Partia Pracy dostała łupnia. W Szkocji największego od ponad pięćdziesięciu lat. W Anglii labourzystom poszło niewiele lepiej. Blair robi dobrą minę do złej gry, ale i tak wszyscy wiedzą, kto jest winien.
W czwartek Wielka Brytania głosowała. W całym kraju odbyły się wybory lokalne. Szkoci i Walijczycy wybierali dodatkowo członków swoich regionalnych parlamentów. Komentatorzy wygłaszali opinie, dziennikarze dociekali, jedni politycy triumfowali, inni próbowali trzymać fason.
Najważniejsze jednak, że wysypał się elektroniczny system głosowania i że z powodu mgły na czas nie przyleciały karty do głosowania z Szetlandów. To było atrakcyjne i to zapamiętały miliony.
W Szkocji pewnie było inaczej, ale Anglicy nie przejęli się w ogóle wyborami. Tak jak zawsze odbębnili swoje w pracy. Tak jak zawsze wybrali się na piwo wieczorem. I tak jak zawsze skończyli dzień oglądając telewizyjny program na temat leczenia spróchniałych zębów.
Z perspektywy kałuży widać, że polityka w tym kraju się nie liczy. Nie są ważne żadne przemówienia, analizy i pyskówki, ale zakupy w Tesco, miejsce parkingowe i promocja w Burger Kingu.



Komentarze
Pokaż komentarze