9 obserwujących
59 notek
50k odsłon
664 odsłony

Ustawa o IPN - bilans

Wykop Skomentuj18

To już jest chyba właściwy moment na dokonanie bilansu sprawy nowelizacji ustawy o IPN. I jak w każdym szanującym się badaniu naukowym, zacznijmy od metodologii.

Jestem zwolennikiem bardzo prostej metody - opisujemy stan w punkcie A, następnie opisujemy stan w punkcie B i porównujemy je ze sobą. Staramy się przy tym, żeby porównanie dotyczyło faktów i stanów możliwie jak najbardziej poddających się obiektywnej ocenie i pomiarowi, a nie odczuć, emocji itp..

Punkt A to oczywiście stan "przed nowelizacją" a punkt B to stan "po korekcie nowelizacji" czyli stan na dzisiaj.

Stan w punkcie A przedstawiał się następująco:

  1. Polska nie miała żadnych ustawowych narzędzi walki z wszelkimi "polskimi obozami śmierci" i podobnymi kłamstawami
  2. Polska nie miała żadnych instrumentów propagandowych do walki o pamięć poza własnymi deklaracjami, badaniami, świadectwami, które mogły być łatwo zbywane jako "polonocentryczne"

Stan w punkcie B przedstawia się następująco:

  1. Polska ma ustawę, która ułatwia walkę z oszczerstwami na drodze cywilnej
  2. Polska ma potężne narzędzie propagandowe w postaci deklaracji podpisanej przez premiera Izraela, w której w pełni potwierdzona jest polska narracja

Jeszcze słowo o tej deklaracji premierów. Reakcja wielu środowisk w Izraelu wskazuje na całkowite zwycięstwo Polski w tej sprawie. Premier Netanjahu jest wręcz oceniany przez co bardziej narwanych polakożerców o zdradę.

Moim zdaniem stan w punkcie B jest wyraźnie lepszy, niż stan w punkcie A. Jednym słowem odnieśliśmy istotną korzyść. I to jest pierwsza kluczowa konkluzja tego tekstu.

Przyjrzyjmy się teraz zatem zarzutom tych, którzy albo tej korzyści w ogóle nie widzą, albo uważają, że koszty przeważają nad korzyściami. Przyjrzyjmy się więc kosztom. Wydaje mi się, że śledziłem sprawę dość dokładnie i mogę taki katalog podnoszonych kosztów sporządzić:

  1. Koszty techniczne - czas, energia, zasoby polskiej dyplomacji, premiera, prezydenta, ministrów - te zasoby alternatywnie mogłyby być spożytkowane inaczej - na promowanie Trójmorza, spory z UE czy po prostu na strategiczne sprawy wewnętrzne (niewątpliwie choćby premier Morawiecki mógłby w tej alternatywnej rzeczywistości więcej czasu poświęcać planowi Morawieckiego, itd. itp.)
  2. Koszty wizerunkowe związane z samym postrzeganiem historii i rzekomego "udziału" Polski i Polaków w holocauście
  3. Koszty wizerunkowe wynikające z "rejterady", "padnięciem na kolana przed USA i Izreaelem" itp.
  4. Wzmocnienie potencjalnych roszczeń z tytułu działań takich jak ustawa 447
  5. Brak zaproszenia Dudy do Białego Domu
  6. Inne koszty ukryte - może już by US Army bazy w Polsce budowała, a nie buduje? może coś tam jeszcze wspaniałego by się wydarzyło, a się nie wydarzyło?

Na początek uwaga ogólna co do kosztów. Jeśli przyjmiemy, że stan w pkt. B jest lepszy, niż w pkt. A, czyli odnieśliśmy korzyść, to logiczne jest przyjąć, że z korzyściami wiążą się z reguły jakieś koszty. W sumie bardzo rzadko zdarza się sytuacja, że ktoś odnosi istotne korzyści nie ponosząc po drodze żadnych kosztów. Taka już jest natura świata.

Ale po tej uwadz ogólnej przejdźmy do analizy punkt po punkcie.

ad. 1 - tutaj sprawa jest oczywista - koszty były; tylko w sumie chyba po to całą tę machinę m.in. utrzymujemy, żeby w takich sytuacjach działała, prawda? tym niemniej koszty były i bilans z tego punktu jest obciążony

ad. 2 - tutaj wydaje mi się, że spotkałem się z dwoma rodzajami argumentów: 1) analizy statystyczne w rodzaju "PiS spopularyzował pojęcie "polskie obozy śmierci", 2) subiektywne odczucia osób takich jak np. pani senator Anders w rodzaju "to straszne, wszyscy w Ameryce mnie o to pytają"

Najpierw rzecz pierwsza. Niestety problem z takimi analizami statystycznymi w internecie jest taki, że są one bardzo prymitywne i w gruncie rzeczy mogą dawać wynik zupełnie odwrotny od stanu rzeczywistego. Jeśli np. gdzieś ukazał się artykuł wyrażający myśl, że "Polska ma rację walcząc z określeniem polskie obozy śmierci" to po wpisaniu do Google taki artykuł wyskoczy jako artykuł z frazą "polskie obozy śmierci" i bystrzak z Newsweeka dojdzie do wniosku, że... PiS wypromował określenie "polskie obozy śmierci". Pomijam też tutaj możliwości manipulowania takich statystyk np. przez ruskie boty na twitterze i podobne łatwe w obsłudze narzędzia.

Moje odczucie (ale to niestety tylko odczucie, nie mam na to żadnych dowodów) jest takie, że do czasu przyjęcia tej nowelizacji słyszałem o artykułach, w ktorych rzeczonej frazy używano w sposób jednoznacznie niekorzystny dla Polski średnio raz na tydzień. A od stycznia br. praktycznie o takich nie słyszę. Ba, nawet w tych artykułach, które były wobec nowelizacji ustawy bardzo krytyczne, autorzy z reguły jednak przyznawali "no ale w sprawie tych obozów to Polacy mają rację - one były niemieckie, a nie polskie".

Wykop Skomentuj18
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka