Free Your Mind Free Your Mind
111
BLOG

Ciemniactwo

Free Your Mind Free Your Mind Polityka Obserwuj notkę 48

Gleb Chlebowski słusznie odmienia przez wszystkie przypadki słowo "kompromitacja", choć zwykle nie wie, co mówi, gdyż to określenie znakomicie pasuje do opisu praktyk obecnego rządu. Ja powiem jednak więcej: ciemniactwo. Tylko gabinet ciemniaków może posunąć się do takich rozwiązań, jak ekipa Tuska.

W całym konflikcie wokół unijnego szczytu, napędzanym zresztą przez ową "ekipę" (ba, czy ktoś pamięta serial A. Holland o "ekipie" fachowców, która miała zastąpić kaczystów?) przez te wszystkie dni aż do wczorajszego wieczoru brakowało tego jednego elementu, tj. pokazania, że Tusk ze swoimi ministrami wystawi prezydenta Kaczyńskiego na całkowite pośmiewisko. Doszło do tego w końcu, a pikanterii dodaje fakt, że przecież najpierw Tusk ustalił w rozmowie z prezydentem, że ten ostatni rządowym samolotem poleci.

Owszem, Tusk może teraz jedynie bagatelizować całą sprawę, nazywając ją "samolotową operą mydlaną", tak samo jak wczoraj mówił dziennikarzom, że gdyby Kaczyński znalazł się w Brukseli, to doszłoby do sytuacji, w której stałby na chodniku w trakcie obrad. Zresztą nawet paniusia relacjonująca zawsze podekscytowanym tonem to, co w trawie piszczy w tamtych brukselskich stronach, tłumaczyła wczoraj cierpliwie w radiowej Jedynce, jaka to skomplikowana procedura obejmuje przydzielanie identyfikatorów, specjalnych znaczków wstępu na salę obrad, ilość krzeseł na tejże sali oraz kwestię udziału w dyplomatycznej kolacji.

Zarówno ciemniacy, jak i ich stronnicy przedstawiali i przedstawiają więc całą sytuację nie tylko tak, jakby prezydent pchał się na ekskluzywny bal nieproszony, ale i jako bardzo ubogi krewny szykujący się na zjazd rodzinny lub też klient bez garnituru ładujący się w progi luksusowej restauracji.

Przypomnę, że podobne tony pojawiały się w trakcie inwazji Rosji na Gruzję, kiedy to też "odradzano" Kaczyńskiemu wyjazd (i jakiekolwiek "gwałtowne ruchy"), zaś Sikorski uczepił się startującego samolotu niemal za skrzydło, żeby mimo wszystko też się zabrać z delegacją prezydentów, mimo że wcześniej głosił, iż wyprawa jest niebezpieczna i niestosowna. Jak pamiętamy, "przytomnością" wykazał się potem pilot, który wiedział, jak na chłopski rozum posabotować inicjatywę Kaczyńskiego i odmówić lądowania w Tbilisi. Tenże "śmiałek" zyskał natychmiast wiele przychylnych not w mediach za sprzeciwianie się prezydentowi (było nie było, zwierzchnikowi sił zbrojnych), za co, jak na mój gust, powinien był z Gruzji wracać taksówką na własny koszt i za sterami takiego samolotu nigdy już nie zasiadać. No ale to jest przecież Polska, więc właśnie śmiałych głupców się u nas honoruje z niezwykłym wprost namaszczeniem, czapkując im na rozmaite sposoby (osobna sprawa, że to właśnie ciemniacy honorują i czapkują, zwykle). Co do tej ostatniej tezy warto wspomnieć choćby celebrę, jaką otoczono "słynnego" profesora, o którym nie wiedziałby pies z kulawą nogą, gdyby tenże profesor nie napisał na pewnym dokumencie lustratorom "pocałujcie mnie w d..., pajace" - a to wyłącznie jeden z wielu przykładów.

Sytuacja jest paradoksalna, ale przecież nie od dziś, ani nie od wczoraj. Wszystko się zaczęło wszak w 2005 r., kiedy nie tylko po całej Warszawie wisiały bilbordy z reklamą książki Tuska, który już obiema nogami był w pałacu prezydenckim, brakowało tylko klepnięcia tego w II turze wyborów. Ktoś potem słusznie powiedział, że po tychże wyborach Tusk nie zszedł z bilbordów. Jeśliby nawet zszedł na chwilę, to teraz można dodać, że znowu na te bilbordy wrócił. Ale mniejsza z rojeniami Tuska, który podporządkowuje wszystko swojej obsesji stania się prezydentem, choć przecież od lat (nie tylko za czasów obecnej ekipy) widać, że jest to polityk nieudolny, zwyczajnie nieudolny. Ważne bowiem jest to, że wszystko się bierze z takiej konstrukcji naszego ustroju, że właściwie to sami politycy nie wiedzą, kto, gdzie i jak rządzi. Dla jednych prezydent jest elementem dekoracji fasady, dla innych ważnym czynnikiem neutralizującym postępującą ciemnotę żerującej u władzy, obecnej ekipy. Co drugi konstytucjonalista załamuje ręce nad konstytucją, a komentarzom nie ma końca. Tylko że, do cholery, ktoś tę konstytucję skonstruował chyba. Nie było konstytucjonalistów przy tej wielkiej robocie "ponad podziałami"? Nie było prawników? Nie było juryslingwistów?

Dzisiaj przekonuje się nas, że są nieścisłe sformułowania w konstytucji (znowu się nasuwa pytanie, za co pieniądzie biorą konstruktorzy takiego dokumentu), tymczasem rzecz jest dużo poważniejsza i wcale nie chodzi o kwestię języka prawnego, lecz o samą koncepcję polskiego państwa, która, o czym już po wielokroć tu wspominałem, przypomina jedną wielką przybudówkę do starej stodoły peerelu. Państwo-prowizorkę zaczęto konstruować naprędce w 1989 r., modyfikując peerelowską konstytucję z 1952 r. Potem tego typu swobodna ekspresja legislacyjna tylko kwitła (tzw. mała konstytucja) i nie będę tu wchodził w szczegóły.

Istotne jest przecież to, że najpierw wymyślono urząd prezydenta, by posadzić na nim "zbawcę narodu", Jaruzelskiego, następnie zaś, gdy prezydentem został mędrzec Wałęsa (tu też przecież salon zgrzytał zębami i załamywał ręce, czego dziś salonowcy nie pamiętają), zaczęto majstrować, by ograniczyć uprawnienia prezydenta i osłabić ten urząd, po czym, gdy został Kwaśniewski,

 

okazało się, że jest super, czego dowodem była i jest konstytucja z 1997 r. - aż w końcu, gdy wybory prezydenckie wygrał po dwóch znakomitych kadencjach byłego PZPR-owca nie ten kandydat, co trzeba, to się okazało, że znowu ustrój oraz system władzy skonstruowany jest w Polsce nie tak. Stawiam dowolną sumę, że gdyby prezydentem (przy obecnym układzie parlamentarnym) był Tusk, nie byłoby żadnych problemów ani z samolotami rządowymi, ani z konstytucjonalistami, ani z komentatorami, a tacy mędrcy, jak Sianecki, Miecugow czy Daukszewicz musieliby się nieźle napocić, by coś bawiącego wykształciuchów wymyślić o meandrach polskiej polityki.

 

Należy jednak widzieć obecny konflikt w takim właśnie szerokim kontekście. Mamy prowizoryczne państwo stanowiące ustrojową łataninę po peerelu i nic dziwnego, że w sytuacji, gdy "nie ci, co trzeba" są u władzy, to okazuje się, że ta prowizorka (implikująca strukturalną dysfunkcjonalność polskiego państwa) jest natychmiast używana przez tych, którzy na niej korzystali do tej pory i korzystają - używana do paraliżowania działań polityków "nie tych, co trzeba". Podobną sytuację mieliśmy przecież za czasów rządów PiS-u, a nawet AWS-u. Ta sytuacja sztucznie generowanego konfliktu będzie się powtarzać, jestem pewien, dopóki podstawy ustrojowe państwa nie zostaną ustalone od początku. Tym razem jednak bez odniesień do okrągłego mebla i bez jakichkolwiek konszachtów z komunistami.

Wracając jednak do zachowań PO. Mamy pełny ogląd tego, jak ciemniacy traktują politykę. Jak? Dokładnie tak samo, jak za peerelu. Polityka staje się pasmem występów dla ludu, a nie polem realnych działań. Brak działań lub działania pozorowane zaś zastępuje propaganda. Peokraci są w stanie jednak pójść tak daleko, że nawet doprowadzą do międzynarodowej kompromitacji, tylko po to, by pognębić znienawidzonego Kaczyńskiego. Tępota i ślepa zawiść tych ludzi uderza jednak nie tyle w samą osobę prezydenta, ale przecież w sam urząd i w samo państwo, a to dlatego, że rząd zachowuje się tak, jakby sobie urządzał kpiny z prezydenta jakiegoś obcego państwa. To ciekawe jednak, że wobec innych przywódców ani Tusk, ani Sikorski, ani Arabski, Nowak, Chlebowski etc. nie wykazywali i nie wykazują tyle odwagi, co wobec obecnego prezydenta Polski. Przed innymi potrafią się składać jak scyzoryki, a przed Kaczyńskim wywijają nieustanie pięściami, choć, jak mnie pamięć nie myli, został on wybrany w powszechnym głosowaniu, a nie tak, jak Jaruzel, w głosowaniu członków "pierwszego niekomunistycznego parlamentu".    

Na tym jednak nie koniec. Naraz pojawia się jak królik z kapelusza, Kazio, który mówi, że "cała Europa się absolutnie śmieje" z nas. Ten argument ze "śmiechem zagranicy" jest dość znany. Pamiętamy choćby, jak na Jamajce się z nas śmiano. Ten śmiech jednak odzywa się szczególnie w pewnych wyjątkowych momentach, tj. wtedy, kiedy gloryfikatorzy prowizorki czują, że coś im się realnie sypie. PO zatem sięga po nadzwyczajne środki, bo właśnie nie panuje nad sytuacją. 

http://www.rp.pl/artykul/2,204822_Tusk__ten_samolot_jest_moj.html   

https://yurigagarinblog.wordpress.com/2014/02/03/komplet/ (pod tym adresem dostępne są moje przeróżne opracowania z "Czerwoną stroną Księżyca" i aneksami do niej włącznie); polecam jeszcze tę moją analizę z 2024 r. zamieszczoną gościnnie u prof. M. Dakowskiego: https://dakowski.pl/wokol-hipotezy-dwoch-miejsc-free-your-mind/ ) legendarne dialogi piwniczne ludzi zapiwniczonych w Irlandii 2 (before you read me you gotta learn how to see me) free your mind and the rest will follow, be colorblind, don't be so shallow "bot, który się postom nie kłania" [Docent Stopczyk] "FYM, to wesoły emeryt, który już nic, ale to absolutnie nic nie musi już robić" [partyzant] "Bot FYM, tak jak kilka innych botów namierza posty i wpisy "z układu" i daje im odpór" [falstafik] "Czy robi to w nocy? W takim razie – kiedy śpi? Bo jeśli FYM od rana do późnej nocy non-stop tkwi przy komputerze, a w godzinach ciszy nocnej zapewne przygotowuje sobie kolejne wpisy, to kiedy na przykład spożywa strawę?" [Sadurski] "Ale teraz zadam Sadurskiemu pytanie: Załóżmy, że "wyśledzi" pan w przyszłości jeszcze kilku FYM-ów, a któryś odpowie prostolinijnie, że jest inwalidą i jedyną jego radością (z przyczyn wiadomych) jest pisanie w S24, to czy pan będzie domagał się dowodów,czy uwierzy na słowo?" [osa 1230] "Zagrożenia dla pluralizmu w ramach Salonu widzę w tym, że niektórzy blogerzy - w tym właśnie FYM - wypraszają ludzi, z którymi się nie zgadzają. A zatem dojdzie do "bałkanizacji" Salonu: każdy będzie otoczony swoją grupką zwolennikow, ale nie będzie realnej dyskusji w ramach poszczególnych blogów. Myślę, że nie daję przykładu takiego wykluczania." [Sadurski] "Już nawet nie warto tego bełkotu czytać, spod jednego buta i z jednego biura. Na fanatyków i pałkarzy lekarstwa nie ma."[Igła] "FYM już kupił S24 swoim pisaniem, jest teraz jego twarzą. Po okresie Galby i katatyny nastąpił czas dziennikarzy "Gazety Polskiej". Ten przechył i stalinopodobne teorie spiskowe, jakie się wylewają z jego bloga oraz innych mu podpbnych - przyciągają do Salonu nastepnych i następnych. Tu już od dawna nie zależy nikomu na rzetelności i klasie pisania - lecz na tym, aby było klikanie, aby było głośno i kontrowejsyjnie. Promowanie takich ludzi jak FYM i Paliwoda - jest całkowicie jednoznaczne."[Azrael] "Ale jaki jest problem?"[Kwaśniewski] kwestia archiwów IPN-u Janke: "Nigdy nie mówiliście o pełnym otwarciu?" Komorowski: Co to znaczy otwarcie?" "Trudno zrozumieć, jak można ogłupić społeczeństwo. Dlaczego tylu ludzi ośmiela się nazywać zdrajcą Wojciecha Jaruzelskiego. (Edmund Twardowski, Warszawa) " [tzw. listy czytelników do "Trybuny"] "Z przykrością stwierdzam, że prezydent nie przedstawił żadnych propozycji ws. służby zdrowia" [Tusk] "Niewidzialna ręka rynku, jak sama nazwa wskazuje, jest ślepa." [ekspert w radiowej audycji prowadzonej przez R. Bugaja] "Mamy otwarte granice, miejmy też otwarte umysły. Jasna Góra horyzontów rządowi i parlamentarzystom nie rozszerzy. (S. Barbarska, woj. wielkopolskie) " [tzw. czytelniczka "Trybuny"]

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (48)

Inne tematy w dziale Polityka