70 obserwujących
432 notki
546k odsłon
  129   0

ZK Kwidzyn, po pacyfikacji internowanych, głodówka i procesy

Teraz spróbuję przedstawić sytuację powstałą po brutalnym uśmierzeniu naszego buntu. Przypomnijmy, że z 149 internowanych w ZK Kwidzyn pobitych zostało ok. 80 osób, w tym 20 osób tak dotkliwie, że dla wielu z nich skończyło się to pobytem w szpitalu, a nawet poważnym uszczerbkiem na zdrowiu, w tym statusem inwalidy.

W poprzednich dwóch częściach omówiłem sytuację zastaną w Ośrodku Odosobnienia w ZK Kwidzyn na początku sierpnia 1982 r., następnie nakreśliłem protest internowanych, który zakończył się pacyfikacją i masakrą internowanych. Teraz spróbuję przedstawić sytuację powstałą po brutalnym uśmierzeniu naszego buntu. Przypomnijmy, że z 149 internowanych w ZK Kwidzyn pobitych zostało ok. 80 osób, w tym 20 osób tak dotkliwie, że dla wielu z nich skończyło się to pobytem w szpitalu, a nawet poważnym uszczerbkiemna zdrowiu, w tym statusem inwalidy.                                                                                                                                          https://scontent-sjc3-1.xx.fbcdn.net/v/t1.18169-9/13903166_1317815794895955_5757445857730035216_n.jpg?_nc_cat=111&ccb=1-7&_nc_sid=cdbe9c&_nc_ohc=7Lr6x_sX-GMAX9oJks9&_nc_ht=scontent-sjc3   image                                                                                                                                                                                                                                                                         Wiadomość o pacyfikacji buntu internowanych szybko obiegła całą Polskę i przez Radio Wolna Europa, France Internationale, BBC i Głos Ameryki dotarła na cały zainteresowany pogrążony w stanie wojennym Kraj i świat. Nieocenioną rolę tu odegrał tu Kościół Katolicki wykorzystujący ambony do komunikowania o bestialskim pobiciu i nawołujący do pomocy rodzinom ofiar. Kwidzyn i okolice zasłane były plakatami i ulotkami ilustrującymi pacyfikację sprowokowanego protestu. Upokorzeni internowani następnego dnia (15 sierpnia) ogłosili protest głodowy domagając się spełnienia swoich postulatów. Protestujący żądali odwołania odpowiedzialnego za bestialskie represje nowego komendanta kpt. Juliusza Pobłockiego, przybycia delegacji Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża, przybycia komisji rządowej i przedstawicieli Episkopatu Polski, jak również ukarania sprawców bestialskiego pobicia. 

PROWOKACJA KOMENDANTA

Kiedy spojrzymy na przebieg wydarzeń w ZK Kwidzyn w dniu 14 sierpnia 1982 r. widzimy ustawkę z prowokacją zaprojektowaną gdzieś znacznie wyżej niż na szczeblu komendanta więzienia. Jej celem było odebranie internowanym wynegocjowanych przywilejów i przywrócenie ostrej więziennej dyscypliny. W związku z tym jeszcze przed protestem internowanych nowo mianowany komendant Pobłocki (wcześniej komendant w ZK Malbork) ściągnął posiłki funkcjonariuszy z więzień: Sztumu, Elbląga i Iławy. Pacyfikacja internowanych miała być też swoistą pokazówką, dlatego prawdopodobnie użyto prowokatorów (osadzonych wśród internowanych) do wywołania pożaru. Komendant Pobłocki przygotowywał również udział Straży Pożarnej, która została wcześniej wezwana z powodu rzekomego pożaru. Przypomnijmy, że bezpośrednią przyczyną wybuchu protestu była decyzja nowego komendanta niespodziewanie wstrzymująca wizyty przybyłych z całej Polski rodzin z internowanymi.

Jeden z później najbardziej bestialsko pobitych Władysław Kałudziński (został inwalidą II grupy) odnotował, że internowany Włodzimierz Pugacz z Olsztyna, który wdrapał się z nim na dach aby lepiej ocenić sytuację, wskazał mu przygotowane tam butelki z benzyną, którymi Kałudziński miałby podpalić dach więziennego pawilonu. Kałudziński doszedł jednak do wniosku, że to prowokacja. Jeden z internowanych Janusz Rodziewicz, rzecznik prasowy “Solidarności” z Zielonej Góry, (TW “Marcin” siedział z nami jeszcze w ZK Łowicz) próbował nasączyć materac pastą podłogową podpalić go i wrzucić go na dach pawilonu. Problem w tym, że materac nie chciał się palić i inny internowany zrzucił go z dachu. W rezultacie wezwano Straż Pożarną do pożaru, którego nie było. Wspaniały i niezłomny komendant Straży Pożarnej Roman Gołuch, który nie dał się zmanipulować w uśmierzanie protestu (użycie motopompy przeciwko internowanym) zeznawał, że podczas półtoragodzinnego pobytu nie zauważył pożaru, a jedyne co widział to bestialskie znęcanie się nad internowanymi. 

Jeśli można przyjąć, że zepchnięcie protestujących internowanych do pawilonów po zagadkowym (?) przecięciu siatki (plan i narzędzia) i naszym wdarciu się na “pas śmierci” mogło być uzasadnione, to z pewnością nie było uzasadnione metodyczne bestialstwo wobec internowanych w zamkniętych już celach. W poprzedniej części opisywałem niezwykłe zezwierzęcenie uzbrojonych funkcjonariuszy służby więziennej pastwiących się nad przecież bezbronnymi internowanymi. Konsekwencją tego bestialstwa było u kilku osób wstrząśnienie mózgu, naruszony kręgosłup, odbite nerki, sine plecy, nogi i ręce.

GRY CIERPIENIEM OFIAR BESTIALSTWA

W wielu wypadkach zwijającym się z bólu poszkodowanym nie udzielano pomocy lekarskiej. Okropnie pobity uczeń z Zamościa Radek Sarnicki zapadł w śpiączkę i został dopiero zabrany następnego dnia do szpitala w Gdańsku. Cierpiał na krwiomocz, sztywność karku, brak refleksu plamki żółtej na dnie oka, wstrząśnienie pnia mózgu, oraz obrzęk mózgu. Do szpitala w Kwidzynie trafił nieprzytomny Władysław Kałudziński (z Olsztyna), bracia Andrzej i Zygmunt Goławscy (Siedlce), Adam Kozaczyński (Tomaszów Lubelski), Andrzej Bober (Olsztyn), Andrzej Tomaszewicz (Sieradz), Andrzej Priebe (Piła). Co interesujące naczelnik Pobłocki próbował poszkodowanych wywieźć do więziennego szpitala w Barczewie, lekarz ze szpitala w Kwidzynie jednak na to nie wyraził zgody.   

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura