614 obserwujących
1599 notek
9316k odsłon
13183 odsłony

Top secret

Wykop Skomentuj243
O godz. 9.19 J. Kuźniar wchodzi na antenę rządowej telewizji TVN24 z pierwszymi informacjami o „problemach z lądowaniem prezydenckiego jaka-40” (http://www.youtube.com/watch?v=PyTYeLy3aWI&feature=related 3'20'')(http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/byy-dwie-maszyny-ktora-sie-rozbia.html),ale jak wiemy z dokumentalno-wspomnieniowego filmu „Poranek”, pierwszą informację o „problemach” dostają o 8.51 od J. Mroza (ten dowiaduje się od członków delegacji oczekującej na lotnisku, że samolot „zniknął z radarów i prawdopodobnie się rozbił” (http://freeyourmind.salon24.pl/323106,spotkanie-mroz-wisniewski)), drugą zaś o 8.53 od R. Poniatowskiego (ten ma newsa o „rozbiciu się samolotu” od „znajomego Rosjanina” w Lesie Katyńskim).


 
Przez blisko pół godziny zatem trwają gorączkowe deliberacje w rządowej telewizji, czy „wpuścić” informację o „katastrofie” w publiczny obieg, czy nie – co zresztą na filmie „Poranek” jest dość dokładnie opowiedziane. Jest to o tyle zaskakujące, że kto jak kto, ale TVN powinien mieć w tak ważnej sprawie informacje z pierwszej ręki, a więc od samych ciemniaków. Skądinąd zaś wiemy, że wiadomość o „wypadku” szef MSZ otrzymuje już o 8.48. Innymi słowy, w chwili otrzymania przez rządową telewizję pierwszych wieści o tym, że coś się stało z delegacją prezydencką MSZ już dysponował danymi, które ta rządowa telewizja mogła uzyskać i w ten sposób mieć potwierdzenie tego, co jej przekazywali reporterzy (jeden ze Smoleńska, drugi z Katynia). Tymczasem wedle relacji P. Tamulewicz (http://www.youtube.com/watch?v=6Ck9RvqrU7E 9'24'') pracownicy TVN nie mogli zweryfikować newsa: „brakowało tego potwierdzenia, który to był samolot i kto był na pokładzie”, zaś B. Tadla nie pamięta, czy się nie mogli dodzwonić do rzecznika prasowego czy rzecznika MSZ-u (http://www.youtube.com/watch?v=ceJMLIa3pwk&feature=related 0'16''), bo przecież w skróconym serwisie po 9-tej mówią oni (jakby nigdy nic) o tym, że L. Kaczyński złoży wizytę w Katyniu. Dopiero otrzymany z MSZ oficjalny komunikat (rozesłany do wszystkich agencji, sądzę) niedługo po ogłoszeniu pierwszych wiadomości, o 9.23, pozwoli rządowej telewizji dokonać pierwszej weryfikacji i korekty (http://www.youtube.com/watch?v=ceJMLIa3pwk&feature=related) (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/byy-dwie-maszyny-ktora-sie-rozbia.html).
 
f
 
 
Bardzo to zatem zagadkowa sprawa ten brak dostępu rządowych dziennikarzy do gabinetu ciemniaków przez blisko pół godziny od pierwszych wieści o tragedii. Pierwsze połączenie telefoniczne na antenie będzie dopiero o 9.33 (http://www.youtube.com/watch?v=gFc4lMVsBQU&feature=related  7'47'') i Paszkowski będzie tu opowiadał kompletne banialuki o ekipach, które przystąpiły do wydobycia pasażerów po ugaszeniu wraku (co zresztą o 9.35 pojawi się na żółtym pasku w TVN-ie)
 
a
 
zaś parę minut później, bo o 9.40 już „agencje” będą podawać, że zginęło 87 osób.


 
Pewne niezwykle zagadkowe kwestie „smoleńskie” stawiałem już w poście „Proste pytania” (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/proste-pytania.html), jest jednakże inna tajemnicza historia przedstawiona właśnie w filmie „Poranek” (http://www.youtube.com/watch?v=ceJMLIa3pwk&feature=related) – w 5'55'' tego materiału możemy usłyszeć rozgrywającą się „poza anteną”, tj. w czasie nadawanych reklam, a jeszcze PRZED ogłoszeniem o 9.19 informacji o „problemach z lądowaniem”, rozmowę telefoniczną między Mrozem a słuchającymi go pracownikami rządowej telewizji oraz W. Olejniczakiem. Mróz, klnąc na czym świat stoi (zapewne z powodu przeżywanych perypetii z FSB), opowiada, że spotkał kogoś, kto twierdzi, że 1,5 km od lotniska roztrzaskał się samolot (prezydenckiej delegacji). I M. Słomczyński, wydawca programu, dopytuje go: „ale wiesz to na pewno? Od kogo?” Słomczyński więc, co zrozumiałe przy wadze informacji, która ma być wnet upubliczniona, chce wiedzieć, kto jest jej źródłem, tzn. kim jest ów naoczny świadek „wypadku”. Na pytania Słomczyńskiego Mróz zaś odpowiada, że nie może tego powiedzieć, tak jakby ów człowiek nie chciał, by ujawniano jego nazwisko jako źródło informacji. Słomczyński zabiera więc ze studia telefon i kontynuuje rozmowę na uboczu („Powiedz mi, kto to powiedział, konkretnie...”), w filmie „Poranek” zaś Mróz ujawnia, że chodziło o moonwalkera S. Wiśniewskiego, który „w bardzo krótkim czasie po katastrofie zjawił się pod bramą lotniska”. Mróz nie wyjaśnia przy tej okazji natomiast, dlaczego tamtego dnia nie mógł podać otwarcie nazwiska swego informatora i naocznego świadka „katastrofy”.


 
Przyznać trzeba więc, iż sytuacja opisana wyżej jest co najmniej kuriozalna. Zdumiewająca. Nie tylko bowiem chodzi o polskiego świadka „polskiej katastrofy”, ale i o to, że ten świadek zastrzega sobie, by nie podawać jego danych. I faktycznie, w swej relacji na antenie TVN-u Mróz ich nie poda, choć będzie opowiadał fragmenty historii moonwalkera właśnie (o godz. 9.39 na antenie przez telefon na tle jakichś ruskich krzyków: http://www.youtube.com/watch?v=RC6OsvV1glA&feature=related 3'03'': „Mi udało się porozmawiać z człowiekiem, który twierdzi, że był na miejscu, widział samolot absolutnie roztrzaskany, bardzo wiele części płonęło. No, tylko tyle. Nic poza tym, żadnych absolutnie informacji potwierdzić w tej chwili z oficjalnych źródeł nie można. Panuje absolutny, nieopisany chaos.”).


 
Pominę w tym momencie to, co niedawno akcentowałem, a więc błyskawiczne (jak na „mrożące krew w żyłach” okoliczności, o których tyle opowiadał moonwalker choćby w sejmie, a które w blogosferze były bardzo obszernie komentowane (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/dark-side-of-moon.html)) pojawienie się Wiśniewskiego w okolicach „szlabanu” niedługo po godz. 9-tej pol. czasu – jeśli zatrzymano go (zgodnie z tym, co pokazuje „zegar kamery”) parę minut PRZED 9-tą pol. czasu (http://freeyourmind.salon24.pl/323106,spotkanie-mroz-wisniewski). Bardzo dziwne jest przecież to, że moonwalker nie chce się wtedy ujawniać jako naoczny świadek „katastrofy”. Co stoi na przeszkodzie, by Mróz wziął go już wtedy do telefonu i by moonwalker zaczął ze szczegółami opowiadać, co widział i w ten sposób przybliżył historię „wypadku”? Co stoi na przeszkodzie, by nagrać relację Wiśniewskiego na komórkę i podesłać do redakcji jako „breaking newsa”? Chodzi w końcu o bezprecedensowe wydarzenie w skali całego kraju! Dlaczego jego najważniejszy świadek miałby się zrazu „ukrywać”, zwłaszcza że tak szybko pojawił się pod bramą, z której przepędzani będą dziennikarze – i dysponuje (co też wspominał Mróz) materiałem wideo „z wraku”: „powiedział mi, że ma nagranie z naszego wraku, że widział leżące pomarańczowe czarne skrzynki w błocie”?


 
Mróz nie opowiada z detalami o tym przełomowym (dla jego relacji) spotkaniu z SW. Nie wiemy zatem, czy towarzyszył im obu oficer FSB („i on mnie pilnował. Ja pilnowałem jego – on pilnował mnie”, stwierdzi w sejmie moonwalker ze śmiechem), czy nie. Ten oficer wszak miał zarazem uniemożliwiać Wiśniewskiemu kontakty z polskimi mediami. Z drugiej jednak strony, sam moonwalker przyznaje, że: „I później po jakimś czasie – nie powiem, czy to było po 10 czy 15 min. w międzyczasie miałem możliwość krótką, krótkie spotkanie, rozmowy z red. Baterem, który tam był na miejscu. I powiedziałem mu, jaka jest sytuacja... Była taka mało grzeczna wymiana słów. On to dość niezbyt sympatycznie skomentował: „Co ty, człowieku, opowiadasz?” Ja mówię: „No, człowieku, przecież byłem, widziałem. Tam jest moja torba, tam są moje zdjęcia”” (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/dark-side-of-moon.html). Twierdzi też, że „kolega z TVN-u” chciał od niego (tj. moonwalkera) „kupić ten materiał”, zaś „Russia Today” oferowała 30 tys. dolarów (tylko nie wiadomo czy przy bramie, czy w samochodzie FSB).


 
O 10.27 natomiast, gdy już zaczyna ruszać w medialny obieg „materiał polskiego montażysty”, już wspomina się o autorze, zaś niedługo później po premierze księżycowego filmu, bo o 10.47, jest z wywiad z Wiśniewskim dla TVP Info, ten słynny (pod tylną bramą lotniska, tą naprzeciwko hotelu), gdy moonwalker opowiada, co widział, a czego nie widział, i że miał „makarowa przystawionego do łba”. Czemu przed godz. 9.15 Wiśniewski chce pozostać w cieniu i wzbrania się przed ujawnianiem swego nazwiska, a już o 10.47 widać go jak relacjonuje wydarzenia przed kamerami polskiej telewizji? Co się dzieje między godz. 9.15 a 10.15 w życiu SW, że 1) jego materiał trafia do polskiej i ruskiej telewizji (a następnie do innych na świecie) i jest emitowany o 10.27, 2) sam Wiśniewski ląduje przed drugą bramą lotniska (gdzie kłębić się będą tłumy dziennikarzy), by opowiedzieć, jak „wyglądała katastrofa”?

 

Wykop Skomentuj243
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale