615 obserwujących
1599 notek
9362k odsłony
  6780   0

"Skrzydlata Rosja"

 

Myślę, że gdybym to opowiedział, to nikt by mi nie uwierzył, zatem zacytuję na początek fragment tekstu, który został opublikowany w tegorocznym, sierpniowym n-rze „Skrzydlatej Polski” (s. 26):

 
kluczową różnicą pomiędzy polskim a rosyjskim raportem jest kwestia nacisków – kluczowa w przypadku określania przyczyn przez MAK (…) (tu pojawia się cytat z pseudoraportu Millera – przyp. F.Y.M.) Polski raport nie zauważa związku między sytuacją w Siłach Powietrznych, do której doprowadził gen. A. Błasik – bałaganu, niekompetencji, nieprzestrzegania procedur itd., opisanych w innej części dokumentu, a zachowaniem dowódcy na pokładzie samolotu. Raport nie odnosi się do sprawy alkoholu wykrytego we krwi gen. Błasika, który musiał mieć wpływ na jego zachowanie. Nie wspomina też w tym miejscu analizy o tym, że dowódca SP przebywając w kabinie załogi miał włączony telefon komórkowy, co było co najmniej nieodpowiedzialnością, bo mogło mieć wpływ na działanie urządzeń pokładowych (znane są przypadki katastrof, także Tu-154, spowodowanych wpływem telefonów komórkowych włączonych przez pasażerów – stąd zakaz obowiązujący w tym zakresie).  Dziwnie interpretowany jest też aktywny udział gen. Błasika w rozmowach w kabinie załogi, co jest całkowicie zakazane i niebezpieczne.

 
Według nieoficjalnych informacji wiadomo, że profil psychologiczny gen. Andrzeja Błasika był zmieniany w czasie prac komisji. Miał się zmieniać nawet jego autor. Wersja uwzględniona w raporcie jest niespójna i mało wiarygodna dla osób mających nawet niewielkie doświadczenie życiowe.

 
Autorami tej „diagnozy” są T. Hypki i G. Sobczak, którzy, jak możemy sądzić z ich przenikliwej lotniczej wiedzy, duchem musieli być w kokpicie tupolewa 10-go Kwietnia. Okazuje się zatem, że nagromadzenie oszczerstw pod adresem szczególnie śp. gen. Błasika w ruskim raporcie komisji Burdenki 2 to za mało dla „ekspertów” z polskiego (?) miesięcznika zajmującego się lotnictwem – trzeba jeszcze poskakać na grobie zamordowanego Dowódcy Sił Powietrznych. Pytanie tylko, czy takie skakanie może zapewnić Hypkiemu i Sobczakowi satysfakcję, czy jednak lepiej by nie było, gdyby „komisja Millera” postarała się o jakiś nowy raport, taki, przy którym pozytywną parafkę właśnie Hypki z Sobczakiem mogliby postawić. Choćby cyrylicą.
 
TH

 
A propos nowych dokumentów „komisji Millera”. Oto właśnie ukazał się długo oczekiwany protokół wojskowy i od razu otwierają się nam oczy na przeróżne dziwy, jakie w tymże protokole są. Wprawdzie zapewniano nas, iż nic nowego ponad to, co już wiemy z pseudoraportu Millera, nas nie czeka, ale chyba zapewnienia te płynęły z niezwykłej skromności specjalistów pracujących nad owym protokołem. Jedna z kwestii rzucających się w oczy, to ta, o której w komentarzu pod moją poprzednią notką napisał Libra:

 
Skoro wszystkie materiały dotyczące katastrofy w tym zapis korespondencji radiowej i zobrazowania radarowego, został w dniu 10 kwietnia 2010 przekazany prokuratorom Prokuratury Wojskowej z Warszawy to jakim cudem, zapis korespondencji radiowej pomiędzy załogą Tu154 a kontrolą ruchu lotniczego w części dotyczącej wylotu z Okęcia, został zamieszczony w raporcie Millera?
 
Na jakiej podstawie Prokuratura Wojskowa udostępniła te materiały komisji Millera, skoro podlegają one dochodzeniu prokuratorskiemu i są objęte tajemnicą śledztwa.
Czyżby uznano je za mało istotne dla sprawy i pozwolono na ich publikację?
Dlaczego do tej pory wmawiano nam brak danych z wylotu Tu154
.

 
Czy ktoś jeszcze pamięta, jakie problemy miała komisja Millera z ustaleniem godziny odlotu „prezydenckiego tupolewa” z Okęcia? Ileż to tygodni i miesięcy upływało, a prostej odpowiedzi na pytanie, kiedy doszło do startu, nie mogliśmy uzyskać. Tu zaś okazuje się, jak czytamy w protokole, że wszystko jest na patelni, z korespondencją radiową z wieżą na Okęciu (s. 16 protokołu) oraz kontrolą obszaru (s. 17) włącznie, a także kod transpondera tupolewa (przy starcie z warszawskiego lotniska) nareszcie uzyskaliśmy – jest to 4540. Lepiej późno niż wcale. Wygląda zatem na to, iż to wyłącznie sprawa odpowiedniego poszperania w jakichś zakamarkach oraz, co zrozumiałe, sprytu szukających, i brakujące dokumenty, dowody i dane się cudownie odnajdują. Oby tak dalej.

 
Oby tak dalej, powiadam, bo akurat pozostał do wyjaśnienia problem salonki 3, o której znowu protokół informuje (s. 13), przypominając, że to cudowne przebudowanie salonki decyzją „szefa sekcji techniki lotniczej” dokonało się na wniosek „Kancelarii Prezesa RM” (to ciekawe) „w którym wskazano 95 pasażerów, czyli o 5 więcej niż samolot mógł pomieścić”. Autorzy protokołu dodają zarazem, że „(n)a miejscu katastrofy nie znaleziono arkusza wyważenia ani innych dokumentów wskazujących na sposób przeprowadzenia analizy masy i wyważenia samolotu.” No więc... czy aby na pewno cała przebudowa zaszła? Jak tu sobie specjaliści poradzili? Głowy to nie od parady, więc po prostu: „Komisja odtworzyła go, bazując na informacjach o załadunku, i obliczyła, że samolot w chwili startu ważył 84 883 kg, a w chwili wypadku 77 883 kg (podczas prób silników, kołowania oraz lotu zużyto łącznie około 8000 kg19 paliwa)”.
Arkusz więc odtworzony i gra gitara.

 
Oby więc tak dalej, bo jest jeszcze problem lotniska zapasowego, na które miał lecieć „samolot z Prezydentem”, o czym znowu informuje nas tenże protokół (s. 18): „Podczas wysłuchania w Smoleńsku ZDBL oświadczył,  że wyszedł  z BSKL  i przekazał  osobom przebywającym w pobliżu samolotu Jak-40 informację, że samolot z Prezydentem RP nie wyląduje na lotnisku SMOLEŃSK PÓŁNOCNY z powodu złych WA”. Już lepiej się tego po polsku nie dało napisać. O ile bowiem w takich codziennych praktykach stosuje się skróty w celu ułatwienia przekazania jakiejś wiadomości czy ułatwienia posługiwania się jakimiś danymi, o tyle w w/w protokole podobnie zresztą jak w ruskim raporcie komisji Burdenki 2, skróty są przede wszystkim po to, by potencjalny czytelnik utracił orientację w gąszczu danych i by zniechęcić go do ich analizy. Oczywiście, od analizy ruskich danych są nieomylni supereksperci a la Hypki czy Sobczak cytowani wcześniej i ich  supervisors  z Moskwy, nam zaś, ciemnym ludom, pozostaje zdać się na nasze ciemne, omylne myślenie.

 
Wróćmy do tego cytatu dotyczącego jednego z ruskich szympansów, co wylazł z wieży i pofatygował się do „osób przebywających w pobliżu samolotu Jak-40”, by im oświadczyć, że „samolot z Prezydentem” NIE wyląduje na Siewiernym. Protokół nie podaje ani godziny tego wyjścia szympansa z klatki, ani składu osób, które tę wieść otrzymały. Jak zaś twierdził w swych zeznaniach polski inspektor Clouseau vel G. Kwaśniewski vel mistrz formuły jeden w wozie ambasadora J. Bahra – tenże ambasador już „w drodze na lotnisko” kontaktował się z innymi urzędnikami ws. zabezpieczenia lotnisk zapasowych na Białorusi i w Moskwie (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/06/witebsk-i-inne-lotniska-zapasowe.html): „W drodze na lotnisko  pan ambasador dzwonił z samochodu do Mińska, do ambasadora na Białorusi i do swojego zastępcy w Moskwie, prosząc o przygotowanie zapasowych lotnisk. Z tego, co wiem, w tym samym czasie, kiedy jechaliśmy na lotnisko, w Smoleńsku  zastępca ambasadora w Moskwie już jechał na Wnukowo pod Moskwą”. Można by więc sądzić, iż ów szympans, o którym wspomina protokół, kontaktował się z innymi osobami aniżeli z ambasadorem Bahrem, skąd jednak ten ostatni wiedział, że należy zabezpieczać zapasowe lotniska? Też przecież musiał mu ktoś taką myśl podsunąć.

 
Czy szympans wychodził przed godz. 7.44 pol. czasu, skoro parę akapitów dalej na tej stronie jest mowa o dolatywaniu tupolewa do punktu RUDKA? I dalej: „W tym samym czasie, 17 min i 33 s przed nawiązaniem  łączności z załogą  samolotuTu-154M, KL lotniska SMOLEŃSK PÓŁNOCNY otrzymał od kierownika stacji meteorologicznej informację, że przy panujących WA powinno być wydane ostrzeżenie SZTORM.” Jeśli więcprzed nawiązaniem łączności z polską załogą jeden z szympansów przekazywał zgromadzonym na lotnisku wiadomość, że „samolot z Prezydentem” nie wyląduje, to skąd ją miał i gdzie jest potwierdzenie kierowania polskiej delegacji na zapasowe lotnisko przez moskiewską centralę? Tymi kwestiami się już protokół raczej nie zajmuje.
Lubię to! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Inne tematy w dziale