O tzw. orędziu polskiego Kościoła Rzymskokatolickiego i rosyjskiej Cerkwi napisano już wiele. To, co najbardziej istotne dla nas, to dwie kwestie: co państwo rosyjskie (umówmy się, Cerkiew jest tu tylko wydziałem ideologicznym sekretariatu Putina) chce od Polski za pomocą tego listu uzyskać, i co chce od Rosji uzyskać papiestwo (nie da się ukryć, że polski kościół jest tu też „słupem”, sam z siebie nie jest partnerem dla państwa rosyjskiego). To, że ta wizyta jest „posmoleńska” jest już publicystycznym truizmem. Pytanie, dlaczego sięgnięto po taki środek walki propagandowej? Nikt już więcej nie uwierzy w żadne gesty pojednawcze władz rosyjskich, w żadnym chyba środowisku – podejrzewam, że nawet Michnik zwątpi, gdy jego kieszonkowy Russia House, czyli redakcja „Novoj Pol’šy” będzie się musiała zarejestrować jako ‘zagraniczny agent’. Mamy tu raczej do czynienia z naturalnym podziałem ról – rosyjskie władze świeckie kręcą (oględnie mówiąc) dochodzeniem, bezczeszczą ciała ofiar, przetrzymują wrak samolotu, itd., itp., odgrywają swoją rolę ‘złego policjanta’ (i to w dodatku takiego, któremu na rękę jest stworzenie wrażenia, że to on właśnie stoi za badaną zbrodnią, a prawdopodobnie naprawdę za nią stoi). Rosyjskie władze duchowne natomiast dysponują szczątkową wiarogodnością, wynikającą z dwóch okoliczności: 1. sektor w którym działają, cieszy się w Polsce jeszcze jakimś szacunkiem (o ile ktoś nie wie dokładnie, czym w istocie jest rosyjska cerkiew), spoczywa na ich przedstawicielach sakrament uznawany również w Kościele łacińskim (ważny, cóż, że udzielony osobom niegodnym, obranym przez Zarząd IV KGB); 2. akurat Cerkiew od prawie 90 lat nie była zaangażowana w działania przeciwko Polsce i Polakom, a i nie jest obciążona bezpośrednim jawnym udziałem w dokonaniu tzw. katastrofy smoleńskiej i w dotyczących jej późniejszych dochodzeniach. Rosyjska Cerkiew gra „dobrego policjanta” i „wyciąga rękę” (©wielki książę Mikołaj 1914) do Polski i Polaków w zastępstwie państwa rosyjskiego, posługując się retoryką z obszaru pojęć i wartości wiary chrześcijańskiej, a zatem – przynajmniej w Polsce – trudną do odrzucenia z miejsca. Jest to o tyle istotne, że samo ‘przesłanie’ operuje stwierdzeniami, które są sformułowane tak, by trudno było je zakwestionować – można to zrobić, ale na poziomie interpretacji, dodając argumenty i wiedzę o faktach, które w samym przesłaniu wymienione nie zostały. Co to oznacza? Czyżby rosyjskie władze zapragnęły otworzyć furtkę w Polsce tym, którzy chcieliby z nimi współpracować, a nie znajdują po temu godziwej i dającej się publicznie wytłumaczyć płaszczyzny (zwłaszcza po występach ‘niezależnego’ MAK i generalicy Anodiny)? No, cóż, urzędujący prezydent i marszałek Senatu RP nie znaleźli się tam przypadkiem.
A po co papiestwu porozumienie z partykularną cerkwią, której ambicją jest traktowanie Kościoła rzymskiego jak niechcianego konkurenta do władzy dusz? Skoro rosyjskiej Cerkwi przy pomocy głośnych wrzasków oraz całej palety szykan administracyjno-policyjnych usłużnie serwowanych przez rosyjskie i białoruskie władze świeckie udało się wymusić na Kościele rzymskim praktyczne wycofanie się z akcji misyjnej wśród postsowieckich ateistów, to po co teraz takie z nią porozumienie? Cerkiew żonglując skargami na ‘prozelityzm’ praktycznie zablokowała rechrystianizację krajów postsowieckich. Fakt, iż w ten sposób więcej dusz narażonych jest na potępienie, a wzrost Kościoła rzymskiego w Rosji z pewnością zwróciłby także wielu ludzi ku rodzimej cerkwi, zupełnie się nie liczył wobec okoliczności, która jest istotna nie dla Cerkwi, lecz dla władz świeckich: w Rosji nie może działać struktura, która nie pozostaje pod kontrolą państwa, a ma decydujący wpływ na moralną motywację działań ludzi znajdujących się pod jej wpływem. Tak, w całej tej awanturze nie chodziło o ‘kanoniczne terytorium’, tylko o kontrolę nad ludnością. Rosyjska Cerkiew nigdy – a zwłaszcza od 1917 r. – nie była zdolna do prowadzenia skutecznej pracy duszpasterskiej, a jej wpływ moralny i duchowy był zawsze bardzo ograniczony. Dzisiaj wypędzenie atrakcyjnej – bo mające ‘walor nowości’ i sprawniejszej – misji Kościoła łacińskiego (o unickim nawet nie wspominając) jest motywowane nie tyle dobrem własnej pracy duszpasterskiej (w Rosji wyzwań Cerkwi nie zabraknie jeszcze przez wiele pokoleń, i misja łacińska nie musi z nią konkurować), ile bezpośrednim interesem władzy świeckiej.
W Rzymie na pewno to wszystko rozumieją. Na pewno nadal ktoś (kto?) może żywić tam nadzieję na ‘nawrócenie Rosji’. Porozumienie może stworzyć temu jakąś szczelinę. Doktrynalnie porozumieniu z pewnością dalej przeszkadza kwestia filioque – bardziej zresztą stronie cerkiewnej niż katolickiej – i prymatu papieskiego (a zwłaszcza dogmatu o nieomylności papieża w sprawach wiary). Skoro Kościół może prowadzić dialog z kościołami protestanckimi, z którymi co prawda nie ma różnic w sprawie pochodzenia Ducha św., ale za to są całkiem poważne w sprawach sakramentów i usprawiedliwienia (o prymacie i nieomylności nawet nie wspominając), to dlaczego nie może prowadzić dialogu z Cerkwią? W ciągu dwudziestu wieków istnienia Kościół dla dobra dusz ludzkich nie z takimi tyranami jak Putin musiał współistnieć (choć żaden do tej pory nie miał w gotowości rakiet z bombami nuklearnymi, bronią biologiczną i chemiczną), a w dodatku przetrwał ich. Po co jednak porozumienie teraz? Kościół oparcie w rządach krajów kręgu euroatlantyckiego już dawno stracił, a od dwóch co najmniej dekad ma do czynienia z antychrześcijańską krucjatą pokolenia 1968 r., które dzierży władzę polityczną, finansową i w mediach. Jedyną rzeczą, którą ci ludzie rozumieją, jest siła – co ciekawe, Putin też tylko to rozumie, a w dodatku tradycyjnie po rosyjsku Zachodu nie lubi i nim pogardza. Pogarda dla słabych w przypadku Putina prowadzić może do przeświadczenia, że warto posłużyć się Kościołem rzymskim dla rozgrywania spraw w Europie zachodniej – w końcu „ile dywizji ma papież?”, tzn. jeśli weźmiemy go na żołd, to czy nam, Rosjanom, da radę się przeciwstawić? Putin najpewniej nie rozumie, na czym polega wartość i siła Kościoła rzymskiego, i dlatego może być przekonany, że może go zneutralizować, a i pewnie też wykorzystać do swoich gierek. Rzym z kolei widzi, że Rosja swe wpływy w Europie może tylko rozszerzać, a chyba lepiej, by nie była Rzymowi wroga? Zapewne w jakiejś dykasterii zadano sobie pytanie: skoro wszystkie rządy europejskie oraz północnoamerykańskie są nam nieprzychylne lub wrogie, a w najlepszym wypadku wobec nas obojętne, to czy nie pora znaleźć innego świeckiego sojusznika? Skoro rosyjska Cerkiew deklaruje chęć przeciwstawienia się rozkładowi społecznemu, z którym i Kościół rzymski się zmaga, to czemu nie podać im ręki – w końcu Duch wieje, kędy chce?
Co z tego wynika dla nas? Jeżeli wspólne oświadczenie obu kościołów ma przynieść jakieś pozytywne skutki, musimy się wstrzymać z nader entuzjastyczną jego oceną – i czekać, aż jego chrześcijańskie przesłanie oderwie się od politycznego kontekstu i zacznie działać wyłącznie na moralnej płaszczyźnie. Aby to jednak się stało, potrzebny jest rachunek sumienia wspólnot chrześcijańskich w obu krajach – polskiej i dopiero odbudowującej się rosyjskiej. Jest to rachunek nierówny, tym bardziej, że Cerkiew obciąża ochoczy udział w antykatolickiej polityce władz Rosji w latach 1772-1915, który dzisiaj w Polsce uległ – niesłusznie – zatarciu i zapomnieniu. Moglibyśmy wiele takich rosyjsko-cerkiewnych win wyliczać, ale nie temu ‘Posłanie’ ma w intencji jego autorów służyć. Co zatem mamy zrobić? Musimy to przetrwać – jako Polacy i jako prawowierni wyznawcy Kościoła rzymskiego, katolickiego i apostolskiego, przy którym winniśmy trwać. Jest to o tyle ważne, że prawowierne łacińskie chrześcijaństwo stworzyło nasz naród, naszą kulturę i nasze państwo – nie możemy zatem dla wydmuszki ‘dialogu’ angażować się we współpracę z wątpliwej wiarogodności partnerem, który przymioty prawowiernego łacińskiego chrześcijaństwa nadal kwestionuje. To porozumienie nie jest dla nas. Trzeba wziąć pod uwagę wyłącznie duchowe znaczenie oświadczenia – a polityczny i, niestety, tymczasowy instytucjonalno-kościelny jego kontekst zignorować.


Komentarze
Pokaż komentarze