Kilka refleksyj z ostatnich dni.
Można pogratulować rosyjskim kibicom ich kiepskiego zmysłu estetycznego! W gruncie rzeczy nie jest już istotne, czy plansza stadionowa przedstawiała Dymitra Pożarskiego, Ilję Muromca, Aleksandra Newskiego, kozaka Hołotę, Lejbę Trockiego czy inną skłonną do przemocy postać ze wschodniosłowiańskiego bestiarium – zarówno Polacy, jak i wszyscy znający parę słówek po angielsku dowiedzieli się, że Rosję symbolizuje pokraczny gnom z nadmiarem roślin strączkowych w diecie (bo jakże inaczej wytłumaczyć tę pelerynkę?).
Drugim powodem do rozbawienia była wizja Tuska kajającego się jak uczniak przed marszczącym groźnie brew Putinem. Graś do tego byłby lepszy, ale zużył się już na milicjantów. Fakt, iż – nie wiedzieć właściwie dlaczego, po tym wszystkim, co Władymir dla Donałda zrobił – Dzień Rosji nie jest jeszcze w Polsze gosudarstwiennym prazdnikiem, wcale Donałdowi nie pomagał. Polska! Polsza! Baraban! Czemodan!
Dziś rano w przelocie uchwyciłem, jak zamiatacz ulic tłumaczył komuś przez telefon: „… no więc powiedzieli, że jak z nimi wygramy, to oni zdemolują stadion, więc musieliśmy zremisować…”. Hihi, ludowa wersja historii jest zwykle dużo trwalsza od oficjalnej.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)