FRD FRD
352
BLOG

paranoja na trzeźwo

FRD FRD Polityka Obserwuj notkę 1

 

Zbieg różnych działań wobec Kościoła, zarówno firmowanych przez państwo, jak i wychodzących z innych kręgów, które miały miejsce w ostatnich miesiącach, zdaje się wyłaniać kształt kampanii, której skutki mogą być dalekosiężne, a z pewnością trudne do skompensowania. Znakiem firmowym tej kampanii są oczywiście wszelkiego rodzaju doniesienia i opinie środków masowego przekazu, zdecydowanie lub „w wyważony sposób” atakujące Kościół, pojedycznych księży, cały kler, wreszcie doktrynę religijną. Nie można nie odnieść wrażenia, że autorzy różnego rodzaju artykułów połączonych wspólnym mianownikiem antyklerykalizmu* / ateizmu* / wrogości do katolickiej doktryny społecznej* (*niepotrzebne skreślić) chodzi o to, by „zniszczyć fundamenty godnościowe” (©Janusz Palikot) Kościoła. Jest to jednak tylko fragment wachlarza, jaki się przed naszymi oczyma rozwija.

Najgłośniej jest ostatnio o sprawie Komisji Majątkowej oraz Funduszu Kościelnego, które służyły bądź służą transferowi różnych dóbr (nieruchomości bądź pieniędzy) z państwa do Kościoła. Fakt, iż powodem istnienia obu tych ciał (podobnie jak wspólnych komisji regulacyjnych rządu i innych wspólnot wyznaniowych) jest zajęcie (na podstawie wielu różnych aktów prawnych) majątku Kościoła przez komunistyczne państwo po 1944 r., jest w równym stopniu zauważany, co lekceważony. Procedura, jaką obecne państwo przyjęło do uregulowania trybu wynagradzania Kościołowi (i innym wspólnotom religijnym) strat majątkowych, w istocie miała państwu umożliwić odrębne rozliczenie się z Kościołem bez konieczności uchwalania praw o reprywatyzacji. Rzeczywiście, działalność Komisji Majątkowej i innych komisji regulacyjnych tworzyła (i nadal tworzy) niebezpieczną nierówność wobec prawa: na podobny tryb zwrotu własności lub odszkodowania za nią nie mogą liczyć właściciele majątków rolnych skonfiskowanych podczas tzw. reformy rolnej, nieruchomości miejskich zajętych tzw. „dekretem Bieruta” czy właściciele wzgl. udziałowcy znacjonalizowanych przedsiębiorstw. Władze samorządowe nie utworzyły chyba żadnych ciał, które zajęłyby się ustalaniem roszczeń do majątku komunalnego i sukcesywnym ich likwidowaniem na korzyść dawnych właścicieli. Nie słyszałem również, aby utworzono odrębny fundusz, który by – na wzór Funduszu Kościelnego – w godny sposób opłacał wydatki socjalne osób pozbawionych majątku przez komunistyczną dyktaturę. Co prawda tzw. „b.z.” – „byłym ziemianom” wypłacano jakieś mikroskopijne renty, ale ich potomkom już się ich chyba nie wypłaca – mimo, iż majątki niechybnie byłyby dziedziczone. Tym, kto jednak odnosił największe korzyści na takiej konstrukcji, był nie tyle Kościół, ile raczej państwo, które dzięki takiej konstrukcji uniknęło przeniesienia poważnej części aktywów państwowych i komunalnych (nieruchomości miejskich i rolnych, oraz gotówki lub udziałów w przedsiębiorstwach państwowych) w ręce dawnych właścicieli i ich spadkobierców (czyli poza swoją kontrolę), nie mówiąc już o tym, że nie musiało Kościołowi zwracać wszystkiego, co do niego niegdyś należało.

Faktem jest, że likwidacja obu tych ciał (Komisji Majątkowej i Funduszu Kościelnego) pozbawi Kościół prawdopodobnie ok. 20% wpływów, a wygeneruje dlań równe koszty (w postaci konieczności wypłat ubezpieczeń, wynagrodzeń, etc.). Należy dodać, że Fundusz Kościelny działał dotąd na zasadzie ‘procentów od kapitału’: instytuty kościelne (w szczególności klasztory), nie dysponując większym majątkiem, zostały w istocie uzależnione od wypłat z FK. Podobnie należy traktować manipulacje (nieraz, jak wiemy, naganne lub podejrzane) majątkiem zwracanym za pośrednictwem Komisji Majątkowej: instytucje kościelne, pozbawione większego materialnego oparcia, dla utrzymania się musiały szybko zbywać uzyskiwane nieruchomości.

Co rząd proponuje w zamian? 0,3% podatku wnoszonego przez płatników PIT, na zasadach właściwych dla wspierania NGO 1% podatku. Prognozy, że uzyskiwane w ten sposób wpływy zrekomensują Kościołowi straty poniesione z powodu likwidacji Komisji Majątkowej i FK, być może są poprawne. Problemem jest co innego: Kościół nie straci wówczas prawa do roszczeń wobec wywłaszczonego majątku – tylko dochodzenie do niego zajmie więcej czasu i starań. Dla państwa nie jest to oszczędność, ale raczej odepchnięcie problemu na kilkanaście lat do kilku dekad (dlatego wygląda to bardziej na złośliwość wobec instytucji uważanej za politycznego wroga, niż planowe działanie). Druga problematyczna kwestia leży raczej w sferze społecznego odbioru takiej formy świadczeń. Z pewnością, co z ubolewaniem trzeba przyznać, taką formę deklaracji wybierze mniejszość katolików rozliczających się za pomocą PIT. Dodać należy, iż pewna liczba obywateli jest rozliczana ‘z urzędu’ przez zakłady pracy lub ubezpieczyciela społecznego, co – w przypadku, gdyby chcieli oni wesprzeć Kościół lub wybrany inny związek wyznaniowy, wymagałoby z ich strony deklaracji, jakiej instytucje i pracodawcy teoretycznie nie powinni od nich żądać. Oczywiście – mają oni wybór, tj. mogą się rozliczyć sami, co jednak eliminuje wygody, jakie zapewniało im rozliczenie przez płatnika. Wracając jednak do rzeczy, należy stwierdzić, że zestawienie deklaracji 0,3% dla kościołów i 1% dla NGO sprawia, iż z jednej strony państwo stwierdza, iż dlań związki wyznaniowe mają naturę podobną do NGO, a jednocześnie uznaje, że nie zasługują one na więcej niż 30% tego, co mogą dostać NGO. Inny jest również odbiór odpisu podatkowego dla NGO: jest dobrą wolą podatnika wskazać wybraną NGO, bez względu na jej zakres działania, charakter i przynależność podatnika do niej, i, dodajmy, jest to akt swobodny. Do kościoła jednak nie należy się tak, jak można należeć do Stowarzyszenia Wspierania Melioracji lub Towarzystwa Przedszkolnego im. Króla Heroda. Stworzenie możliwości zadeklarowania przez podatnika wpłaty 0,3% na wybrany kościół jest zadekretowanym przez państwo przymusem określenia się, dla niektórych nawet szantażem moralnym. Jednocześnie wytwarza niedobrą konkurencję między NGO a kościołami – jako konkurującymi na obszarze „kapitału społecznego”. Nb. latem 2007 r. nieoceniona prof. Magdalena Środa opublikowała w GW artykuł, w którym, jak zwykle, potępiała Kościół Rzymskokatolicki, ale tym razem za co? Za monopolizowanie „kapitału społecznego”, zwłaszcza na prowincji. To, że Kościół ten kapitał tworzył, i to nieraz od podstaw, wówczas jakoś umknął wywodowi logicznemu pani profesor (a jeśli nie, to i tak tym gorzej dla Kościoła, jeśli można poczynić domysł ws. poglądów p. prof.).

0,3% podatku to w istocie narzucony przez rząd plebiscyt – pod hasłem: „no, to ilu tak naprawdę was jest?”. A jeśli wyjdzie, że 0,3% przekazało dużo mniej niż 90% dorosłych podatników (czyli tyle, ile ma wynosić proporcja katolików w populacji), wówczas będzie to powodem dla trwałego zdeprecjonowania Kościoła jako partnera do dialogu społecznego i politycznego – przede wszystkim na poziomie państwa, ale również na poziomie lokalnym. Jest to poniekąd przeniesienie metody „podliczania słupków” w sondażach opinii publicznej ze sfery politycznej na sferę społeczną – i legitymizowania w ten sposób działań władzy. To, że sondaż nigdy nie da nikomu żadnej legitymacji do działań władczych, dawno już zostało zapomniane.

Dochodzi do tego kolejny element – deprecjonowania nauczania religii w szkołach. Na razie mamy do czynienia jedynie z nieśmiałymi przymiarkami, jak manipulacje w rozporządzeniu ministra edukacji narodowej odn. przedmiotów nauczania, jednak likwidacja Funduszu Kościelnego poważnie zagrozi możliwości utrzymania katechezy w szkołach.

Procesy Doroty Nieznalskiej, Doroty Rabczewskiej i pana o ps. „Nergal” ws. tzw. „obrazy uczuć religijnych”, Alicji Tysiąc przeciwko „Gościowi Niedzielnemu”, wrocławskich uczniów przeciwko prof. Legutce, wreszcie procedura ścigania wszczęta (i umorzona) wobec Pawła Hajncela należą raczej do sfery „niszczenia fundamentów godnościowych” – okazało się, że obowiązujące prawo nie penalizuje bluźnierstw, lecz je relatywizuje do kategorii „obrazy uczuć”, a gdy chodzi o rozpatrywanie wolności nauczania religii (i ferowania ocen dyktowanych doktryną religijną) – to podlega ona reglamentacji takiej, jak przy rozpatrywaniu pyskówek o kurę zaduszoną przez psa podwórzowego. Czy sędziom tak trudno zrozumieć, na czym polega społeczna i religijna rola Kościoła i jego stanowisko prawne? Nie, nie jest to trudne, choć są oni tylko „ustami ustaw” (które, formalnie rzecz biorąc, nie są Kościołowi i wierze wrogie), ale to nie wyklucza jednak szczególnego podejścia sędziów do logiki dwuwartościowej, jak wykazało uzasadnienie wyroku sądu pierwszej instancji ws. Tysiąc vs. Gość Niedzielny. Propagandowe podejście publikatorów do wszystkich tych spraw to jednak ów ton, który tworzy piosenkę.

Kwestia owej specyficznej koncesji dla TV Trwam też jest symptomatyczna: zezwolenia otrzymały kanały dystrybuujące muzykę przeznaczoną dla osób zawodowo noszących dresy i tipsy, ale nie kanał instytucji kościelnej. Nie ma wątpliwości, że taka reglamentacja uderza przede wszystkim w wolność słowa – najpierw wolność słowa stacji nielubianej, bądź wrogiej rządowi, potem przyjdzie na wolność słowa „bezprzymiotnikową”.

Mamy zatem kilka zbiegających się działań wielu różnych środowisk i instytucji: pozbawić Kościół podstaw finansowania, ograniczyć możliwość głoszenia nauczania własnej doktryny i wyrażania ocen z niej wynikających, skłócić w opinii publicznej rolę i interesy Kościoła z rolą i interesami organizacji społecznych – wszystko to w oprawie kampanii propagandowej. A jak ma wyglądać rola Kościoła w społeczeństwie polskim w przyszłości wg modernizatorów z bożej łaski? Można tego dowiedzieć się z kuriozalnej ankiety, opublikowanej w ostatnim Przeglądzie Powszechnym (nr 3 [1087], marzec 2012).

Czy taka wojna z Kościołem opłaci państwu polskiemu? Być może – nie będzie musiało nic zwracać. Czy opłaci się polskiemu społeczeństwu? Wątpię. Czy opłaci się wiernym? Na pewno nie. Czy opłaci się tym, którzy formułują wobec Kościoła zarzuty? Materialnie nie (choć trzeba by i to sprawdzić), ale w sferze możliwości promowania własnych idiosynkrazji – bardzo. Mamy zatem do czynienia nie z wojną polityczną (choć może obecnemu rządowi się tak wydaje), ale ideologiczną.

FRD
O mnie FRD

felis domesticus, a czasem silvestris

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka