Polityka historyczna to w Polsce popularna dyscyplina, zwłaszcza w ostatnich czasach. W dużej mierze jest to zwyczajne wykorzystywanie niewiedzy obywateli do przedstawiania zdarzeń w świetle korzystnym dla danej opcji politycznej. Albo budowanie niechęci między narodami na podstawie mitów i przekłamań.
Nie dziwi więc opór jaki u wielu publicystów i polityków z Romanem Giertychem na czele budzi pomysł wspólnego, europejskiego podręcznika historii.
Igor Janke pisze, że taki podręcznik, aby być obiektywnym, będzie musiał ograniczyć się do podania dat i konkretnych zdarzeń. Czy jednak nie tak należało by pokazywać historię? Bez ideologicznego zadęcia i bez indoktrynacji?
Uważam, że taki podręcznik byłby bardzo dobrą pomocą dydaktyczną. Bo przecież ani Polska, ani żaden inny kraj nie leżą w próżni. Warto wiedzieć, dlaczego Szkoci chcą niepodległości, albo czemu w Bawarii mówi się inaczej niż w Szlezwiku Holsztynie.
Tyle, że obiektywna wizja przeszłości uniemożliwiłby manipulację społeczeństwem. Bo jak tu mówić o wybranym narodzie Polskim, cierpiącym za wszystkie inne, kiedy okaże się, że na przykład Irlandia też była przez wiele wieków okupowana i niszczona?
Zamiast więc wciskać ludziom kit, niech przeciwnicy wspólnego podręcznika otwarcie powiedzą, że na rękę im jest polskie społeczeństwo ciemne i niewykształcone.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)