Kiedy dziesięć lat temu Tony Blair został premierem Wielkiej Brytanii wiele osób było w euforii. Oto po osiemnastu latach rządów konserwatystów labourzyści wracali do władzy. Wracali z liderem, który miał mnóstwo energii, pomysłów i świeżości. Także to, co proponował zdawało się zupełnie nie przypominać dotychczasowych koncepcji lewicy.
Wspólnie z niemieckim kanclerzem Schroederem podpisał się pod projektem „trzeciej drogi”. W wykonaniu Blaira nie była to jednak nowa ideologia, a coś przeciwnego – technokratyzm, w myśl zasady „wszystko co działa”.
Dzisiaj widać, że odchodzący premier odniósł sukces. Za jego czasów uspokoiła się sytuacja w Irlandii Północnej. Autonomię uzyskały Szkocja i Walia. Bezrobocie spadło do naturalnego poziomu, a Londyn podjął walkę z Nowym Jorkiem o miano finansowej stolicy świata.
Tyle, że w oczach Brytyjczyków Blair to kłamca, „teflonowy Tony”, podejrzewany o handel miejscami w Izbie Lordów. To człowiek, który oszukiwał swój naród w sprawie Iraku. I wreszcie polityk ślepo popierający Amerykanów we wszystkich ich działaniach.
Ciekawe, jak będziemy oceniać Blaira za następne dziesięć lat. Czy będzie to Dr Jekyll czy Mr Hyde?



Komentarze
Pokaż komentarze (5)