Z rozbawieniem przeglądałem doniesienia o tym jak to Władzuchna pochyla się, sapie i tupie po niedzielnym wypadku pod Grenoble. Będą kontrole, obostrzenia i inne pierdółki z górnej półki dzięki którym szary obywatel będzie się czuł "bezpieczniej" pielgrzymując w celu zwiedzenia Riwiery. Terefere...
Typowy przykład myślenia życzeniowego wedle którego Władzuchnie się wydaje, że rozsądek można nakazać, a wydumany przepis jest gwarancją bezpieczeństwa.
Aby uzmysłowić Wam o co chodzi przypomnę, że rok temu weszła w życie unijna dyrektywa nakazująca stosowanie pasów bzpieczeństwa także w autokarach. Już po 20 października tego roku nie będzie można zarejestrować autokaru który nie jest wyposażony w pasy bezpieczeństwa.
Nie trzeba mieć dużo fantazji aby wyobrazić sobie jakby wyglądał wypadek pod Grenoble gdyby wszyscy pasażerowie omotani byli pasami "bezpieczeństwa". Na złość urzędnikom część ofiar wypadku wyznaje, że żyje tylko dzięki temu że wypadła przez okno albo została szybko wyciągnięta z płonącego wraku.
Tyle w tym temacie, teraz będzie o socjaliźmie pielęgnacyjnym ;)
Władzuchna pichci mianowicie nową ustawę dzięki której każdy będzię miał piękną, wypielęgnowaną starość za jedyne 2.5% składki od wynagrodzenia brutto. Ubezpiecznie pielęgnacyjne będzie oczywiście przymusowe bo podobno tylko wtedy ma sens. Tak twierdzi "autorytet" - profesorek Piotr Błędowski, którego zdaniem "ryzyko choroby czy pełnej niesprawności w późniejszym wieku jest takie samo dla wszystkich osób".
Podobnie jak w przypadku innych "autorytetów" nie dowiedziałem się dlaczego zdaniem profesorka Błędowskiego ryzyko jest takie samo dla wszystkich. Już sobie głupi myślałem, że jak rano truchtam, jem sporo różnej zieleniny popijając czerowonym wytrawnym oraz z premedytacją unikam szlugów i sportów ekstremalnych to może na starość będę mniej niepełnosprawny niż otyli palacze i inni pijacy...
Cóż za niefart... przesłanie wygłoszone ex cathedra jest jasne: ryzyko takie samo.
Coś tu się jednak kupy chyba nie trzyma, bo dalej gazeta cytuje panią Buczkowską - przewodnicząca Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych:
- O tym, jakiej opieki wymaga starsza osoba, decydowałby lekarz orzecznik. To on kwalifikowałby pacjenta do jednego z trzech stopni niesamodzielności.
Aż się moje serce raduje kiedy widzi troskę o los niesamodzielnych staruszków. Tyle, że jako cynik-libertarianin muszę podkreślić, że znowu jakiś lekarz orzecznik będzie decydował o stopniu niesamodzielności. Znowu powstaną jakieś departamenty orzecznictwa o niesamodzielności jakby mało było orzeczników od grup inwalidzkich.
Oczywiście lobby pielęgniarek będzie popierało to nowe pieluchowe dla staruszków - już w pierwszym roku funkcjonowania nowego "ubezpieczenia" będzie do zachachmęcenia ponad 8 miliardów złotych. Piszę "do zachachmęcenia" bo tak to będzie wyglądało. Konia z rzędem temu kto te "usługi" wyceni - jeden staruszek potrzebuje dozoru non stop, a drugiemu potrzeba tylko do szczęścia zakupów 2x w tygodniu i poklepania pielęgniarki po pupie.
I powiem Wam do czego doprowadzi Władzuchna swoją durnowatą polityką - do jeszcze większej atrofii więzi rodzinnych i pokoleniowych. Dzieci i wnuki będą czuły się w mniejszym stopniu zobligowane do odwiedzenia schorowanych staruszków bo staruszkowie będą "ubezpieczeni".
Fuj... parszywa ta rzeczywistość, z dnia na dzień coraz gorsza...
Idę na talerz pysznej sałaciachy z lampką wina, choć profesorek Błędowski twierdzi że to i tak nic nie da... a założymy się profesorku ;)?


Komentarze
Pokaż komentarze (5)