FRD FRD
215
BLOG

50

FRD FRD Polityka Obserwuj notkę 5

Propozycje budowy nowego ustroju, nowego państwa i nowych form społecznych zawsze wydają się być (i zwykle są) woluntarystycznymi mrzonkami. Najczęściej (jak w przypadku różnego rodzaju kampanii politycznych propagujących idee hiperliberalne, większościową ordynację wyborczą, państwo socjalne* itp.) mają one charakter czysto propagandowy, odwołujący się do płaskiego widzenia świata i definiowania go przy pomocy haseł: hej-ho, hej-siup, zrobimy jednomandatowe okręgi wyborcze/dyktaturę proletariatu/prywatyzację/silne Państwo* i wszystko się zaraz poprawi! Gdy takie cudowne recepty zawodzą, oczywiście zwolennicy tych haseł znajdują winnych: „bandę czworga” (czy tam ilu), reakcyjny kler w sojuszu z prawicą wiejską i elementami endecko-poakowskimi, związki zawodowe i roszczeniowy stosunek homo sovieticus wobec Państwa, Układ*, itd., itp., nie próbując namyślić się, co właściwie nie podziałało. Dlaczego? Ponieważ błąd tkwił na samym początku ich rozumowania i działania: dając pierwszeństwo doktrynie (lub tylko zbiorowi haseł lub sympatii i antypatii odziedziczonych po rodzicach) nie potrafili (i nie chcieli) przeanalizować tego co chcą zmienić, tj. sytuacji społecznej i gospodarczej oraz norm nią rządzących, ani trzeźwo zastanowić się nad skutkami propagowanych przez siebie działań. Można to oczywiście nazwać inaczej: doktrynerstwem, besserwisserstwem, brakiem empatii lub woluntaryzmem właśnie. Nie da się również ukryć, że wielu tych doktrynerów jest w gruncie rzeczy aparatczykami nie wyobrażającymi sobie uwieńczenia swojej misji inaczej, jak na państwowej, samorządowej, partyjnej, fundacyjnej lub ‘think-tankowej’ posadzie, dającej uposażenie (pensję, diety, dywidendy z miejsca w radzie nadzorczej spółki skarbu państwa lub granty – w zależności czy jest to Instytut Obywatelski, fotel posła/eurodeputowanego/radnego czy orbita Red-Akcji Nowego Wspaniałego Świata*), SUV-a, ewentualnie papieroski, dobre winko i lewackie groupies plus raz-dwa razy do roku zastrzyk adrenaliny w święta narodowe ramię w ramię ze Schwarzblockiem. Jest to zresztą tylko jeden z pozornie zabójczych skutków zastępowania myślenia doktryną – do innych należy zaliczyć montaż na stałe różowych okularów (wyprodukowanych w polskim oddziale fundacji Sorosa) lub innych końskich klapek, kroplówki z ‘Gazety Wyborczej’ i jej klonów, wreszcie działanie w partyjniackim lub towarzyskim układzie. Pozornie zabójczych, bo doktrynerom to nie szkodzi – szkodzi społeczeństwu, które na nich głosuje, żywi ich i utrzymuje.

Problemy społeczne, ekonomiczne i kulturowe zawsze będą istniały, dzięki czemu doktrynerzy zawsze będą mieli okazję do kolportowania swoich haseł i hasełek, nie przejmując się, że głoszone w ten sposób doktryny staną się ‘obrotowe’ – pasujące na każdą okazję czyli w gruncie rzeczy bezsensowne. Poważne i analityczne podejście do realnej sytuacji narodu i jego państwa wymusiłoby nie tylko działania nieszablonowe, ale i sformułowanie nowego, wychodzącego z realnych i praktycznych założeń programu – narodowego, społecznego, ekonomicznego i państwowego, czyli nowej doktryny – ale na to większość tak polityków, jak i działaczy, jest zbyt leniwa, głupia lub cyniczna (tym bardziej, że za takie rzeczy Instytut Obywatelski, Fundacja Republikańska, Fundacja Stefana Batorego nie płacą).

Przemyślenia takie mogą prowadzić do wiplerowskiego „co ja mogę zrobić za marne 12 tysięcy miesięcznie?” lub leninowskiego „co robić?”. Co robić? Myśleć i działać. Od razu zastrzegam, że osoby nawołujące do terroru to zapewne prowokatorzy krajowych lub zagranicznych policji politycznych.

Wojna i dyktatura komunistyczna dokonały w Polsce zmian, które zaszły tak daleko i miały tak degenerujący charakter, że naród i społeczeństwo (a raczej ludność i nędzne resztki społeczeństwa i narodu) same ich nie skompensują. 20 lat, które upłynęły od kontraktowych wyborów zaowocowały dodatkowymi komplikacjami, które wcale sytuacji w gruncie rzeczy nie poprawiły, zmiany społeczne które nastąpiły po mniemanym ‘przełomie’ nie dają bowiem rękojmi swobodnego i uzdrawiającego rozwoju narodu, społeczeństwa i państwa. Z najważniejszych problemów wymienić tylko na początek można obciążenia i ograniczenia nakładane na pracę, przedsiębiorczość i własność, czyli źródła niezależności i dostatku obywateli, brak wzajemnego zaufania społecznego i faktyczne rozbicie lub zepsucie niemal wszelkich wspólnot – od rodzinnej i sąsiedzkiej, poprzez terytorialne i zawodowe aż do politycznych, deprawację obyczajową, wreszcie alienację władzy od narodu i jego potrzeb.

Ta jeremiada jest oczywiście wstępem do tego, by po kolei omówić te kwestie i zaproponować jakieś rozwiązania – od tych ‘z wyższej półki’, bardziej woluntarystycznych (w końcu potrzebny jest jakiś ‘sztandar’), aż po te wymagające solidnej pracy u podstaw. Czy się uda kogoś do tego namówić? Może tak, może nie, no starat’sja nada. Nie wyrzekając się dotychczasowego pisania o dzięciołach, puszczykach i innych ciekawostkach spróbuję tu opisać kilka takich obszarów, i określić, co można, moim zdaniem, zrobić. Czy można to potraktować jako akces do Towarzystwa Ochrony Myśli Politycznej i Religijnej p.w. św. Ekspedyta? Czemu nie, ja chętnie.

 

* niepotrzebne skreślić.

FRD
O mnie FRD

felis domesticus, a czasem silvestris

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka