Blog
Jestem, więc muszę myśleć
FranioMinor
FranioMinor Konserwatysta otwarty na zmiany na lepsze
4 obserwujących 88 notek 90757 odsłon
FranioMinor, 27 kwietnia 2017 r.

Internet, Piotr Piętak, Gucio Pucio i 35 maja...

213 3 0 A A A

Dzisiaj (27 kwietnia) p. Piotr Piętak napisał bardzo interesującą notkę na temat wyborów we Francji. Znalazła się na głównym miejscu, więc chyba nie muszę dawać linka.

Ja osobiście jestem tym tekstem wręcz zachwycony, choćby dlatego że Piętak napisał coś w temacie, na którym niewątpliwie się zna. Nie musi więc wchodzić na obszary bezpośrednio sobie nieznane, korzystając z przekazów z "drugiej ręki", których nie jest w stanie zweryfikować; powiela wtedy schematy myślowe. Szkoda, że nie zawsze tak robi...

Tymczasem dość szybko pod jego notką pojawił się "dyżurny" Gucio Pucio i swoim zwyczajem wkleił spory tekst, całkowicie negujący tezy Autora. W dodatku ta negacja ma charakter "prawdy objawionej". Tak jest i koniec. Gucio locuta, causa finita. Albo też Gucio Pucio dixit. Oczywiście zajmowanie się szeregowym trollem może go tylko nobilitować, ale w tym przypadku reprezentuje on całkiem sporą grupę wyznawców kultu "Obiektywnego Internetu." Ciekaw jestem, czy Piotr Piętak ustosunkuje się do tego wpisu. Ja osobiście uważam, że temat "obiektywizmu" i "uniwersalizmu" Internetu wart jest omówienia kliku faktów.

1. Nie ma jednolitej światowej sieci. Skrót "www" nie jest adekwatny. Specjaliści mówią o "bałkanizacji" Internetu. Istnieją obszary "trudniej" dostępne. W Chinach przykładowo działa to w obie strony.

2. Internet w niczym nie różni się od świata informacji sprzed rewolucji cyfrowej. Jeśli się chce znaleźć rzetelne informacje, trzeba ich aktywnie szukać. Tak jak kiedyś w kioskach uwagę przyciągały okładki czasopism pornograficznych, często gęsto wręcz podtykanych pod nos klienta (w wielu krajach musiano uciec się do prawnych zakazów takich działań), tak dzisiaj w Internecie strony porno wciskają się nachalnie. Kiedyś zdumiałem się, gdy po wpisaniu do wyszukiwarki hasła "PIT36" dostałem na pierwszym miejscu adres strony porno. Zajrzałem z ciekawości do źródła (była to strona polska) i znalazłem jedno z tzw. słów kluczowych dokładnie "PIT36"!!! Bywały też sytuacje odwrotne: jeden ze sprytnych kandydatów na posła zbudował swoją stronę, faszerując ją (w sposób niewidoczny w widoku normalnym) słowami kluczowymi typowymi dla stron porno Mechanizm funkcjonował bezbłędnie: kombinacja kilku takich słów niezmiennie prowadziła do jego strony. Kandydat posłem nie został; sądzę, że potencjalni wyborcy byli zbyt wściekli wynikiem wyszukiwania!

3. W czasach przed Internetem na pierwszym roku studiów uczono, jak posługiwać się katalogami celem wyszukania potrzebnej książki, uczono zasad sporządzania i korzystania z bibliografii, korzystania z czasopism przeglądowych typu current contents.  Tym niemniej czasami nawet bardzo cenne prace uchodziły uwagi ogółu. Znam jeden taki przypadek, kiedy po 20 latach od daty publikacji jej Autor otrzymał za nią nagrodę Nobla. Pracę musiano wydać ponownie, bowiem np. w całej Polsce istniała tylko w jednym egzemplarzu (historię opowiedział mi jego posiadacz). Wyszukiwarka Google ma swoją wielką zaletę, która zarazem jest jej słabością: silnik wyszukiwarki zwraca odpowiedzi w zależności od liczby wcześniejszych odwołań do danej strony. Idea opiera się na założeniu, że im częściej jest odwiedzana dana strona, tym więcej wartościowych informacji zawiera. W praktyce na pierwszych miejscach Google zwraca nam ... przekazy dnia! Portale niszowe, choćby nie wiadomo jak rzetelnie prowadzone, przez fachowców najwyższej klasy, zawsze lądują na ostatnich miejscach (np. z 38500 wyników). Podobnie jak kiedyś w bibliotekach; romansy, zwłaszcza z nutką erotyzmu, bywały zaczytane, podręczniki w rodzaju omówienia równania falowego prawie dziewicze.

4. Kiedyś cenzura usuwała z rynku "niepożądane" treści. W efekcie powstawały dzieła aluzyjne. Z terenu Polski można przytoczyć opowieść o Psunabudesie pióra Henryka Sienkiewicza. W dzisiejszych Chinach jest to (a może już tylko był?) dzień 35 maja zamiast daty 4 czerwca, niewychwytywany przez elektroniczną cenzurę. W innych, bardziej demokratycznych krajach elektroniczna cenzura też działa. Najczęściej w ramach tzw. politycznej poprawności. Często przybiera postać sugerowania na stronie startowej tych, a nie innych portali, jakkolwiek mają one swoich właścicieli, czerpiących z tego ogromne zyski.

5. Nie bez znaczenia jest też jakość sieci w jej poszczególnych węzłach czyli szybkość przesyłania informacji. Firmy dominujące na rynku dysponują lepszym sprzętem i lepszymi łączami. W efekcie nie tyle my docieramy do danego portalu, ile on nas znajduje. I wysyła takie informacje, jakie chce wysłać.

O innych aspektach napisał Piotr Piętak. Są jeszcze inne. Wystarczy poszukać, nawet w Internecie.

I last but not least. W świecie powstało już powiedzonko: coraz mądrzejsze urządzenia czynią coraz głupszymi istoty ludzkie.




Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Zdziwiony próbuję zrozumieć Świat z perspektywy kilku krajów

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • Jej ekscelencja zamiast tracić czas na pisaninę wziąć się i wybrać do Brukseli. Tam...
  • Za komuny był taki dowcip o zebraniu partyjnym w kołchozie. - Towarzysze - zaczął pierwszy...
  • Do Debili: Straż graniczna ma OBOWIĄZEK strzelania do osób usiłujących przekroczyć...

Tematy w dziale Technologie