612 obserwujących
1599 notek
9299k odsłon
8349 odsłon

Podział delegacji

Wykop Skomentuj316
Na pytanie jednego z posłów z zespołu A. Macierewicza dotyczące tego, czy generałowie mieli lecieć jednym samolotem z resztą delegacji, J. Sasin odpowiada tak: „Na etapie przygotowań, wstępnym etapie przygotowań, w ogóle  nie zakładano dwóch samolotów  – zakładano, że będzie  jeden samolot  (Ale kto zakładał? Sasin? Kancelaria? Pułk? MON? - przyp. F.Y.M.), w którym  pomieszczą się wszyscy – cała delegacja i towarzyszący dziennikarze. Następnie w trakcie tworzenia tej delegacji po pierwsze okazało się, że sama delegacja (…) musi być większa – m.in. bardzo szeroka grupa parlamentarzystów się w tej delegacji znalazła na wniosek marszałka sejmu (…). Delegacja w jakiś sposób puchła, no powiększała się, a jednocześnie nie było intencją Prezydenta odmawiać komuś możliwości uczestniczenia w takiej wizycie (? - przyp. F.Y.M.) (…).  Po drugie, było ogromne zainteresowanie dziennikarzy udziałem w tych uroczystościach i było bardzo bardzo wiele zgłoszeń dziennikarzy, aby towarzyszyć delegacji (...)

 
Powstał pomysł taki (gdzie powstał? Kto go sformułował? Kto go zgłosił? - przyp. F.Y.M.), żeby  jeszcze drugi samolot, który pozwoli, żeby więcej osób przeleci tam (tekst w takim brzmieniu w wypowiedzi Sasina – przyp. F.Y.M.)  na miejsce. No, w dyspozycji drugim samolotem, który mógł być w tym czasie, to był tylko i wyłącznie jak-40, ten mały samolot  (to 36 Sp. Pułk ma 2 samoloty dla VIP-ów? - przyp. F.Y.M.). I zaczęliśmy dyskutować  (kto dyskutował i z kim? Pracownicy kancelarii między sobą czy kancelaria z gabinetem ciemniaków? - przyp. F.Y.M.) tak naprawdę, jak ta delegacja ma być podzielona, prawda – czy kto leci z Prezydentem, kto leci jakiem? No i jakby takim oczywistym wnioskiem  (oczywistym? - przyp. F.Y.M.) było to, że samej delegacji oficjalnej jakby nie powinno się dzielić (Kto taki absurdalny wniosek sformułował i czy jest to wniosek na piśmie? Czy była to swobodna uwaga rzucona przez któregoś z mądrzejszych urzędników ad hoc? Czy może sam Sasin tak mądrze wywnioskował, tak jakby nie było tragedii w Mirosławcu? - przyp. F.Y.M.), prawda, bo zaraz powstaną tak naprawdę pytania, dlaczego akurat ktoś leci z Prezydentem, a ktoś inny, że tak powiem, dostał gorsze miejsce w innym samolocie, prawda.

 
W związku z czym stwierdziliśmy (kto dokładnie to stwierdził? - przyp. F.Y.M. - przedtem było bezosobowo: „nie zakładano”, „powstał pomysł”, teraz z kolei jacyś „my”), że rozsądnym będzie, że jakiem lecą dziennikarze, bo wtedy też przylatują też wcześniej na miejsce, czyli mają czas na to, aby, nie wiem, np. wcześniej udać się na cmentarz, prawda, i tam oczekiwać. Lub, jeśli będą chcieli na lotnisku jakieś czynności podejmować, to też będą mieli możliwość, nie wiem, wcześniejszego ustawienia sprzętu, chociażby, prawda, swojego na lotnisku, więc naturalnym, oni polecą najpierw, a cała delegacja w pełnym składzie poleci oddzielnie. NIGDY NA ŻADNYM ETAPIE NIE BYŁA DYSKUTOWANA KWESTIA JAKIEGOŚ ODDZIELNEGO LOTU JAKIEJKOLWIEK CZĘŚCI DELEGACJI, tym samym również generałów (podkr. F.Y.M.; od 1h13' zeznań sejmowych).

 
Ten może przydługawy i nieco nerwowy, z racji pewnych językowych potknięć (proszę posłuchać w oryginale – ja i tak przetrzebiłem nieco tekst), wywód prezydenckiego ministra, zupełnie koliduje z tym zaskoczeniem dziennikarzy na Okęciu, że NIE LECĄ tupolewem, lecz jakiem-40:

 
Musiałem wstać o 3 rano, by przed 4 znaleźć się na lotnisku. Nasz samolot miał odlecieć o 5 rano. Rzadko mam okazję towarzyszyć Prezydentowi w czasie oficjalnych wizyt, tym razem, na wyjazd do Katynia zgłosiłem się na ochotnika.  Dopiero na Okęciu okazało się, że dziennikarze mają lecieć Jakiem, a dopiero godzinę po nas wystartuje Tupolew ((http://www.rmf24.pl/opinie/komentarze/pawel-swiader/news-pawel-swiader-boje-sie-powrotu-do-polski,nId,272706).

 
Oczywiście, możemy założyć, iż P. Świąder kłamie (pisząc swój wspomnieniowy felieton parę dni po tragedii), choć to trzeba by dopiero sprawdzić, ale czy możemy być pewni, że prawdę, całą prawdę i tylko prawdę przekazuje Sasin (zeznający parę miesięcy po tragedii), nawet jeśli słowo „prawda” wtrąca do swego co drugiego zdania? Czy jako jeden z głównych organizatorów nie wiedział o tym, że jeden jak-40 jest przyszykowany dla generałów („Dowódca jakiem wylądował? (…) Wcześniej było, że dowódcy będą lecieć jakiemhttp://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/04/czas-na-nowa-narracje.html)? Oczywiście tej rozmowy w Centrum Operacji Powietrznych (z godz. 9.01) Sasin nie mógł wtedy znać, ale czy nie miał on dostępu do tych ustaleń, o których poinformowani byli wojskowi?

 
Załóżmy „optymistycznie”, że nie miał. Za takim scenariuszem mogłaby przemawiać całkowita niewiedza Sasina o tym, co się dzieje 10 Kwietnia rano na Okęciu, która zdaje się wynikać z tego choćby dialogu:

 
Poseł Zbigniew Kozak:
Panie ministrze, ja mam trzy pytania. Pierwsze, to jest, kto odprowadzał pana prezydenta na lotnisko? Drugie, kto widział wylot samolotu z pasażerami, czy to jest jakoś utrwalone? No i trzecie, czy jakieś służby, nie wiem, SKW śledziły w ogóle lot tego samolotu? I kto odpowiadał za bezpieczeństwo tego lotu i czy są na to jakieś dokumenty? Dziękuję bardzo.

 
Minister Jacek Sasin:
Na wszystkie pytania uczciwie powinienem powiedzieć, NIE WIEM (podkr. F.Y.M.). Przede wszystkim z tego powodu, że ja od dwóch dni przed tym wylotem tragicznym już znajdowałem się, byłem w podróży prawda i wtedy znajdowałem się już w Smoleńsku. W związku z czym, ani nie jestem w stanie powiedzieć, czy ktoś pana prezydenta odprowadzał. Było w zwyczaju takim, że przy wylotach prezydenta ktoś z ministrów czy doradców prezydenta żegnał prezydenta na lotnisku, w tym sensie, że,  ja szczerze przyznam się, że nie wiem czy ktoś wtedy żegnał jakby. W tym wszystkim, co się potem działo, ten szczegół mi umknął. Czy...

 
Przewodniczący Antoni Macierewicz:
Ja myślę, że minister Duda był ....?”

 
Minister Jacek Sasin:
Nie wiem tego, właśnie tego nie wiem. Szczerze mówiąc, jakoś NIE PRZYSZŁO MI DO GŁOWY (podkr. F.Y.M.), żeby nawet to ustalić. Ale, bo też nie wydawało mi się, że to rzeczywiście jakąś sprawę szczególnie ważną, no bo  jakby nie widziałem tutaj też żadnej tajemnicy w tym wylocie. Wydawało mi się, że  tutaj nie było żadnej takiej sytuacji, które mogły mieć jakiś wpływ na to, co się potem stało. Natomiast co do, co do ochrony tego lotu, no to jakby oczywistym jest dla mnie, że przede wszystkim Biuro Ochrony Rządu podejmuje taką ochronę, za taką ochronę odpowiada.

