Z perspektywy kałuży dziwnie wyglądają rozważania niektórych publicystów nad problemem tzw. nietykalnych, czyli dawnych funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa, dzisiaj pobierających wysokie emerytury.
Dziwnie i niepokojąco, należy dodać. Bo z perspektywy kałuży te próby „przywracania moralności i elementarnej przyzwoitości” trącą nieco bolszewizmem i totalitaryzmem. Z perspektywy kałuży można odnieść wrażenie, że to po prostu jedna grupa łajdaków chce ocenić grupę innych łajdaków wycierając sobie usta sloganami na temat dziejowej sprawiedliwości.
Pani Lichocka i jej koledzy z prawej strony mają poczucie misji, którego nie powstydziliby się utrwalający w latach pięćdziesiątych jedynie słuszny ustrój działacze ZMP. A i być może wielu funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa. Niestety, tak jak mylili się zetempowcy, tak mylić się mogą piewcy IV RP.
Za kilka lat, kiedy historia znowu zakręci kołowrotkiem władzy to pani Lichocka i jej koledzy będą oceniani. A oceniający mogą być równie, albo i bardziej zawzięci od niej. I wtedy dobrze będzie odwołać się do praw człowieka, trybunału konstytucyjnego czy Strasbourga.
Nietykalność jest względna, tak jak względne są oceny historii i życie widziane z perspektywy kałuży.



Komentarze
Pokaż komentarze (11)