Bliski współpracownik nowego prezydenta Francji, odpowiedzialny za sprawy europejskie powiedział dziś, że jego kraj nie poprze polskich postulatów zmiany systemu głosowania w nowym traktacie konstytucyjnym. Stwierdził, że nie chce otwierać tej „puszki Pandory”.
Ta wypowiedź powinna ostudzić gorące głowy niektórych naszych publicystów, którzy wiążą z Sarkozym wielkie nadzieje. Bazują one przede wszystkim na tym, że jest on politykiem prawicowym.
Jak widać nie znaczy to wcale, że będzie szedł ręka w rękę z Lechem i Jarosławem Kaczyńskimi. Można by powiedzieć – gdzie Rzym, a gdzie Krym. Sarkozy reprezentuje nowoczesną prawicę, otwartą na zmiany, patrzącą z optymizmem w przyszłość. Kaczyńscy natomiast mentalnie tkwią ciągle w pierwszej połowie XX wieku.
Nie należy więc oczekiwać jakiejś spektakularnej zmiany w stosunkach polsko – francuskich. Dla Francuzów pozostaniemy dziwnym krajem na końcu świata, który nie ma nic do zaproponowania i który stwarza same problemy. Sarkozy tego nie zmieni; pewnie nawet mu to nie przyjdzie do głowy.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)