Lokalne władze w Benghazi podobno ogłosiły autonomię. Z naszego podwórka oznacza to, że tzw. Libijska Rada Narodowa, która przepraszała za zniszczenie przez tamtejszych mahometan Cmentarza Wojennego Wspólnoty Brytyjskiej w Benghazi (w tym nagrobka poległego żołnierza Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich, kaprala Józefa Jaroszewicza) i obiecywała ukaranie winnych, tak naprawdę obiecywała coś, czego nie mogła dokonać.
Media donoszą, że ‘ośrodek kultury’ mahometańskiej (z osiemnastometrowym minaretem), budowany w Warszawie przez Ligę Muzułmańską w RP, ma się na ukończeniu. Nb. przy okazji budowy zniszczono pozostałości Reduty Ordona. Jest to oczywiście meczet, czego inwestorzy nie potwierdzają, ale również temu do końca nie zaprzeczają. Oficjalnie ma to być ośrodek kulturalny społeczności mahometańskiej w Polsce, faktycznie należy spodziewać się, że będzie to meczet i ośrodek misyjny. Wiele na ten temat już pisano, miał miejsce nawet protest publiczny (który na nic się nie zdał). Co ciekawe, animatorami protestu był podobno egzotyczny sojusz polskich buddystów i Młodzieży Wszechpolskiej. Ewidentnie skala budynku nie odpowiada zasobności społeczności mahometańskiej w Polsce, ale źródła finansowania tej budowy podobno znajdują się za granicą.
Na miejscu Ligi Muzułmańskiej w RP, zamiast tryumfalnie ogłaszać, że ramadan tego roku warszawscy mahometanie będą świętować w nowiutkim ‘ośrodku kultury’, rozważyłbym sfinansowanie odnowienia Cmentarza Wojennego Wspólnoty Brytyjskiej w Benghazi i odbudowę zniszczonego tam krzyża. Właściwym aktem ekspiacji byłoby również powołanie stypendium lub funduszu imienia kaprala Józefa Jaroszewicza, przeznaczonego na badania i popularyzację polskiego czynu zbrojnego w Afryce Północnej.
Jeżeli ciągle dowiadujemy się o kolejnych aktach przemocy i barbarzyństwa wobec chrześcijan i chrześcijaństwa ze strony mahometan, które mają miejsce w Egipcie, Libii, Iraku, Iranie, Afganistanie i Pakistanie, to czy rozsądnym jest zezwalać na budowę ‘ośrodków kultury’ (czyli najwyraźniej meczetów) nie żądając nic w zamian? Jednym z głównych pojęć komunikacji społecznej u Arabów jest kwestia ‘zachowania twarzy’ – za wszelką cenę. Jeżeli my, chrześcijanie, pozwalamy na stawianie meczetów na naszej ziemi, w oczach arabskich mahometan nie jawimy się jako ludzie tolerancyjni i szlachetni, ale ‘tracimy twarz’. Nie dość, że jesteśmy ‘chrześcijańskimi psami’, to jeszcze można nad nami tanio tryumfować. Może należałoby stawiać sprawę jasno: za każdy nowy meczet – w zamian jeden kościół w Kairze, Bagdadzie, Mosulu, Teheranie, Quetcie, za każdy nowy meczet – w zamian fundusz dla wdów i sierot po żołnierzach poległych w Iraku i Afganistanie, wartości równej wydatkom na budowę.
A Powiatowemu Inspektoratowi Nadzoru Budowlanego w Warszawie sugerowałbym przed dopuszczeniem do użytkowania owego ‘ośrodka kultury’ bardzo dokładne skontrolowanie stanu rzeczywistego budynku w porównaniu ze zgłoszonym projektem architektonicznym.



Komentarze
Pokaż komentarze