13 obserwujących
63 notki
77k odsłon
  191   0

Inicjatywa. Polska za 20 lat.

Apel Nicponia trochę mnie zmobilizował. Wprawdzie nie chce mi się tego dzielić na wizje 5-cio, 10-cio i 20-toletnią. Co tam wizja 5-cioletnia, puśćmy wodze fantazji na 20 lat.

Tekst jest długi, więc pewno nie każdemu się będzie chciało czytać, dlatego jedno słowo zachęty. Przedstawiam tu wizję pozytywną. Tak Polska naprawdę może wyglądać za 20 lat. Za 20 lat Polska może być silna, nowoczesna i może nadal być Polską.
 

********

Gospodarka

Kierunek jest znany - trzeba się przesuwać w górę w światowym podziale pracy. Teoria korzyści komparatywnych Ricardo mówi, że handel międzynarodowy opłaca się wszystkim - i producentom wina i producentom sukna - i to jest prawda. Tylko że jednym opłaca się bardziej a innym mniej. Np. producentom mebli mniej, a producentom cyfrowych obrabiarek i lekarstw najnowszej generacji bardziej. Oczywiście chwała polskiemu sektorowi meblarskiemu - wywalczył sobie mocną pozycję na na rynku międzynarodowym i z tego co słyszałem, polskie firmy meblowe już właściwie nie muszą prowadzić aktywnej sprzedaży eksportowej - po prostu polska stała się znana z mebli i kontrahenci z całego świata sami zgłaszają się do naszych producentów. Brawo. Ale to nie jest branża, która wytworzy tyle wartości dodanej na jednego zatrudnionego, żeby jej pracownicy mogli co trzy lata kupić nowego passata czy lagunę, kupić ładne mieszkanie w mieście i miły domek na wsi, a do obiadu w niedzielę pić Brunello zamiast Hoop-coli. A przecież chcielibyśmy tego dla każdego Polaka, któremu chciało się przyzwoicie wykształcić i uczciwie pracować, prawda?

Żeby tak się stało, Polska musi mieć gospodarkę zaawansowaną technologicznie. A do tego potrzebny jest dobry plan i konsekwenta realizacja. Przykłady krajów takich jak Finlandia, Irlandia, Izrael, Korea Południowa pokazują, że z dobrym planem sukces można osiągnać naprawdę zaskakująco szybko.

No właśnie, plan. Kto ma ten plan opracować i pilotować jego wdrożenie? Dobre pytanie. Zanim odpowiedm, małe wspomnienie osobiste. Kończyłem studia pod koniec lat 90-tych, kiedy jeszcze naprawdę nikt z wykształceniem powyżej średniego nie kwestionował zdania "Leszek Balcerowicz to najwybitniejszy ekonomista wszechświata". No przynajmniej ja takich cwaniaków nie znałem. I pamiętam, jakim szokiem był dla mnie wykład prof. Kai z polityki gospodarczej. Profesor Kaja jest fanem japońskiego modelu polityki gospodarczej. Okay, Japonia teraz przeżywa stagnację (daj Boże każdemu stagnację na poziomie ponad 30 tys. USD/per capita), ale nie zmienia to faktu, że historia powojenna Japonii to przykład spektakularnego rozwoju gospodarczego. Rozwoju zaplanowanego przez... państwo. No to był naprawdę szok dla studenta pod koniec lat 90-tych - państwo może odgrywać pozytywną rolę w gospodarce! Olaboga.

Oczywiście państwo nijak nie nadaje się do zarządzania przedsiębiorstwami i to już wiemy. Tylko że firmy takie jak Nokia czy Google nie biorą się znikąd. Do ich powstania potrzebna jest pewna masa krytyczna odpowiednio wykształconych ludzi, technologii, źródeł finansowania. I powstanie tej masy krytycznej może wspierać państwo.

Czekając na polską Nokię, Google, Della czy Boeinga możemy przyjąć dwie strategie:
1. po prostu czekać; mieć nadzieję, że gdzieś któregoś dnia coś zaskoczy i łup - pojawi się jeden gigant, drugi, trzeci, a do tego kilkadziesiąt firm średnich i setki małych z potencjałem innowacyjnym i w ogóle będzie wielki sukces
2. opracować plan strategiczny, stworzyć odpowiednie warunki w wybranych przyszłościowych sektorach i mieć nadzieję, że gdzieś któregoś dnia coś zaskoczy i łup - pojawi się jeden gigant, drugi, trzeci, a do tego kilkadziesiąt firm średnich i setki małych z potencjałem innowacyjnym i w ogóle będzie wielki sukces

Nie muszę tłumaczyć, że jestem zwolennikiem opcji drugiej. Wytłumaczę, o co chodzi.

Polska powinna dokonać bardzo poważnej analizy strategicznej przyszłościowych sektorów gospodarki, czyli tych, które za 5-10-20 lat będą dawały na rynkach światowych najlepsze terms of trade (dobre terms of trade masz np. wtedy, kiedy ty jako jedyny na świecie produkujesz coś, czego inni pragną, np. płaski kineskop i w godzinę jesteś w stanie wyprodukować tyle kineskopów, że wymieniasz je na powiedzmy ropę, pomarańcze, meble i sznurek do snopowiązałki, na których wyprodukowanie ktoś inny musi poświęcić dziesięć godzin; dzięki temu pracując dziesięć razy mniej jesteś w stanie mieć tyle samo dóbr, co inni, po prostu wymieniając się z nimi na korzystnych warunkach; to właśnie m.in. dzięki lepszym terms of trade na swoje wyroby Francuzi czy Niemcy niezbyt się przemęczając, żyją zamożniej niż charujący od świtu do nocy Chińczycy czy Kubańczycy).
Lubię to! Skomentuj15 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale