615 obserwujących
1599 notek
9340k odsłon
  7839   0

Problem pamięci

 

Wnet znowu się zajmę posiedzeniem z udziałem „polskiego montażysty” - najciekawszym z wszystkich (nielicznych, jak wiemy) przesłuchań świadków, jakie przeprowadził Zespół Parlamentarny, ale dziś chciałbym zwrócić uwagę na ogólne zagadnienie, niezwykle istotne dla każdego śledztwa – na kwestię pamięci. Posiedzenie z moonwalkerem (http://freeyourmind.salon24.pl/416196,posiedzenie-z-udzialem-moonwalkera-1), któremu pamięć też potrafi płatać figle, mogło otworzyć zupełnie nowy etap prac ZP, ale stało się dokładnie odwrotnie, tzn. ono zamknęło pewien etap, po nim bowiem (w korelacji z opublikowanym przez komisję Burdenki 2, raportem) wyłoniła się „hipoteza 15m” (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/08/woko-hipotezy-15-m.html) (http://freeyourmind.salon24.pl/332113,podstawowe-problemy-zwiazane-z-wypadkiem-smolenskim) później jako „dwu-wybuchowa” i dalsze relacje świadków przestały być dla szefa ZP istotne, najwyraźniej.
 
Tymczasem jeszcze podczas pierwszego, wrześniowego (2010) przesłuchania/wysłuchania głównego akustyka kancelarii Prezydenta, min. J. Sasina, posłanka B. Kempa proponowała (całkiem słusznie) już pod koniec, by przesłuchaniom poddać innych „katyńskich świadków”, a więc i parlamentarzystów należących do ZP (http://freeyourmind.salon24.pl/403331,1-przesluchanie-sasina), ale ten postulat, mimo upływu lat, nie został wprowadzony w życie. Tak więc do dziś nie dysponujemy obszernymi, drobiazgowymi relacjami dot. tego co oni zapamiętali, tj., w jaki sposób, kiedy, w jakich okolicznościach etc. dowiedzieli się oni o „katastrofie”, co się dokładnie działo wtedy w Katyniu, kto jakie podejmował decyzje, na kogo się powołując, jaka była rola ludzi z ambasady, jaka wojskowych itd.
 
A byłoby naprawdę o co pytać (nie tylko parlamentarzystów, nawiasem mówiąc), jednym wszak z węzłowych momentów jest przybycie amb. J. Bahra z lotniska Siewiernyj na cmentarz. Bahr opowiada w wywiadzie dla T. Torańskiej, że do auta podszedł min. A. Macierewicz:
 
Dojechaliśmy do Katynia. Wysiadłem z samochodu i pierwszą osobą, która do mnie podeszła, był Antoni Macierewicz. Poprosił o numer telefonu. Nie pamiętam, czyj. Chyba kogoś z ambasady, bo był w mojej komórce, a w komórce miałem głównie ludzi z ambasady. Dałem. Podszedł minister Sasin z Kancelarii Prezydenta. Wcześniej go nie znałem. Starałem się okazać mu serdeczność. Nagle stracić szefa, z którym się było blisko, wydawało mi się strasznym ciężarem
 
Nie byłoby w tym katyńskim spotkaniu Macierewicza z Bahrem oczywiście niczego nadzwyczajnego, biorąc pod uwagę kontekst tragedii, gdyby nie to, iż samochodem ambasadora miał też przecież przyjechać ze smoleńskiego lotniska Sasin (tak zeznawał przed ZP i twierdził przy innych okazjach), o czym nie wspomina, niestety Bahr (no bo chyba nie opowiadałby, że za Macierewiczem podszedł Sasin... wysiadłszy z auta ambasadora). O ile jednak Bahr mógł być wciąż w szoku (jak sam otwarcie przyznawał), z kolei zaś Sasin już wielokrotnie wykazywał się zanikami pamięci lub relacjami wykazującymi spore rozbieżności między sobą (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/06/zelig-ii-lub-syndrom-smolenski.html), o tyle szef ZP na pewno doskonale pamięta, a przynajmniej powinien pamiętać ten moment spotkania z Bahrem. Szef ZP więc też wie, czy Sasin faktycznie przybył z ambasadorem z Siewiernego, czy też (jak wynikałoby z powyższej relacji Bahra) podszedł z/za Macierewiczem do auta ambasadora. Już ten jeden prosty przykład sytuacji, co do której panuje całkowita rozbieżność relacji jej uczestników, dowodzi, jak istotne dla całego śledztwa smoleńskiego mogą być zeznania parlamentarzystów oczekujących 10 Kwietnia w Lesie Katyńskim na przybycie Prezydenta.
 
No ale na razie tych zeznań, niestety, nie ma, aczkolwiek warto przy tej okazji przypomnieć (chyba mało znaną) wypowiedź Sasina (w programie M. Olejnik), bo może dostarcza ona zarazem klucza do zagadek nie tylko jego rozmaitych opowieści: wielu szczegółów w ogóle nie pamiętam. Wiele rzeczy sobie przypominałem, rozmawiając np. z innymi uczestnikami tych wydarzeń, którzy przypominali mi pewne fakty, które miały miejsce. Wtedy się otwierały jakieś takie klapki w pamięci  (http://www.tvn24.pl/12501,11,kropka_nad_i.html; wywiad z grudnia 2010). Może podobny „mechanizm pamięciowy” działa u innych smoleńskich świadków?
 
Czyjeś relacje owszem mogą (trzymając się określenia Sasina) rzeczywiście komuś „otworzyć jakieś takie klapki w pamięci”, ale mogą też owe zasłyszane relacje utworzyć komuś, by tak rzec, „sztuczne wspomnienia”. Przykładem takiego sztucznego wspomnienia może być to dot. dzwoniących komórek „podczas wynoszenia zwłok” z pobojowiska; opowieścią taką właśnie Sasin uraczył autorów filmu „Syndrom katyński”, co przypominałem w zakazanej „Czerwonej stronie Księżyca” w rozdziale poświęconym głównemu akustykowi: 
 
kiedy wynosili ciała ofiar, dzwoniły, cały czas dzwoniły komórki, które te osoby miały przy sobie. Tak naprawdę wszyscy dzwonili, chcieli się dowiedzieć, co się stało, czy... czy tym osobom, które leciały nie stała się jakaś krzywda, no informacji jeszcze tutaj” (http://fymreport.polis2008.pl/wp-content/uploads/2012/02/FYM-cz-4.pdf, s. 22 przyp. 37)).
 
Rozdział ten, jak wiedzą Czytelnicy, nosił tytuł „97 pasażer tupolewa” nie tylko z tego względu, że Sasina wymieniano 10 Kwietnia wśród „ofiar wypadku”, ale z tego też, że, co ciekawsze, sam Sasin, startując do parlamentu w ostatnich wyborach, określał siebie jako „najwyższego rangą ocalałego z katastrofy smoleńskiej”. Zresztą we wspomnianym „Syndromie” prezydencki minister dorzuca jeszcze taką wypowiedź: „kiedy byłem przy szczątkach samolotu, stałem (...) zacząłem dostawać pierwsze telefony, z których wynikało, że osoby, które do mnie dzwonią, (...) są przekonane, że jestem w samolocie”.
 
Sasinowa relacja dot. dzwoniących komórek ofiar była o tyle intrygująca, że – jak z kolei opowiadał tenże sam prezydencki minister przed ZP – nie wynoszono żadnych zwłok podczas jego pobytu na Siewiernym. Wyglądało więc na to, iż główny akustyk (przed kamerą twórców „Syndromu katyńskiego”) powtarza (może nieco na zasadzie głuchego telefonu) to, co miał opowiadać kiedyś „Moskiewskiemu Komsomolcowi” dzielny ruski strażak A. Muramszczikow (http://www.fakt.pl/-quot-W-ciszy-dzwonily-tylko-telefony-quot-,artykuly,84175,1.html), a co być może Sasin gdzieś przeczytał (ta strażacka niesamowita historia bowiem przedrukowywana była w różnych miejscach). Oczywiście w tym momencie wcale nie interesuje nas to, czy strażak Muramszczikow (który nawet, jak wiemy, rozpoznał siebie na filmiku Koli (musiał mieć przy tym naprawdę niezłe okulary)) w ogóle istniał i w ogóle był 10 Kwietnia na smoleńskim Siewiernym, i czy cokolwiek tam w ogóle słyszał i widział, jeśli w ogóle by tam był – interesujące jest bowiem wyłącznie to, dlaczego prezydencki minister opowiada publicznie w związku z tragedią z 10-04 coś, czego on sam, jak można sądzić, nie słyszał i nie widział.
 
Do czego bowiem mogą służyć sztuczne wspomnienia? Nie mówimy tu o stylistyce science fiction i np. znakomitym filmie „Blade Runner”, w którym sztuczne wspomnienia pozwalały androidom udawać ludzi (mających swoją przeszłość, dzieciństwo itd.). Mówimy o zeznaniach świadków, którzy sztucznymi wspomnieniami przykrywają to, co pamiętają naprawdę. I nie chodzi tylko o Sasina, dodajmy.
 
 
Lubię to! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Inne tematy w dziale