Odkąd to łaskawszym okiem spoglądnęli na nas rosyjscy politycy, odtąd peokraci zaczęli wymachiwać piąstkami w stronę Amerykanów. Tak to jest poczuć wiatr w żagle i w plecy. A nie ma to, jak wiatr ze wschodu i to w odpowiednim momencie.
Nic dziwnego zatem, że mocarze rządzący obecnie Polską, czując mocarstwowość kraju i swoją, pohukują na USA coraz głośniej, traktując Stany Zjednoczone jak dłużnika, który ociąga się ze spłatami. Jest takie przysłowie o żabie, co nogę do kucia wystawia, tu jednak byłoby ono nie na miejscu, wszak z poparciem Rosji jesteśmy silni, jak nigdy, co zresztą historia peerelu udowodniła, a jakimże kraju nie żyjemy obecnie, jak nie w peerelu-bis? A przecież iluż to Polaków wzdychało i wzdycha "nie ma jak za komuny".
Oto więc D. Tusk stawia sprawy tak, jakby to G. Bush miał go o coś prosić (http://www.tvn24.pl/-1,1541454,wiadomosc.html), a nie odwrotnie. Co ciekawsze, uważa, że skoro tarcza antyrakietowa "nie zwiększyłaby bezpieczeństwa Polski", to Amerykanie powinni zadbać o większe zabezpieczenie naszego państwa. Ale przecież prościej byłoby NIE instalować tejże tarczy, bo skoro instalowanie "nie zwiększa bezpieczeństwa", to nieinstalowanie pewnie zwiększa! Do cholery i taniej, i bezpieczniej - czegóż chcieć więcej? Dlatego Tusk powinien Amerykanom powiedzieć tak jak słynny profesor lustratorom "pocałujcie nas w d..., pajace", za co prezydent Miedwiediew kontynuujący politykę Putina, go na pewno pochwali. Na szczęście zadziorny jest także Z. Chlebowski, który pod względem błyskotliwości retorycznej zaczyna się ścigać z (niedoścignionym zdawałoby się) Jamajką-Komorowskim, bo też powiada, że z Amerykanami trzeba twardo negocjować (http://www.newsweek.pl/artykuly/artykul.asp?Artykul=23186). Nie twardo - twardziej! Nie wiem, czy Chlebowskiego zabiera Tusk "w delegację" do Waszyngtonu, ale powinien. Chlebowski by mógł wpaść do Białego Domu, złapać Busha pod szyją i zacząć rozmowę od: "what the fuck is goin' on with ya?!"
"Polska jest bardzo poważnym partnerem, Stany Zjednoczone są dla nas strategicznym sojusznikiem, więc wydaje się, że czas w relacjach polsko-amerykańskich na rozmowy, które będą prawdziwe, twarde. Takie, na które mogą sobie pozwolić albo przyjaciele, albo ludzie, którzy się doskonale znają, czy sobie coś zawdzięczają",
twierdzi Chlebowski. Tak się więc zastanawiam, co właściwie Amerykanie zawdzięczają Polakom? Chyba nie "obalenie komunizmu"? No bo tego, że nasz kraj nie jest w żadnej przyjaźni z USA, to chyba nie trzeba dziś udowadniać? No ale pewnie Chlebowski musi coś na ten temat wiedzieć, skoro tak mówi.
R. Kuźniar w "Dzienniku" (który w Instytucie Stosunków Międzynarodowych UW zasiada od 1977 r.) także jest zwolennikiem negocjacyjnej twardości, ponieważ, jak stwierdza, żyjemy w kraju bezpiecznym i znakomicie rozwijającym się, "nie musimy się chronić przed Rosją pod opiekuńcze skrzydła USA" - i dodaje:
"Nie należy się bać argumentu, że "Polska nie może sobie pozwolić na odmowę" (taki argument sugeruje zresztą satelicki status naszego kraju wobec USA). Wbrew zakompleksionym politykom czy serwilistycznym poglądom Polska ma wystarczająco wiele atutów, aby pozostać wartościowym sojusznikiem USA w tej części świata. Podstawy tego sojuszu są wystarczająco solidne, aby przetrwać fiasko rozmów w sprawie bazy MD."
(http://www.dziennik.pl/opinie/article134933/Sojusz_z_USA_nie_za_wszelka_cene.html)
No więc, z jednej strony jesteśmy bezpieczni w UE i NATO, z drugiej już mamy satelicki status wobec USA? Cholera, ani się człowiek obejrzy, a już obróciło się koło historii. W czym ten satelicki status dostrzegł Kuźniar, jeden Kuźniar raczy wiedzieć. Tenże politolog był zresztą w ub. roku zwolennikiem umieszczenia tarczy w Azerbejdżanie (http://www.bankier.pl/wiadomosc/Sygnaly-Dnia-Prof-Zbigniew-Lewicki-i-prof-Roman-Kuzniar-o-tarczy-antyrakietowej-1594967.html), a swego czasu (w lutym 2007 r.) został on odwołany przez premiera J. Kaczyńskiego ze stanowiska dyr. Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych za ten, mówiąc oględnie, nazbyt wstrzemięźliwy stosunek do zainstalowania tarczy antyrakietowej w Polsce. Swoją drogą nie dotarłem do politologicznych prac Kuźniara z przełomu l. 70. i 80., a na pewno warto byłoby się z nimi zapoznać, choćby po to, by sprawdzić, czy Kuźniar nie miał już wtedy takiego stosunku do USA, jak słynny amerykanista (a zwł. reaganista) peerelowski L. Pastusiak.
Wspominam o tym, by ktoś przypadkiem nie pomyślał, że jacyś "niezależni eksperci" zabierają w mediach głos w tak newralgicznych dla Polski kwestiach, jak tarcza. Ilekroć bowiem słyszę o "twardych stanowiskach" wobec USA, tylekroć jakoś kojarzy mi się to z epoką "walki o pokój" i o "światowe rozbrojenie".


Komentarze
Pokaż komentarze (55)