613 obserwujących
1599 notek
9309k odsłon
34764 odsłony

Problem filmu z "upadkiem samolotu"

Wykop

 

10-04-2010 nocne godziny (po północy) – o. Tadeusz Rydzyk prowadzi audycję na żywo i w jej trakcie kilkakrotnie nawiązuje telefoniczną łączność z wracającym wraz z innymi osobami ze Smoleńska, min. A. Macierewiczem, który relacjonuje to, co sam zaobserwował tamtego tragicznego dla Polski dnia lub co przekazali mu inni świadkowie. Wielokropkiem zaznaczam pominięcia powtórzeń lub mniej istotnych sformułowań, w nawiasach zaś moje komentarze lub wtrącenia. Jedna z rzeczy rzucających się wyjątkowo w oczy w tej relacji, to ta dotycząca istniejącego zapisu „upadku samolotu” (druga intrygująca wiadomość to ta o zidentyfikowaniu ciała Prezydenta i Prezydentowej – podana w II. połączeniu tel.; trzecia kwestia – postawiona przez o. Tadeusza – to kto odpowiada za umieszczenie tych 96 osób na pokładzie jednego statku powietrznego). Już kiedyś na tę sprawę zwróciła uwagę w swych postach MMariola, lecz warto do niej ponownie wrócić, do dziś właściwie nie wiemy wszak, kto Macierewiczowi przekazał taką właśnie informację, tj. że zarejestrowano „katastrofę”. (Nie muszę dodawać, że taka osoba powinna była jako pierwsza zeznawać przed ZP, gdy ten się ukonstytuował w lipcu 2010).
 
Czy chodziło tu o moonwalkera, skoro osoba, o której telefonicznie wspomina AM, będzie (w relacji AM, zaznaczam) sytuowana w hotelu mieszczącym się przy lotnisku, czy jednak o kogoś innego? Wiemy, że nie tylko „polski montażysta” przebywał wtedy w hotelu „Nowyj”. W zakazanej „Czerwonej stronie Księżyca” – co uważni Czytelnicy pamiętają – postawiłem taką hipotezę (http://fymreport.polis2008.pl/wp-content/uploads/2012/02/FYM-cz-1.pdf, s. 115 przyp. 151), iż to właśnie sam S. Wiśniewski mógł w całości nagrać „katastrofę” w postaci transportowania skrzydła i potem działań pirotechników (ewentualnie w postaci przelotu jakiegoś ruskiego, małego samolotu), lecz przybiegłszy na pobojowisko, by „dokręcić dalszy ciąg”, po bliskim spotkaniu III stopnia z czekistami „w cieniu makarowa” („coś musiałem im powiedzieć, żeby mnie nie zatrzelili”, wyzna dziennikarce potem pod bramą), musiał dokonać drobnego retuszu nagrania. Musiał usunąć przy czekistach fragment z zapisem „upadku samolotu”, pozostawiając jedynie wideo-dokument księżycowej wędrówki po pobojowisku ze szczątkami „polskiego samolotu” (i słynnym komentarzem „ja p...lę, to nasz”) lub też obiecać solennie, że takiego retuszu dokona (jeśli np. kasetę z nagraniem „upadku” zostawił w pokoju, a wziął nową na sfilmowanie „miejsca katastrofy”).
 
W sytuacji bowiem, w której Wiśniewski naprawdę widziałby z okna hotelowego dziwne podchodzenie do lądowania jakiejś maszyny (i nie towarzyszyłby mu żaden czekista z makarowem przy łbie, a więc moonwalker dysponowałby komfortowymi warunkami rejestrowania), to żadni blacharze by mu nie przeszkodzili w sfilmowaniu całej sceny od początku do „wybuchowego końca”. Jeśli gość miał tyle odwagi i tupetu, by pobiec zaraz z kamerą na ruskie wojskowe lotnisko, wiedząc doskonale, że mogą go tam czekać nieprzyjemne niespodzianki, to tym bardziej takich blacharzy na tarasie, co mu się „pakowali w kadr”, przegoniłby w paru uniwersalnych frazach, zrozumiałych na pewno też dla Rusków, zwłaszcza że, jak sam moonwalker przyznawał w swej relacji sejmowej, język „taki grażdański” zna (por. też http://www.fakt.pl/Wstrzasajacy-film-z-miejsca-katastrofy,artykuly,69072,1.html), a więc wie, jak z robotnikami i chłopami „Sowieckiego Sajuza” się gada nie po literacku.
 
