospolitej" krótko po wykluczeniu z PiS. Chociaż ze względu na jego wcześniejszy serial (multi)medialny, trudno traktować te pomysły z tzw. "dobrą wiarą".

A tu, proszę bardzo, człowiek zajmujący pracą organiczną na tzw. "głębokiej prowincji", w kilku słowach sformułował jedyną sensowną propozycję dla antykomunistycznej prawicy. Zrobił to znacznie sprawniej, niż gwiazdy centralnej polityki. Inna rzecz, że sprawa do skomplikowanych nie należy, tylko jakoś przestała cieszyć się zainteresowaniem polityków PiS.

Przytoczone wyżej informacje na temat repostkomunizacji państwa przez PO, zwolennicy tej partii kwitują wzruszeniem ramion, czy motywem "a u was biją murzynów" (z dyżurną trójcą: Jasiński - Karski - Kryże, ewentualnym Kornatowskim na dokładkę)... i zadowoleni przechodzą nad tym wszystkim "do porządku dziennego". Uważam, że właśnie tu tkwi jedna z różnic między nami. Dlatego należy mówić otwartym tekstem - żadnych układów z postkomunistami, o ile nie popierają oni konkretnych rozwiązań z progamu PiS - jak Samoobrona w poprzedniej koalicji, czy - w mniejszej skali - przekonywanie SLD do nie odrzucania prezydenckich vet - np. w kuriozalnej sprawie "komercjalizacji" służby zdrowia, zgodnej z konceptem B. Sawickiej - prowadzącej do obowiązkowej zmiany w spółki prawa handlowego najmniejszych ZOZ-ów, czy stacji krwiodawstwa. Wszystkiego. Współfirmowanie lokalnych personalnych, podobnie zresztą jak centralnych, układów w żadnym wypadku nie może być tolerowane. Piszę to, jako wyborca - głosowałem, więc wymagam.

Precz z komuną.
Lubię to! Skomentuj57 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale