"WPADKA PREZYDENTA" - tak zaanonsował cogodzinne wydanie wiadomości jeden z dziennikarzy Radia Zet.
Pomyślałem w chwili tej sensacyjnej i pompatycznej informacji, że nasz prezydent w końcu, na chwilę, odsłonił swoje niecne oblicze. Że głowny lokator pałacu przy Krakowskim Przedmieściu nareszcie ujawnił skrywane sekrety. I oto Radio Zet, jako pierwsze, uraczy mnie odkryciem tej dotąd nieznanej prawdy.
"Wpadka prezydenta"- cóż to za news, cóż to za ulga dla milionów czekających na odsunięcie tegoż osobnika z funkcji, fotela, z przebogatych komnat. Toż tylko zrobić "pstryk" i nie ma już wśród żywych Lecha K. A jak nie ma jednego z jednojajowych bliżniaków, tak natychmiast pojawia się nadzieja, że zniknie i ten drugi. Czekam, czekam...
Ale co to? Po chwili, po chwileczce dowiaduję się, że prezydent tylko uczestniczył w jakimś wypadku drogowym. Zupełnie duperelnym zresztą, nie było bowiem ani ofiar śmiertelnych, ani nawet takich z zadrapaniem naskóraka. Ale prezydent miał "wpadkę"... Do cholery o co chodzi?! Czy ja nie mam prawa do przyjęcia wspaniełej informacji w zupełnym spokoju, bez jakiś podtekstów? Miał wpadkę, niech spada. Koniec, kropka.
A tu ci radio Zet wali, że i owszem, był wypadek. Kurde balans, zastanawiam się juz co wspólnego ma wypadek z wpadką? Lektor nadaje, ze to kierowca BOR stuknął jakiegoś opla. Że nawet nie stuknął, ale trochę zarysował. I wali jeszcze, że ten borowiec przyznał sie do winy i przyjął mandat. A Lech Kaczyński co? Jak miał wpadkę, to powinien zapłacić. Przyznać się, że nie ma prawa jazdy i na 24 godziny udać sie na dołek. I tu niespodzianka; prezydent pojechał dalej, na lotnisko, a z lotniska w podróż zagraniczną...
To ci doczekaliśmy się czasów -facet ma superwpadkę i jedze, jak gbyby nigdy nic, na jakieś zagraniczne wywczasy.
W niedzielnym "Siódmym dniu tygodnia" Monika Olejnik zapyta pewnie czy prezydent wyrównał straty za zdrapany lakier. Zapyta też pewnie Chlebowskiego, dlaczego Lech K. po takiej wpadce nie został, do wyjaśnienia, zatrzymany.



Komentarze
Pokaż komentarze (8)