Wydaje się, że jakiekolwiek interwencje w sprawie profanacji cmentarza wojennego w Benghazi nie będą miały takiego efektu, na jaki liczylibyśmy - czy Polacy, czy Brytyjczycy. Dlaczego?
Młodzieńcom, systematycznie (acz amatorsko) niszczącym nagrobki żołnierzy alianckich i wielki krzyż stojący pośród nich, nie chodziło o cokolwiek, co wiązałoby się z powodem, dla którego tych żołnierzy tam pochowano. Nie zdziwiłbym się, gdyby się okazało, że nie mają oni najmniejszego pojęcia, kim byli ci żołnierze, o co walczyli, z kim, i kiedy. Wojna lat 1940-1943 to dla nich epoka przedpotopowa, toczona przez obcych z obcymi, w czasach, które nic z obecnym położeniem ich kraju i nimi samymi nie mają wspólnego. To są kwestie ważne dla Brytyjczyków, czy dla nas - i, zgódźmy się, z obecną (a i ówczesną) Libią nie mające wiele wspólnego. To, że pochowani w Benghazi Brytyjczycy i Polacy walczyli z wrogami rodzaju ludzkiego i ich sojusznikami, to obecnie tam żyjących Arabów - w tym profanatorów cmentarza - nie obchodzi. Szacunek dla zmarłych? To też chyba puste słowa.
"To są chrześcijańskie psy". Chodziło o to, by znieważyć i zniszczyć groby chrześcijan, by zniszczyć stojący pośród nich krzyż Chrystusa. Jakiekolwiek argumenty o szacunku dla zmarłych i miejsc ich spoczynku, zasługach poległych dla pokonania Hitlera, nie mają dla tych, co tego dokonali, żadnego znaczenia. To nieważne, chodziło o upokorzenie chrześcijan. Jeśli przy okazji można też zadrwić z Żydów, tym lepiej.
Zapowiedzi Narodowej Rady Libijskiej, czy jak się tam nazywa ciało aspirujące obecnie do administrowania terytorium leżącym między Egiptem a Tunezją, tyczące się ukarania winnych i przywrócenia stanu poprzedniego na cmentarzu, należy traktować jako formalne - spowodowane wyłącznie protestem brytyjskim. Gdyby znany film (inny link) - najwyraźniej zrobiony przez jednego ze sprawców (filmujący sam łamie kopniakami nagrobki i depcze po nich), nie został umieszczony w internecie i zidentyfikowany, podejrzewam, że nie byłoby żadnej reakcji. Z zapisu filmu sądząc, sprawcy byli liczni, działali spokojnie, śmiejąc się, nie byli podnieceni ani odurzeni, niektórzy byli uzbrojeni, najwyraźniej nie musieli się obawiać interwencji władz - to oni byli (są?) tam władzą.
Czy można było po mahometanach spodziewać się czegoś innego? A co się dzieje z chrześcijanami w Egipcie i Iraku? I skoro w Europie nie szanuje się chrześcijan i chrześcijaństwa, to dlaczego mieliby szanować zmarłych chrześcijan i ich symbole arabscy mahometanie?


Komentarze
Pokaż komentarze (4)