 
A czy, powiem tak, czy jakieś inne służby, w tym SKW, które pan wymienił, zabezpieczały ten wylot, takiej wiedzy nie posiadam, a nie chciałbym tutaj mówić o jakiś pogłoskach, które słyszałem. No nie posiadam takiej wiedzy po prostu. Nie mam takiej wiedzy, nie mam takiej wiedzy. Wydaje mi się, że, jak mówię, jako laik wydaje mi się, że powinno to być oczywiste, natomiast ja takiej wiedzy nie mam.”" (http://freeyourmind.salon24.pl/312715,wokol-hipotezy-z-katastrofa-na-siewiernym#comment_4493756)

 
Tylko że ta niewiedza wcale nie działa na korzyść Sasina, pamiętamy bowiem jak wiele uwagi przywiązywał choćby do nagłośnienia uroczystości w Lesie Katyńskim, że wolał pojechać rano 10 Kwietnia właśnie na cmentarz aniżeli czekać na lotnisku na przylot Prezydenta z delegacją, jak jeszcze planował poprzedniego wieczoru na spotkaniu z urzędnikami z kancelarii (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/05/woko-zeznan-sasina-2.html, http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/06/gdzie-jest-dyrygent-z-okecia.html). Z jednej więc strony zamartwianie się nagłośnieniem, z drugiej zaś zupełna niewiedza, co do Okęcia, co do podziału delegacji i co do braku borowców na Siewiernym? To wydaje się bardzo dziwne.

 
Ma się rozumieć, gigantyczne zaniedbania BOR-u związane ze sprawdzaniem Siewiernego oraz zabezpieczeniem miejsca przylotu to osobna kwestia. Nawiasem mówiąc, zaczynam podejrzewać, iż BOR-u nie ma 10 Kwietnia rano na smoleńskim lotnisku dlatego, by i reakcja polskich służb już w Smoleńsku (analogicznie jak i materiały mediów) na „wydarzenie”, i oględziny pobojowiska (do których akurat borowcy jako ludzie obeznani z policyjnymi procedurami mogliby się nadawać) były opóźnione. (Przypomnę, że Sasin z borowcami przybywa na pobojowisko (wedle jego wyliczeń) „godzinę po katastrofie”, gdyż jeszcze o 9.05 rozmawia przez telefon z żoną stojąc przy cmentarzu w Katyniu, potem zaś rozmawia z M. Wierzchowskim, a dopiero potem wyrusza kolumna z milicyjną eskortą na Siewiernyj). Pozostaje jednak kwestią otwartą, czy był to ruski zabieg (pamiętamy te „wyjaśnienia” M. Janickiego, że ochronę zapewnia „gospodarz, gospodarz” - może i Ruscy mu nastulali, że nie ma co wysyłać borowców, bo ruscy maładcy zrobią taką kolumnę z ochroną jakby Obama miał wylądować), czy stoi za tym jakaś decyzyjna osoba z Polski.

 
Wracając jednak do zagadkowej niewiedzy Sasina o podstawowych sprawach (wariant „optymistyczny” - pesymistyczny to taki, że Sasin ukrywa prawdę o wielu decyzjach i wydarzeniach, czego na razie nie zakładam): czy możliwe było, by pewne decyzje dotyczące delegacji zapadły w ostatniej chwili i Sasin (ani nikt z oczekujących na lotnisku Siewiernyj) nie zostałby o nich poinformowany? Dlaczego jednak Sasin mówi o dwóch samolotach (z których jeden z góry jest przeznaczony dla dziennikarzy), a dziennikarzy tak na Okęciu zdziwiło ulokowanie w jaku-40? Miano im sprawić niespodziankę? Kancelaria nie informowała dziennikarzy o planach związanych z delegacją?

 

Wykop Skomentuj316
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale