Tak - będzie o Panu Relidze. Nie - nie będzie dużo o żadnym koszyku.
Słuchałem piątkowej konferencji - jedno co mi przyszło wtedy na myśl to to, że rak socjalizmu toczy tą "naszą" służbę zdrowia. A rak jak dość powszechnie wiadomo kończy się zazwyczaj śmiercią. Owszem - podobno cuda się zdarzają i ludzie z glejakami wracają do zdrowia... podobno...
Słuchając konferencji ministra Religi doszedłem do wniosku, że każda "procedura medyczna" kosztuje tyle na ile ją władza wyceni. Ewentualnie wycenią ją jacyś "panowie przy komputerach" o których mówił minister. Jeno skąd się bierze ta cena tego już w zasadzie nie wiadomo. W każdym razie minister nie wiedział i dlatego pytał młodziaków przy komputerach...
Coś mi sie o uszy obiło, że w zwykłym, prostym handlu na towarach luksusowych marża jest największa - dlatego bardziej opłaca się sprzedawać paputki od Gucciego niż pietruszkę. Cały greps polega bowiem na tym, że jeśli chodzi o pietruszkę jest większa konkurencja i ciężej wcisnąć ciemnotę. Pietruszka jaka jest każdy widzi. Z paputkami od Gucciego sprawa jest bardziej skomplikowana - zawsze klientowi można wmówić że skóra z chińskiego podwórkowego kota jest skórą szlachetną...
Dlaczego ten wtręt o pietruszce i chińskim kocie?
Ano dlatego, że wiele wskazuje na to że przeżartej patologią "ochronie zdrowia" dzieje się dokładnie to samo.
Kilka miesięcy temu natknąłem się na informację (chyba już nawet o tym pisałem...) - że po wprowadzeniu przez NFZ jakiegoś nowego taryfikatora procedur medycznych ilość niektórych gwałtownie wzrosła...
Podobno (piszę podobno - wdzięczny będę jeśli jakiś medyk gmerający w statystykach to sfalsyfikuje lub potwierdzi) wzrosła ilość resekcji jelita grubego i amputacji udowych. Co do jelita - nagle zaczęto stawiać więcej diagnoz: rak - trzeba wycinać. Co do kończyn powody były bardziej prozaiczne...
I podobno (jeszcze raz zastrzegam, że to taka wieść gminna) odpowiedź na pytanie "skąd ten wzrost resekcji i amputacji" kryje się w taryfikatorze NFZ.
Jasno i prosto: jacyś urzędnicy (oczywiście po naradach z tzw. środowiskiem) ustalili, że wycięcie "guza jelita grubego" będzie znacznie wyżej taryfikowane niż wycięcię zwykłego polipa. I analogicznie - uciachanie laubzegą nogi powyżej kolana jest znacznie "droższe" niż użycie tej samej laubzegi poniżej kolana...
Czy pacjent miał w tyłku rzeczywiście "prawdziwy nowotwór" czy tylko polipy - to i tak będzie trudno sprawdzić bo "dowody rzeczowe" pewnie poszły z dymem szpitalnej spalarni odpadów...
Cały myk polega więc podobno na tym, że marża szpitala zależy nie od rzeczywistych kosztów "procedury medycznej" a od jej pozycji w świętej księdze zwanej taryfikatorem. Marża czyli zysk - to dla mniej kumatych...
Jest to oczywiście lekko podszyta spiskiem teoria o tym, że "służba zdrowia" dybie na kasę pacjenta i jak nie może jej zdobyć przy pomocy szantażu bądź w kopercie to i tak tą kasę wydębi taryfikując odpowiednio "procedury medyczne"...
Trzymając się tej logiki chamsko muszę dodać, że w dużej części przypadków lekarzom nie zależy na tym, żeby wyleczyć pacjenta ale żeby go leczyć w sposób permanentny - czy to się trzyma przysłowiowej kupy oceńcie już sami na przykładzie swoim lub bliźnich których zaczęto leczyć...
Ok... to było pół-żartem pół-serio lekko w konwencji sci-fi...
Tera będzie na poważnie...
Pan minister Religa łagodnie i bardziej naukowo mówiąc właśnie osiągnął swój stopień niekompetencji - stał się zwyczajnym biurokratą święcie wierzącym w zbawczą moc nakazów i numerków PESEL.
Władzuchna w osobie ministra właśnie zakazała wystawiania więcej niż 3 recept w czasie jednej wizyty u doktora. Dodatkowo wprowadzono jakieś nowe dziwaczne pole "data realizacji recepty" gdzie lekarz ma wpisać datę po jakiej może zostać zrealizowana dana recepta... wcześniej recepta będzie nieważna ;)
Wiem... wiem... teraz to są księżycowe dyrdymały, ale zobaczycie Drodzy Czytacze jak pójdziecie o dzień za wcześnie do apteki...
Używając modnego słowa mogę jako praktyk, bo ex-aptekarz powiedzieć, że logika działalności ministerstwa jest "porażająca"... wyjdzie na to, że pacjenci będą musieli częściej chodzić do lekarza...
Uszami wyobraźni słyszę radosne kwilenie śmierdzącego stadka urzędników: mamy nowe nakazy na "to" i nowe zakazy na "tamto"...
Jak to było?? Aha... nadgorliwość jest gorsza od sabotażu...
Ja wiem, że ten system trzeba uszczelniać, choć oczywiście nie byłoby takiej potrzeby gdyby znieść 90% patologicznego i korupcjogennego systemu "refundacji".
Trzeba ścigać mafię w białych kitlach - tak, tak - jest taka: onkolodzy, ginekolodzy i paru innych "logów", która od lat działa sobie w najlepsze defraudując miliardy pochodzące z "refundacji". Spółki lekarsko-aptekarskie są nadal zjawiskiem dość powszechnym...
Jako praktyk mogę powiedzieć, że w takiej "spółce" nie będzie najmniejszego problemu z ukryciem defraudacji - po prostu lewe recepty rozpisze się na większą ilość niczego nie świadomych "słupów" - wszak "władze spółki" będą znały także PESEL'e.
System trzeba uszczelniać ale nie można tego robić średniowiecznymi sposobami - przez nakazy wypisywania durnych numerków na receptach...
A co się dzieje z tym sławnym sławnym "systemem komputerowym", który miał śmigać w oparciu o centralną bazę danych i karty chip'owe w portfelach pacjentów - ja się pytam?
System był w założeniu prosty jak konstrukcja cepa - każda wizyta u doktora, każde wypisanie leku i wizyta w aptece zostawiają swój ślad w krzemie... i co??
Czyżby sławny Biały Układ storpedował śmiały plan ukrucenia złodziejstwa :)?
Kłaniam się Wszystkim a głodującym lekarzom życzę smacznego i idę na kolacyjkę ;)
36
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (2)