Dlaczego tak bardzo nienawidzę IV Rzeczpospolitej - zapytał mnie w liście pewien uprzejmy i zaangażowany w sprawy publiczne czytelnik. Uprzejmość i zaangażowanie czytelnika wyrażały się w tym, że nazwał mnie jedynie „zdrajcą”, „pachołkiem”, „sługusem esbeckiego układu” nie odnosił się natomiast do mojej rodziny, cech umysłowości i przymiotów fizycznych, co jak wiadomo jest stałym elementem polskiej debaty publicznej.
Czas to wyjaśnić. Otóż IV Rzeczpospolitej nie lubię między innymi dlatego, że mogłem stać się jej pierwszą ofiarą. Pod miejscowością Ostojów (świętokrzyskie), gdzie remontowana jest droga nr 7, a prędkość ograniczona do 40 km na godzinę gnała naprzeciw mnie dobrze ponad setkę rządowe BMW z pewnym uśmiechniętym ministrem obecnego rządu na przednim siedzeniu. Rządowe BMW na sygnale (plus kilka dodatkowych samochodów) szły prosto na czołowe zderzenie. Uniknąłem go zjeżdżając na pobocze. Niewiele brakowało, abym stał się pierwszym męczennikiem za sprawę (choć niewątpliwie PiS przedstawiłaby to zderzenie jako wściekły atak układu, odparty przez rządowe zderzaki).
Minęło kilka kilometrów zanim ochłonąłem, ale wówczas naszła mnie taka myśl. Komuch, albo lepiej postkomuch się bał. Nosił na sobie garb wstydu. Wstydu za Jałtę, stalinowskie represje, Poznań, Gdańsk, pałowanie studentów, stan wojennych. Taki postkomuch był garbem swoim przygięty ku ziemi tak nisko, że wyglądało iż się nieustannie kłaniał. Taki postkomuch przemykał się opłotkami.
Gdy Marka Siwca szefa BBN za czasów Kwaśniewskiego naszła ułańska fantazja i postanowił wypróbować osiągi służbowej brytki na szosie katowickiej to oma nie został rozniesiony przez dziennikarzy na długopisach.
Owszem, był krótki moment, gdy poskomuch poczuł się trochę lepiej, zaczął opowiadać, że naród mu zaufał. Dlatego na przykład musiał realizować „socjaldemokratyczną koncepcję ochrony zdrowia”, która wyrażała się narastającym bałaganem i popieraniem kolegów na stanowiskach. Szybko jednak został ponownie przygięty do ziemi aferą Rywina, starachowicką, opolską. Teraz znów postkomuch chodzi i przeprasza.
PiS, LPR i Samoobrona tego bagażu, który by go skłaniał do pokory wobec wyborcy nie ma. Politycy tych partii przekonani są, że mają rację, że: „naród ich popiera, że realizują misję dziejową, że ci którzy ich nie popierają będą musieli w przyszłości ich popierać, a jeśli nie poprą to realizują brudne interesy wiadomych sił, bo przecież człowiek rozumny musi ich poprzeć”.
Politycy tych parti są hardzi, przekonani o własnej słuszności dlatego gnają na złamany łeb po drodze z ograniczniem 40 km. Oczywiście jest to sposób, aby tak dbać o obywateli Najjaśniejszej, że chcą ich wysłać czym prędzej przed oblicze Najjaśniejszego.
Inne tematy w dziale Polityka