Wiśniewski twierdzi w sejmie, że od paru godzin miał ustawioną na parapecie kamerę, wycelowaną w ścieżkę podejścia i dzięki temu powstał mgielny sitcom (który potem mogła wykorzystać „komisja Millera” w swej słynnej prezentacji), jednakże, o ile się nie mylę, w żadnym z upublicznionych kwietniowych wywiadów na gorąco, moonwalker nie wspomina o tym, iż „rejestrował pogodę” z hotelowego okna. W relacji dla „Faktu” pojawia się sformułowanie, że akurat wyglądał przez okno, „kiedy samolot podchodził do lądowania” (http://www.fakt.pl/Wstrzasajacy-film-z-miejsca-katastrofy,artykuly,69072,1.html). Co więcej, SW wtrąca tu (a propos hasła „ja p...lę to nasz”): „Wyraziłem się może nie zbyt kulturalnie. To poszło w świat... Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to samolot prezydenta. Dowiedziałem się o tym dopiero po zatrzymaniu przez OMON. Szarpali mnie, ciągnęli. Zamknęli w samochodzie. Zaraz potem dostałem SMS-a, że rozbił się prezydencki samolot. I wtedy mną tąpnęło.  Bo ja tam widziałem szczątki samolotu, ale nie widziałem żadnych ciał. Myślałem, że to jakaś mała maszyna. Albo że może samolot był pusty. Wysadził pasażerów na innym lotnisku, a do Smoleńska leciał odebrać delegację - mówi nam Wiśniewski. - Gdy dotarło do mnie jak poważna jest to sprawa, poczułem strach, że mogę spędzić za kratami dłuższy czas.”
 
Jest w tym materiale „Faktu” także relacja Wiśniewskiego ze spotkania z czekistami: „Montażysta wspomina też o rozmowach z oficerami Federalnej Służby Bezpieczeństwa. - Traktowali mnie dobrze. Ale jeden z nich powiedział dosłownie: "Macie ....wych pilotów, to samolot się rozwalił". Odpowiedziałem: "Macie słabe lotniska, to maszyna się rozwaliła". To zmroziło atmosferę, ale to prawda. To lotnisko to złom. Tam nie powinny lądować żadne samoloty - mówi Wiśniewski.”
 
W wywiadzie udzielonym „Rz” moonwalker zaś powiada, jak pamiętamy:  „myślałem, że samolot leci pusty. Godzinę wcześniej wydawało mi się bowiem, że maszyna lądowała. Wówczas również słyszałem huk silników. Gdy więc usłyszałem go ponownie, myślałem, że nasza delegacja wylądowała już bezpiecznie, a samolot leci załatwić jakieś sprawy techniczne, na przykład zatankować, albo wraca do Polski i potem przyleci z powrotem po prezydenta. Mimo to podszedłem do okna, żeby zobaczyć maszynę” (http://www.rp.pl/artykul/460798.html). Znowu więc nie ma mowy o filmowaniu mgły z parapetu. Ani też o blacharzach, co uniemożliwili rejestrowanie.
 
Podobnie w rozmowie z A. Klarenbachem (http://www.tvp.info/opinie/wywiady/gdybym-wiedzial-co-sie-stalo-usiadlbym-i-plakal/1658974), gdzie moonwalker dorzuca jeszcze jedną ciekawostkę o tym, co (jego zdaniem) działo się na pokładzie oraz o wyglądzie pobojowiska:  „cieszę się, ze nie widziałem tej części, gdzie leżały szczątki pasażerów. Ci na pokładzie nawet nie zdążyli się przeżegnać. Siła była tak potworna. Rozerwała samolot, był tak głęboko wbity w ziemię, że ciężki sprzęt długo nie mógł go wydobyć”. No i jeszcze ten fragment o ruskich służbach:  „Wbrew pozorom zareagowały bardzo szybko. Bardzo szybko przybiegli funkcjonariusze Federalnej Służby Ochrony. Szybko pojawiły się służby techniczne, jak straż pożarna, karetki pogotowia. Nieprawdą jest, że po cichu wynosili ciała.”
 
Nie rozstrzygając jednak na razie sprawy autorstwa filmu z „upadkiem samolotu”, przyjrzyjmy się tym kilku rozmowom poniżej. Cofamy się zatem czasie o dwa lata – w kontekście przesłuchania moonwalkera, którego analizę niedawno na nowo zaczęliśmy w szerszym gronie przeprowadzać na moim blogu (http://freeyourmind.salon24.pl/416196,posiedzenie-z-udzialem-moonwalkera-1).
 
 
1. Połączenie (1h03'36'' materiału audio RM):
 
O. Tadeusz (dalej jako O.T): „Proszę państwa, mamy połączenie w tej chwili z p. posłem, a w poprzednim rządzie ministrem i również w rządzie p. Jana Olszewskiego ministrem, Antonim Macierewiczem, który jest w pociągu właśnie z Katynia jeszcze (...) przed polską granicą. Witamy, p. ministrze bardzo, bardzo gorąco...
Antoni Macierewicz (AM): „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja Zawsze Dziewica, witam ojca, witam wszystkich słuchaczy.
O.T: „Panie ministrze, prosimy o słowo pana w tej sytuacji.
 
AM: „Proszę ojca, szanowni państwo. Wracamy całą delegacją, ponad 60 posłów PiS, ale także żołnierze, harcerze, Rodziny Katyńskie, z... ze Smoleńska, z Katynia, z miejsca dwóch najstraszliwszych tragedii polskich: ludobójstwa sprzed 70 lat i zagłady prawie całego, całej polskiej elity rząd... prawicowej, sprzed kilkunastu godzin. Byliśmy świadkami tych wydarzeń. Były one dla nas wszystkich i są po dzień... po ten moment wstrząsające. Niektórzy widzieli upadek samolotu. Y... nie... nie możemy zrozumieć, jak mogą się znajdować ludzie, którzy próbują zrzucić odpowiedzialność na pilota, czy na... p. Prezydenta – to są jakieś zupełnie nieprawdziwe i szkalujące wypowiedzi (...)”.
 
(W tej wypowiedzi pojawia się chyba skrót myślowy w postaci zdania „Byliśmy świadkami tych wydarzeń”, bo chyba nie można sądzić, iż parlamentarzyści PiS byli świadkami „katastrofy”. Pada jednak sformułowanie o naocznych świadkach „upadku samolotu” i z dalszych zdań (poniżej) można wnioskować, iż AM mówi o ludziach mediów – nie zaś np. o jakichś ruskich świadkach – przyp. F.Y.M.)
 
AM: „Co naprawdę się stało, jak doszło do tego wypadku – trudno jest do końca ocenić, ale jedno jest pewne, że uniemożliwiono jakąkolwiek, jakikolwiek kontakt, że zabierano wszystkie aparaty, że wyrywano nawet... karty pamięciowe z telefonów komórkowych dziennikarzom, tak aby nie było jakiegokolwiek świadectwa i śladu tego, co naprawdę się, tego, co naprawdę się wydarzyło.”
 
(Dziś wiemy, że nie do końca tak, bo przecież moonwalker S. Wiśniewski miał bezpośredni kontakt z pobojowiskiem i to nawet z kamerą w ręku – przyp. F.Y.M.)
 
AM: „Mówię o tym dlatego, bo wszyscy byli tym zachowaniem także wstrząśnięci. Chcemy wierzyć, że to wszystko zostanie do końca, dokładnie wyjaśnione, bo to jest, powtarzam, zagłada całej nieomal elity rządów i formacji prawicowej. Zginęli ludzie, którzy tak wiele dla Polski zrobili, którzy prowadzili Polskę po to, by była państwem niepodległym. To jest przesłanie, z jakim my wszyscy zostaliśmy i z jakim wracamy do Polski, ale myślę, że wszyscy Polacy dzisiaj tak samo to odczuwają. Na pewno musimy być wszyscy razem, ale na pewno też musi być do końca wyjaśnione, jak mogło do tak straszliwej katastrofy, tak straszliwej tragedii dojść. Liczymy na to, że będą dopuszczeni przedstawiciele Polski do...” (urywa się połączenie – przyp. F.Y.M.).
 
 
2. Połączenie (1h10'20'')
 
(...)
AM: „Tak, proszę ojca, dostałem niedawno, przed chwilą informację, że chce, strona rosyjska chce przetransportować wszystkie szczątki do Moskwy. Wiem, że zostały zidentyfikowane zwłoki p. Prezydenta i p. Prezydentowej. Myślę, że zostaną jednak zabrane do (...) Warszawy,  tak, tak sądzę. Jest problem dostępu polskich rodzin i polskich przedstawicieli do tego, co się dzieje. Nie wiem, czy w Moskwie to będzie możliwe. No to (...) są sytuacje zupełnie nadzwyczajne i jesteśmy oczywiście w pełni wdzięczni deklaracjom władz rosyjskich za wszelką pomoc, ale na pewno byłoby lepiej, gdyby (...) możliwy był dostęp, pełen dostęp przedstawicieli Polski do wszystkich... do wszystkiego, co się wydarzyło i do wszystkich... szczątków, do wszystkich wydarzeń, do pełnej wiedzy na temat (...) przebiegu tego, z czym mieliśmy tak naprawdę do czynienia.
 
Ja chcę raz jeszcze powtórzyć: nie było, nie tylko w polskiej historii, ale także chyba w ogóle w historii żadnego państwa europejskiego, katastrofy o tak niebywałym wymiarze (...). Dlatego też stąd (...) taki nacisk na możliwość uczestniczenia w pełnej analizie wszystkiego, co się (...) dzieje. Na pewno, dopóki nie zostanie odczytana czarna skrzynka (o tym, że czarne skrzynki już odczytano informacja jest podawana wcześniej w nocnym serwisie RM – przyp. F.Y.M.), wszelkie hipotezy będą tylko właśnie... tylko hipotezami, tylko jakimiś nie w pełni sprawdzonymi... rozważaniami.
 
Podobno jest film pokazujący sam momentu upadku, jak już, jak już mówiłem. Jeżeli on zostanie wyemitowany, to zapewne będziemy mogli coś więcej powiedzieć na temat tego, jak do tego naprawdę doszło, co naprawdę się stało. Do tego czasu, proszę... myślę, że powinniśmy się wszyscy powstrzymać z jakimkolwiek osądem, a zwłaszcza z formułowaniem zastrzeżeń czy opinii na temat czy polskiego pilota, czy... strony polskiej, bo i z takimi negatywnymi opiniami się spotkałem, zresztą bardzo jestem tym zbulwersowany. Tak, że proszę na to, nie dawać temu wiary, nie dawać temu ucha. Czekamy na wyjaśnienie, czekamy na zapis czarnej skrzynki. Czekamy na prawdziwe informacje, łączymy się...” (urywa się połączenie – przyp. F.Y.M.).
 
(Jak widać AM w ogóle jak na razie nie opisuje tego, czego się dowiedział o samym przebiegu zdarzenia, a przecież niemożliwe, by nie dopytywał o to choćby telefonicznie osób będących na miejscu, zwłaszcza że wspomina on parokrotnie o rekwirowaniu materiałów dziennikarzom; musiał zatem z ludźmi mediów (i nie tylko mediów) rozmawiać o tym, co się działo w okolicach lotniska. I taka szczątkowa relacja pojawia się poniżej – przyp. F.Y.M.).
 
