Banalne hasło dowartościowujące historyków i rzucane jako sztandarowy argument przez tych, co lubią konserwować przeszłość i kultytować stare tradycje.
Dzisiejsza refleksja poświęcona będzie próbie pokazania, że tradycja w pewien sposób stoi w sprzeczności z postępem.
Zaskakujące? Oburzające? Zaraz wyjaśnię. Nie chcę na razie patrzeć na sprawę aksjologicznie, spróbuję przyjrzeć się fizyce historii.
Rozpatrzmy kulturę jako "tożsamość społeczną", w której, niczym w przyrodzie, memy konkurują ze sobą o przetrwanie i wypłynięcie na wierzch. Każdy mem z pewnym prawdopodobieństwem zależnym m.in. od obecności innych memów powstaje, zostaje zreplikowany lub umiera.
Otóż kultura nie ma nieograniczonej pojemności. Jeśli poświęcamy czas na jeden rytuał, nie mamy go na inne. Jesteśmy w stanie przeczytać skończoną liczbę książek w ciągu życia i jest nas skończenie wiele, podczas gdy liczba książek stale rośnie. Jeśli dołożymy do tego znikomą trwałość nośników informacyjnych (współczesny papier - około 50 lat, nośniki elektroniczne - najwyżej kilkanaście lat) i skończoną moc replikatorów (drukarnie nie są w stanie drukować książek nieskończenie szybko), wynika stąd, że wszystkie książki, informacje, rytuały, dzieła kultury, które nie zdobędą sobie wystarczającej popularności, przepadną.
Ujmijmy to inaczej, na przykładzie bizantyjskiej epopei Digenis Akritas. Ongiś poczytna perła rzymskiej literatury, dziś znana ledwie przez kilku wyspecjalizowanych historyków, od dawna wypadła z nurtu społecznych zainteresowań.
Historia tworzy naszą tożsamość... ale jednak mało kto wie, czym zajmowali się jego praprapradziadowie, nie mówiąc już o wskazaniu ich pasji i marzeń. Byłoby to zgoła niemożliwe, umieć opisać wszystkich 2^(n+1) przodków z n pokoleń wstecz.
Kultura to dusza społeczeństwa... ale niedostateczna troska o spuściznę kulturową wypiera najszlachetniejsze cnoty kultury. Popkultura jest modna w statystycznym tego słowa znaczeniu, a więc replikuje głównie rozliczne nowinki z zakresu kultury niskiej. Mało który utwór z radia dotrwa następnego stulecia, bo liczne pierwotnie kopie rychło znudzą się i zestarzeją, po czym co roku będą przepadać mniej więcej według rozkładu Poissona - aż nie zostanie żadna.
Stare tradycje stają się nudne, więc niemodne w statystycznym sensie, więc niereplikowane. Dlaczego nudne i niezrozumiałe? Postawię następującą hipotezę: dany mem w kulturze nie działa niezależnie, lecz żyje w symbiozie z innymi memami. Jeśli środowisko memiczne zostanie zdewastowane, mem stanie się niezrozumiały i nudny. Na przykład wzrastające w naszym kręgu kulturowym znaczenie pisma i ścisłego wyrażania się wypiera porozumiewanie się oparte na symbolach (atrybutach, ikonach, gestach), co w konsekwencji czyni mało zrozumiałym mem liturgii katolickiej, zaś industrializacja i ekonomizacja życia codziennego czyni nas ludźmi żyjącymi w pośpiechu i nakłada na nas konieczność szybkiej selekcji informacji, co prowadzi do trudności w kontemplacji. W związku z tym istotne dla Kościoła Katolickiego memy - liturgia i kontemplacja - stały się mocno osłabione, żeby nie powiedzieć - anachroniczne. Powyższa analiza może przybliżyć odpowiedź na pytanie o przyczyny kryzysu duchowości europejskiej.
A jak to się ma do postępu?
Postęp technologiczny żąda dla siebie przestrzeni w świadomości społecznej, przestrzeni informacyjnej, która zda mu się ciągle niedostateczną. Sam postęp nie martwi się utratą użytecznych informacji, które się zestarzeją. Przykład: mało kto wie, jak naprawdę działa komputer, informatycy dawno wyzbyli się tej wiedzy, wyzbyli się wiedzy o programowaniu niskopoziomowym. To już zostało ustalone, udało się zbudować komputery, teraz pójdziemy dalej, będziemy programować wysokopoziomowo.
Można się tylko domyślać, ile genialnych dysertacji przepadło w otchłaniach bibliotek nigdy nie czytanych, nigdy nie analizowanych przez badaczy. Liczą się tylko najgłośniejsze prace publikowane w kilkunastu czołowych czasopismach naukowych. Wszystko inne to śmieci wyrzucone w podświadomość społeczną, a w końcu - zapomniane.
Tak więc postęp woła o coraz pełniejszy dostęp do świadomości społecznej, stare tradycje stają się niezrozumiałe, a replikuje się głównie mało trwałe memy. Być może warto zastanowić się nad rezygnacją z dowolności w edukacji i takiego doboru upodobań, który najlepiej do nas pasuje, a zacząć wybierać to, co jest naprawdę wartościowe? W przeciwnym razie przepadnie Mozart, przepadnie Dostojewski, przepadać będzie pamięć o wszystkim, a pokolenia żyć będą z animalną tożsamością skupioną na "tu i teraz".
Ja pragnę wspomnieć tutaj jednego z największych bohaterów Europy, jednego z tych, co ponieśli klęskę i zostali zapomniani. Giovanni Giustiniani Longo, rycerz genueński, który omal nie uratował Konstantynopola przed upadkiem, a nas, być może, przed widmem szariatu w najbliższych dziesięcioleciach. Mógłby stać się legendą, ale my wolimy wspominać naszych bohaterów. Dlatego też i on, i nasi, z pewnością przepadną, bo na tym polega klątwa wzrostu entropii - klątwa niepamięci.



Komentarze
Pokaż komentarze