FRD FRD
473
BLOG

20121106

FRD FRD Rozmaitości Obserwuj notkę 2

Pierwszy poniedziałek listopada był wystarczająco przygnębiający (z ukoronowaniem w postaci rozpędzenia w sowieckim stylu redakcji Rzeczpospolitej), by o nim więcej nie pisać, ale owszem skłaniał ku temu, by wspomnieć o innych ponurych stronach życia.

W poprzednią niedzielę brytyjskie władze ogłosiły, że w ostatni poniedziałek października, tj. tydzień temu, wprowadzą zakaz wwozu sadzonek jesiona z kontynentu (i tak uczyniły). Przyczyną były odkryte – po raz pierwszy jeszcze w lutym w szkółce w Yorkshire – sadzonki pochodzące z Europy zarażone grzybem chalara fraxinea, który powoduje nieodwracalne wymieranie jesionów. Szybko okazało się, że drzew zarażonych grzybem jest więcej, i znajdują się w licznych stronach wyspy. Być może źródłem choroby były nie tylko zakażone sadzonki z kontynentu, lecz również zarodniki przyniesione stamtąd przez wiatr. Co gorsza, nie ma metody uleczenia drzew – zakażone mogą tylko obumrzeć, bądź zostać wycięte (by nie zakażały innych). Przed ogłoszeniem zakazu w tym roku zniszczono w Zjednoczonym Królestwie ok. 100 tysięcy drzew, z czego 58 tysięcy w samej Szkocji (obecnie liczba ta jest daleko wyższa m.in. z powodu masowego nieszczenia sadzonek w szkółkach). Rozmach podjętych działań wskazuje skalę problemu: już teraz gazety rozpowszechniają informację, że sprawa choroby jesionów była znana jeszcze rządowi Labour (i zlekceważona), a zaraza zapewne już od dawna jest obecna na wyspie.

Jesiony podobno stanowią poważną część brytyjskich lasów. Rozplenienie się zarazy mogłoby spowodować trudne do oszacowania szkody – już teraz mówi się o niebezpieczeństwie podobnym do tego, jakie spowodowała holenderska choroba wiązów (grafioza), która w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych wygubiła ponad 20 z 30 milionów brytyjskich drzew tego gatunku.

Chalara fraxinea została zidentyfikowana jako przyczyna wymierania jesionów zaobserwowanego w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych w Polsce. Od tej pory rozprzestrzeniła się ona na pozostałe kraje Europy Środkowej – poprzez Czechy, Austrię i Słowenię dotarła do Italii, przez Niemcy dotarła do Belgii, spowodowała poważne szkody w niektórych obszarach Danii. W Polsce nie było specjalnie głośno o niej – podobnie jak o holenderskiej chorobie wiązów (dużo wcześniejszej w postępach). W dostępnym w sieci artykule prof. Tadeusza Kowalskiego i jego współpracowników jako obszary, w których wykryto i zbadano wymieranie jesionów, wskazano Pomorze Gdańskie oraz cztery rejony w południowo-wschodniej Polsce (Podhale, Gorce i niemal cały Beskid, obszar między Jędrzejowem i Pińczowem, obszar między Miechowem a Niepołomicami, obszar między Mirczą i Kańczugą). Wiele wskazuje, że grzyb chalara fraxinea nie jest jedynym odpowiedzialnym za chorobę, lecz współpracuje z innymi, dotąd nieszkodliwymi i znanymi grzybami (lub uruchamia ich zabójcze możliwości). Wymieranie jesionów może zagrozić również licznym gatunkom owadów, roślin, a nawet ptaków (m.in. gilom), zależnych od tych drzew lub ich otoczenia.

Holenderska choroba wiązów również powodowana przez grzyba, ophiostoma novo-ulmi, roznoszonego przez korniki z rodzaju Scolytus, poczęła się szerzyć w Europie od połowy lat sześćdziesiątych, atakując i niszcząc niemal wszystkie europejskie stare wiązy (odporne okazały się wyłącznie syberyjskie i japońskie odmiany drzewa, powszechne w Europie wiązy szypułkowe, górskie i polne padły w większości ofiarą choroby; w Europie zachodniej częściową odporność wykazywały wiązy holenderskie i wiązy polne odmiany minor).

Grafioza przetrzebiła europejskie – polskie również – wiązy, przyszłość jesionów (dość licznie występujących w polskich lasach, ale również w parkach miejskich) może rysować się ponuro. Dodajmy do tego inwazję szrotówka na polskie kasztany, o której jeszcze kilka lat temu było głośno, a która wcale się nie cofnęła, uszkadza i zabija drzewa na chyba jeszcze większą skalę niż niedawno – ale zwalczania szrotówka niemal zaprzestano. Nic zresztą dziwnego, w dobie inwestycji w infrastrukturę typu stadiony, autostrady itp., furda jakieś drzewa, posadzi się nowe inne (nie żebym miał coś przeciwko platanom, ale…). Co prawda kasztany są gatunkiem obcym (kolebką kasztanowca białego jest północna Grecja i Albania, szrotówek przywędrował do nas z Bałkanów właśnie), ale trwale wrysowały się w polski krajobraz, i utrata ich byłaby wielką szkodą estetyczną i emocjonalną.

Skoro Anglicy mogą się przejmować swoimi wiązami i jesionami, dlaczego nikogo u nas to nie obchodzi, skoro szkody mogły i jeszcze mogą być o wiele większe? Krótkotrwały – i nieskuteczny – alarm w sprawie szkód wyrządzanych przez szrotówka, praktyczny brak reakcji na zarazy, które wyniszczyły wiązy i grożą jesionom – to jest obraz świadomości opinii publicznej w sprawach środowiska. I nie chodzi tu o abstrakcje w rodzaju globalnego ocieplenia, ale o choroby, które w czasie krótszym niż jedno pokolenie zmieniły, zmieniają lub zmienią widok z naszych okien. Zmienią na gorsze – przy bierności patrzących.

FRD
O mnie FRD

felis domesticus, a czasem silvestris

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Rozmaitości