 
3. Połączenie (1h15'):
 
(...)
O.T: „No właśnie, panie ministrze (...) czy to prawda, że jakieś zdjęcia, które były robione itd. były przez stronę rosyjską zabrane?
AM: „Tak, rzeczywiście, taka była relacja dziennikarzy, iż zabierano wszystkie... zdjęcia, zabierano wszystkie... pamięci... (...) wyjmowano z telefonów. Uniemożliwiano zachowanie jakichkolwiek świadectw, pokazujących przebieg wydarzeń (...). Podobno wobec... tych dziennikarzy zachowywano się bardzo brutalnie. Oczywiście, skala dramatu też sprawia, że (...) być może się zachowywano zbyt nerwowo. Ja nie chcę w żaden sposób tego do końca oceniać, ale jest też prawdą, że na skutek tych zachowań prawie w ogóle nie ma dostępnych publicznie świadectw przebiegu wydarzeń, poza jednym filmem, który mi relacjonowano, pokazującym, przypadkowo zrobionym przez dziennikarza mieszkającego w hot..., który mieszkał w hotelu w pobliżu lotniska, który zobaczył  schodzący do lądowania samolot, a następnie wybuch, sfilmował ten wybuch... uderzającego o płytę lotniska samolotu.  Poza tym jednym przekazem, zdaje się, że żadnych innych, samego wydarzenia nie ma, najwyżej są zdjęcia pokazujące już to, to co się działo później...
O.T: „Panie ministrze...”
AM: „Po uderzeniu.”
 
(Teraz pojawia się pytanie, czy AM przytacza czyjąś relację, czy też podaje własną hipotetyczną rekonstrukcję przebiegu zdarzenia. Czy ktoś z dziennikarzy faktycznie mówił o filmie zapisującym podejście do lądowania i rozbijanie się samolotu, czy też AM sądzi, że to podejście i to rozbicie się zostało/mogło zostać zarejestrowane? Na tym jednak nie koniec – AM nie opowiada, jak wyglądał dzień od strony instytucjonalnej, a przecież miał się widzieć z amb. J. Bahrem (po przyjeździe tego ostatniego do Katynia (http://freeyourmind.salon24.pl/420407,problem-pamieci)), na pewno też telefonował do wielu osób, a w szczególności musiał kontaktować się choćby z min. J. Sasinem (o czym świadczy wymiana zdań poniżej) czy min. W. Waszczykowskim (porozumiewającym się od pierwszych wieści o „katastrofie” z ludźmi z MON-u (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/komorki-milcza.html)). W relacji późniejszego szefa ZP w ogóle nie ma więc szczegółów ówczesnych „zakulisowych” czy nieformalnych rozmów polityków, które się odbywały tamtego tragicznego dnia, choćby w kwestii... zabezpieczenia i zajęcia się szczątkami. Dlaczego o tym AM nie wspomina na antenie w sytuacji, w której takie skąpe informacje docierały przez całą dobę ze Smoleńska? – przyp. F.Y.M. I teraz bardzo ważna kwestia postawiona przez o. Tadeusza)
 
O.T: „Panie ministrze, ale jak to się stało, że właśnie wszyscy – Prezydent z Małżonką, ministrowie, cała generalicja, Dowódcy (...), wszyscy razem i ordynariusz polowy (...) - i jak to się stało, że lecieli jednym samolotem?
AM: (cisza przez chwilę) „Proszę ojca, strasznie trudno jest to racjonalnie...”
O.T: „Czy...”
AM: „...wytłumaczyć.”
O.T: „Kto, kto tak, kto tak wy... wyreżyserował to?
AM: „Można...”
O.T: „To przecież...”
AM: „Można tylko przypomnieć, z jak olbrzymi trudnościami zawsze się spotykała Kancelaria Prezydenta, prosząc rząd o samolot. Z jakim olbrzymim, czy jak wiele... trudności trzeba było przejść, a także wyśmiewań i kpin ze strony róż...”
O.T: „Tak. Halo?...” (znowu urywa się połączenie – przyp. F.Y.M.)
 
 
4. Połączenie (1h20'25'')
 
O.T: „Proszę państwa, przypominam, p. min. Macierewicz jest w samolocie – nie, przepraszam, nie w samolocie, Bogu dzięki, że nie w samolocie, podobno też miał propozycję lotu. Tak, w każdym bądź razie jest w pociągu i stąd te przerwy.... Proszę, p. ministrze, czy pan mnie słyszy? Halo?”
AM: „... przejeżdżamy... Tak, ja słyszę. Słyszę świetnie.”
O.T: „Tak, proszę bardzo.”
AM: „Przejeżdżamy przez poszczególne strefy i czasami łączność jest przerywana. Otóż na pewno swoją rolę odegrały tutaj też te media, które wykpiwały Prezydenta, które... wyśmiewały się, które mówiły, że niepotrzebnie używa samolotu, które mu... przeszkadzały w rzeczywistym, no, takim kupnie sprzętu, który by zagwarantował bezpieczeństwo  (?? - przyp. F.Y.M.). W istocie Prezydent mógł wybłagać co najwyżej jeden samolot i tak było właśnie w tym wypadku, dlatego wszyscy znaleźli się w tym jednym samolocie, że to było jedyne, co Kancelaria Prezydenta otrzymała od rządu. Tak się zemściły te zachowania, które mieliśmy – straszliwie się zemściły – z którymi mieliśmy do czynienia.”
 
O.T: „Tak. Panie ministrze, panie ministrze, dowiedziałem się też, że jeszcze wczoraj p. Jarosław Kaczyński miał lecieć też i w ostatniej chw...”
AM: „Zamiast niego poleciał p. min. Wassermann i zginął.”
O.T: „Pan Wassermann? Nie Płażyński? Tylko Wassermann?”
AM: „P. min. Wasserman..., no pan niestety marszałek Płażyński też zginął.”
O.T: „Tak, rozumiem. (...) Słyszałem też, czy to prawda?, że jeden z ministrów... radził p. Prezydentowi, podobno minister spraw zagranicznych, radził przed paroma dniami, żeby nie leciał do Katynia?”
AM: „...Ja też słyszałem...”
O.T: „A jeden, a jeden...”
AM: „...słyszałem, sam byłem tego świadkiem, ale rzeczywiście... Tak, o tym (...) mówiono, o tym słyszałem.”
O.T: „Tak, no i jeszcze inne były sformułowania. Tak. Jeden z...”
AM: „Były różne bardzo...”
O.T: „...posłów, jeden z posłów...”
AM: „...zaskakujące.”
O.T: „...Platformy miał się wyrazić przed paroma dniami, że Prezydent jest trupem. Nie wiem, w jakim znaczeniu to mówił, w każdym bądź razie...”
AM: „Mówiono mi, że... jeszcze inny poseł Platformy dzisiaj stwierdził, że sprawa się sama rozwiązała. Ale to są wszystko być może emocjonalnie...”
O.T: „Tak.”
AM: „...formułowane opinie nieodpowiadające prawdzie, nie chciałbym nikogo...”
O.T: „Tak, no dzisiaj może być różnie...”
AM: „...o tak straszne słowa podejrzewać.”
O.T: „Na pewno nie wolno nam poprzestać, panie ministrze, na, tylko na współczuciu, na żalu, trzeba bardzo być czujnym, bo zło jest przemyślne.”
AM: „To z pewnością. Wiem, że jest taka inicjatywa, być może ona się zrealizuje, by doprowadzić do pielgrzymki narodowej na Jasną Górę w najbliższym czasie, byśmy się wszyscy – całym narodem – spotkali, tak aby dać świadectwo temu, iż nigdy się jako naród katolicki nie poddamy złu i że mimo tych ciosów, jakie na nas spadają, będziemy potrafili się im przeciwstawić i... zwyciężyć ostatecznie. Wiem, że taki projekt został przedstawiony ojcom paulinom i być może dojdzie do skutku.”
(...) (tu podziękowania ojca Tadeusza i AM)
 
O.T:  „Panie ministrze, tam chyba była też p. poseł Kempa?”
AM: „Nie. Nie, na szczęście p. poseł Kempa razem z nami wraca pociągiem.”
O.T: „No właśnie, tak, wiem, że jest, że jest pociągiem właśnie.”
AM: „Tak, (...) tak że nic się pani poseł na szczęście nie stało.”
O.T: „Tak. Tak.”
AM: „Oczywiście, jak wszyscy my, a zwłaszcza (...) kobiety, jest pogrążona w bardzo, bardzo głębokim smutku i... no i po prostu, po ludzku, płaczemy, płaczemy, modlimy się. I... przygotowujemy się do wyzwań, które są przed nami w najbliższym czasie, które sprawiają, że musimy być dzielni. Trzeba sobie zdawać sprawę, że w najbliższym czasie będziemy musieli także podjąć wyzwania polityczne.”
O.T: „Bóg zapłać, niech Pan prowadzi. (...)
 
* *
Wracając do głównego wątku tej notki: czy więc przypadkiem film z „katastrofą na Siewiernym” jednak nie zaistniał? Brak zapisu wideo związanego z tak ważnym wydarzeniem (w czasach, kiedy nawet, jak doskonale wiemy, średnio rozgarnięci ruscy mechanicy samochodowi biegają z komórkami w pobliżu miejsc katastrof) stanowi chyba największą zagadkę „smoleńską” (choć historia 10-04 obfituje w same zagadki niemalże). Gdyby zaś taki zapis jednak mimo wszystko jak najbardziej był (zgodnie ze słowami Macierewicza) i miał się znakomicie, tylko... (po jakiejś kolaudacji w Smoleńsku, a następnie w Moskwie i Warszawie) nie mógł zostać upubliczniony z tzw. wyższych względów, to wtedy łatwiej byłoby nam pojąć cały szereg innych, mniejszych lub większych „wojskowych tajemnic”, jakie okrywają (czy też za pomocą jakich się okrywa) „lotniczy wypadek”, w którym miała zginąć cała prezydencka delegacja. Gdyby bowiem na takim właśnie filmie widać było jakiś inny samolot, a nie „prezydenckiego tupolewa”, a na domiar złego w innej godzinie niż „godzina Morozowa” (tj. 10.41 rus./8.41 pol. czasu), to faktycznie taki materiał nadawałby się nie tylko do jakiegoś depozytu „fachowców wojskowych”, lecz nawet od razu do „demobilu”.
 
Relacja Wiśniewskiego spod bramy (10-04): „głos silnika, ten silnik był jakiś, ten dźwięk... trochę inny” – ani przez chwilę SW nie mówi, że widział tupolewa:
 
patrzę w mgle, idzie samolot bardzo nisko, lewym skrzydłem prawie, że w dół i normalnie słychać taki hhhuk, bo miałem otwarte okno. Coś (...) tak jakby było niszczone, tak tratowane – za chwilę było, wiesz, huk, dwa, dwa, proszę ciebie, błyski ognia... Mówię – wywalił się samolot. No to wiesz, za kamerę, jak to typowy pies ogrodnika czy ten... człowiek, który coś tam ma do czynienia z mediami i wiesz, i biegiem... przeleciałem przez te błoto, patrzę, polski samolot. (...) To nie była wielka kula ognia, jak po prostu przy jakimś potężnym wybuchu samolotu z pełnymi zbiornikami paliwa, tylko tak, wiesz, wybuch, tak jak wybuch. Ja myślałem, że to jakiś mały samolot, ale jak pobiegłem już na miejsce, patrzę, a to jest nasz.”
 
Z tego też trudno wysnuć wniosek, że SW parę godzin filmował mgłę i w ujęciu „upadku samolotu” przeszkodzili mu blacharze. Można by nawet sądzić, że złapał za kamerę dopiero po „upadku”.
Wykop
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Inne tematy w dziale