Przez nasze i światowe media przewala się fala chyba przedwczesnej radości z powodu "powstania nowego niepodległego państwa" w Europie. Byłaby owa radość zrozumiała, gdybyśmy mieli do czynienia z jakimś oddolnym procesem narodowowyzwoleńczym, a nie z rezultatem konfliktu, przy wywołaniu którego majstrowało tyle państw, że nie wiadomo, które z nich najbardziej na nim skorzystało. Wiemy jednak na pewno, że nie skorzystała na nim Jugosławia, z której zostały skłócone ze sobą na śmierć i życie państewka. Zdaniem S. Michalkiewicza, Niemcy są największym politycznym beneficjentem bałkańskiej wojny.
Wspomniałem o przedwczesnej radości, ponieważ wiele wskazuje na to, że zwolennicy niepodległości Kosowa nie biorą pod uwagę możliwych konsekwencji takiego stanu rzeczy. Chodzi nie tylko o to, że część państw nie uzna tejże niepodległości (wśród nich Rosja (http://wiadomosci.onet.pl/1694049,12,item.html)), ale o to, że dla Serbów może to być poważny powód do wszczęcia nowych działań zbrojnych zmierzających zwyczajnie do odbicia Kosowa. Czy wobec tego NATO będzie stacjonować cały czas w pobliżu, by powstrzymywać Serbów przed takim atakiem? Czy w razie serbskiego oblężenia odpowie kontrofensywą na Serbię? Czy uda się taki kolejny konflikt kontrolować tak, jak pilnowano wojny w Jugosławii?
Wydaje się bowiem najmniej prawdopodobne, by Serbowie pogodzili się z dzisiejszymi decyzjami, co zresztą już widać w relacjach mediów.
S. Chruszcz z LPR-u pisze, że:
"(...) 16 lutego w Dzienniku Urzędowym UE została opublikowana decyzja w sprawie wysłania do Kosowa misji Unii Europejskiej, złożonej z 1800-1900 policjantów, prawników, sędziów i celników. Jest to praktyczne wsparcie rozbicia integralności państwowej Serbii. Mamy do czynienia z przypadkiem bezpośredniej ingerencji w terytorialną integralność suwerennego państwa, która nie ma precedensu w powojennej historii Europy."
(http://chruszcz.blog.onet.pl/2,ID294341822,index.html)
Tego typu zabiegi dowodzą, że nie mamy do czynienia z procesem naturalnym, ale ze zwyczajnym geopolitycznym majstrowaniem, którego skutki mogą być opłakane albo katastrofalne. Zapewnia ono stałą dynamikę niechęci pomiędzy Serbią a UE (cennej z punktu widzenia Niemiec) (http://www.tvn24.pl/-1,1539188,wiadomosc.html), a jednocześnie zbliżenie się Rosji do Serbii. Nawiasem mówiąc, już pojawiają się reakcje prororsyjskich separatystów w Abchazji i Oseti Płd. (http://www.tvn24.pl/-1,1539188,wiadomosc.html). czy to początek domina?
Zgadzam się ze zdaniem tych komentatorów, którzy widzą w tych wypadkach niebezpieczny precedens historyczny, mogący skłonić rozmaite - politycznie i finansowo wspierane przez "życzliwych wujków z państw ościennych" - mniejszości etniczne do podjęcia prób separatystycznych. Także w Polsce, choćby na Śląsku.
Bardzo ostro komentuje to wydarzenie M. Orzechowski z LPR-u:
"Przypomnę (...) odpowiedzialnym za postawę Polski, że anszlus Austrii do Rzeszy Niemieckiej dokonał się 12 marca 1938 roku, a więc rozbiór Serbii i anszlus Kosowa dokonuje się pod niemieckim protektoratem W SIEDEMDZIESIĄTĄ ROCZNICĘ aneksji, która była wstępem II wojny światowej!
Stolica Kosowa, Prisztina i wszystkie miejsca publiczne obwieszone są flagami ...Albanii. Jest to zapowiedź kierunku, w jakim pójdzie „niepodległość” Kosowa, prowincji w której leżą narodowe relikwie Serbów – groby Ojców państwa serbskiego, gdzie na Kosowym Polu Serbowie stoczyli wygraną bitwę z Turkami w 1355 roku.
Krótkowzroczność zawsze kończy się źle, a w polityce międzynarodowej ma koszty największe i najbardziej brzemienne w skutki. Przeciwko anszlusowi Kosowa zaprotestowali dotąd Hiszpanie, Cypryjczycy, Portugalczycy, Słowacy, Rumuni i Portugalia. Polski prezydent w czasie patriotycznych manifestacji serbskich świętował rocznicę niepodległości Litwy, a premier jeździł na nartach we Włoszech."
(http://miroslaw-orzechowski.blog.onet.pl/2,ID294339999,index.html)
Trzeba jednak dodać od razu, że skoro Polska nie jest państwem poważnym to zapewne i polskie władze nie będą się specjalnie sprzeciwiać "historycznej konieczności", zwł. jeśli firmuje ją UE wespół z USA. Pytanie jednak, czy lekkomyślność geopolitycznych majstrów nie skończy się uruchomieniem procesu, nad którym żadni eurokraci ani Biały Dom już nie zapanują? Radość z niepodległego Kosowa może więc być nie tylko przedwczesna, ale i dość krótka.


Komentarze
Pokaż komentarze (52)