Zamach stanu?
Tę frazę znalazłem dzisiaj w dwóch artykułach zawieszonych na S24 , jednym nawet na stronie głównej (szukajcie, a znajdziecie). Co ciekawe, z pierwszego z nich wynikało, że miejscami ostra, ale nie wykraczająca poza konstytucyjną normę, sejmowa debata w sprawie nawet nie wotum nieufności, ale powołania komisji śledczej, była próbą zamachu stanu (sic!), z drugiej dowiedziałem się, że wszystko w naszym kraju się tak popsuło, że tylko zamach stanu (ale już prawdziwy) może to naprawić, bo demokratyczne procedury nie załatwią sprawy. O ile pierwszy z wymienionych wpisów (wraz z argumentacją) wygląda na dzieło osoby głęboko upośledzonej semantycznie, to drugi wygląda na autentyczny radykalny protest. Co ciekawe, drugi tekst konkluzją niechcący uzasadnia pierwszy – i choćby autor cytowanych w tym drugim tekście wypowiedzi nie był prowokatorem politycznym, to, litościwie mówiąc, mógłby przemyśleć to, co głosi. Cytując sam siebie, mogę to skomentować tak:Mam takie wrażenie, że ci, którzy nawołują do zamachu czy terroru, to zwyczajni idioci, albo prowokatorzy, którzy mają zrobić swoją robotę, by prezydent, rząd i jego frakcja parlamentarna miały podkładkę do ustanowienia kolejnych represyjnych praw, kolejnych pełnomocnictw dla policji porządkowej i bezpieczeństwa, kolejnych aktów kryminalizujących zwykłe obywatelskie zachowania. Naprawdę tego chcecie? Nie zauważyłem, żeby PiS czy "Solidarność" nawoływały do buntu - mimo wszystko są chyba rozsądniejsi od prowoków.
Czy naprawdę chcemy, żeby rząd zmienił konstytucyjnie gwarantowane wolności ludzkie i obywatelskie w kurczący się skrawek papieru? Zrobi to i tak, ale czyż nie brakuje wśród ludzi władzy takich, którzy nawoływanie do wywrócenia chorego porządku siłą radośnie powitają – by odebrać nam te wolności, którymi jeszcze się cieszymy? Śruba fiskalna jeszcze ma spore możliwości dokręcenia (kataster!), wolność zgromadzeń już jest obiektem ustawowej żonglerki, za chwilę na fali znanej nam wszystkim afery pod but wzięte zostaną kasy spółdzielcze (za bezdurno, a raczej dlatego, że akurat jednej z sieci tych kas spodobało się wspierać opozycję) – moim zdaniem następnym ruchem będzie wprowadzenie policyjnych cenzur wobec stowarzyszeń i fundacji. Mamy do czynienia z władzą dążącą do obezwładnienia społecznej aktywności, by nie przeszkadzała jej w przekształceniu fasadowej demokracji w oligarchiczną dyktaturę – czy mamy jej pomagać krzykactwem? Trzeba zachować spokój i nie dać się prowokować!
Nie sądzę, by można było mówić o rozkładzie państwa – to, że w sprawie wiadomego oszusta i jego jeszcze nie całkiem rozwikłanych, acz widocznych koneksji organy państwa nie zadziałały, wcale mnie nie dziwi. Rozkład jest wycinkowy, i dotyczy on spraw obywatelskich; krótko mówiąc, instytucje państwa działają bezskutecznie tam, gdzie zagrożone jest bezpieczeństwo obywateli i interes wspólny. Te instytucje, które mają wspierać władzę (policja bezpieczeństwa i aparat fiskalny), mają się dobrze – i to one będą, wraz z sejmową maszynką do głosowania, oparciem nadciągającej (oby nie, tfu) dyktatury. Całość struktur państwa jest dotknięta nie tyle rozkładem, ale raczej wyalienowała się od narodu – i to jest niebezpieczeństwo, które w dodatku powoduje, że podstawowa w demokracji metoda naprawy systemu – głosowanie – może być nieskuteczna. Potrzebna jest praca u podstaw i odbudowa więzi społecznych – straszenie rządowym zamachem stanu i nawoływanie do kontrzamachu tylko da argumenty propagandystom twierdzącym, że procedura demokratyczna to też zamach stanu (a kto wie, może i za chwilę stwierdzą oni, że samo głosowanie jest nielegalne). Czy praca u podstaw zatrzyma pełzający pucz organizowany przez urzędującego premiera? Nie, ale da podstawy do przetrwania tożsamości narodowej i uczciwej pracy politycznej i społecznej.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)