W sobotnie popołudnie, gdy człowiek zapracowany jak mało kto, chwilę wytchnienia może dać jedynie "Polityka" i wiecznie młody J. Żakowski, który tym razem występuje w roli seksuologa i zwraca uwagę na to, że nie jest z nami dobrze.
Do tego typu refleksji jesteśmy przyzwyczajeni, jeśli wczytywaliśmy się w felietony Żakowskiego za czasów kaczyzmu, ale w czym rzecz tym razem:
"Po IV RP jesteśmy jak erotoman, który tak długo wgapiał się w pornole, że go już normalny seks nie rusza. Seksuolodzy nazywają to podniesieniem progu pobudzenia. Po czterech latach nieprzerwanego seansu politycznych pornoli normalna polityka stała się zbyt lajtowa, żeby wywołać emocje."
Z tego, co pamiętam, to IV RP rozbudzała niezdrowe (choć może niekoniecznie seksualne, choć Z. Freud jest zdania, że i tak olbrzymia większośc emocji ma w ostateczności podłoże seksualne) emocje akurat u przeciwników lustracji, dekomunizacji, zaostrzenia prawa, walki z korupcją itd., na czele których to przeciwników częstokroć widać było wymachującego czerwonym "sztandarem wolności" i "obytwatelskiego nieposłuszeństwa" Żakowskiego. Natomiast z powyższej uwagi można by sądzić, że chodzi mu o zwolenników IV RP lub też może zwykłych obywateli. Sam nie wiem, boć wszak mowa jest o czterech latach "politycznych pornoli", więc jakby zakres szerszy niż kaczyzm. Kogo więc jeszcze do tych skandalistów należałoby wliczać?
Pytanie! Ważne, kto do skandalistów nie należy. Na pewno nie są nimi członkowie obecnego rządu, to oczywiste. Obecnie sytuacja bowiem wygląda tak:
"W TVP znów weekend bez aresztowania. IPN też zawiódł i tydzień został stracony z punktu widzenia demaskowania agentów. Kolejny tydzień premier nie obraził żadnego narodu i przez nikogo ważnego nie poczuł się obrażony, minister spraw zagranicznych nie zrobił nikomu afrontu, szef CBA nie rozerwał nas konferencją prasową. Pompa przecieków z dawnych WSI, z prokuratury, z ABW chyba została oddana do remontu. Nawet krowy jakoś się nie wściekają, ptaki nie mają grypy. Gdyby nie ratunek z nieba w postaci amerykańskiego satelity, który może na nas spadnie, rozmawialibyśmy już chyba tylko o pogodzie."
No i jest normalnie, a Polakom źle. Nic się nie dzieje, powiada Żakowski, a Polacy zdeprawowani politpornolami, chcieliby ostrych pobudzeń i jeszcze dzikszych emocji. Nic dziwnego, że publicysta "Polityki" nawołuje do ochłonięcia. Calm down. Wyszaleliście się, ludzie, to teraz wrzućcie na luz. Dość już tej politpornografii, czas na zdrowe podejście do życia społecznego. Zdrowo i normalnie jest wtedy, gdy nie ma afer, bo o nich nie mówią media, a służby specjalne są w ręku nie tyle "harcerzy i oszołomów", co ekspertów z nadania GRU. Emocje są wtedy takie, jak na rybach albo jak za Millera, na którego partię Żakowski głosował nawet wtedy, gdy ten pierwszy odchodził w niesławie.
Złość piękności szkodzi. A kto nie chce być piękny i młody jak politseksuolog Żakowski? Patrzmy i uczmy się.


Komentarze
Pokaż komentarze (24)