Pamiętam dobrze tę Wigilię Bożego Narodzenia. Była to najsmutniejsza Wigilia Bożego Narodzenia jaką dano mi przeżyć ( nawet te spędzone poza ojczyzną w czasie saksów były bardziej udane, chociaż też ckniło się za rodziną i małymi córeczkami ) . Jedynie rodzice krzątali się by coś pojawiło się na stole - udało się załatwić karpia i śledzie, ale generalnie mało kto myślał o jedzeniu i wystroju domowego wnętrza podczas tamtych świąt. Radio nastawione cały czas na Wolną Eurpoę, BBC i Voice of America i ta rodzinna debata podczas wigilijnej kolacji czy ustawiamy zapaloną świeczkę na parapecie czy też nie ? Świeczka, w końcu pojawiła się w oknie stosownie do apelu ówczesnego papieża Jana Pawła II i prezydenta USA Ronalda Reagana.Patrząc na zapalone świeczki w oknach innych domów na warszawskiej Woli człowiek odzyskał nieco wigoru i chęci do życia, ale nie na długo. Potem przyszły przygnębiające informacje o pacyfikacji strajków zorganizowanych przez "Solidarność" w stoczniach, kopalniach, hutach i innych dużych zakładach pracy. Nastał okres smuty i flauty we wszystkich dziedzinach życia, od społecznego, poprzez gospodarkę na kulturze kończąc.
Dziś KOD w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego chce demonstrować, bo według jego zwolenników widmo stanu wojennego powraca :-) Pamiętając doskonale tamten okres i to z czym mamy dziś do czynienia to jakaś istna aberracja, a poczynania Mateusza Kijowskiego przywódcy tego społecznego ruchu ( intelektualnej wydmuszki, czy słupa wystawionego przez środowisko SBeków, UBeków i innych beneficjentów naszej systemowej tranzycji ) napawać mogą jedynie człowieka uczuciem abominacji...
Zachęcam do wspomnień.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)