Po wczorajszej dyskusji w sprawie ułaskawień widzę, że warto czasami niektóre sprawy napisać wprost. Łopatologicznie wytłumaczyć po co prezydenckie ułaskawienia mają być jawne.
Lech Kaczyński wbrew swoim zapowiedziom ani myśli ujawniać tych, którzy z tego dobrodziejstwa skorzystali. Kancelaria podaje tylko statystyczny komunikat. Są np. tacy jak bloger Sędzia, którzy uważają, że to uczciwe postawienie sprawy. Wiadomo z jakiego artykułu delikwenta skazano i co było powodem prezydenckich decyzji.
Ja śmiem jednak twierdzić, że Kaczyński w sprawie ułaskawień albo ordynarnie skłamał składając taką obietnicę podczas kampanii, albo po tym jak go już wybrano stwierdził, że czas wyborczego bajdurzenia się skończył i można obietnic nie dotrzymywać.
Moje przypuszczenia potwierdza opinia ówczesnego prezydenckiego ministra Andrzeja Urbańskiego
Szef Kancelarii Prezydenta RP ujawnił, że lista ułaskawień dokonywanych przez Lecha Kaczyńskiego może nie być ujawniana opinii publicznej. Tymczasem Lech Kaczyński zapewniał w kampanii wyborczej, że będzie ogłaszał nazwiska osób ułaskawionych i odznaczonych.
Zdaniem Urbańskiego, ujawnienie nazwiska ułaskawionego skazańca może być odebrane jako dodatkowa kara. Chodzi o to, by nie naruszyć dobra osoby ułaskawionej. Proszę sobie wyobrazić, że ktoś został ułaskawiony. Cała Polska dowiaduje się, że go ułaskawiono, ale jednocześnie i o tym, że przedtem został skazany za przestępstwo powiedział nam Andrzej Urbański
Przyznam się, że teza ta jest na tyle absurdalna, że aż wywołała uśmiech na mojej twarzy. W tym samym artykule trafnie kontruje ją prof. Filar
Prof. Marian Filar uważa, że argument o krzywdzie ułaskawianego na skutek upublicznienia wyroku nie ma sensu. W Polsce wszystkie wyroki zapadają jawnie, więc trudno zarzucać, że akt ułaskawienia wydobywa wyrok na światło dzienne. Natomiast z powodów humanitarnych powinno się raczej publikować niepełne dane ułaskawionych postuluje prof. Filar. Pamiętam jednak, jak Lech Kaczyński zapowiadał pełną jawność swej prezydentury. Nie po raz pierwszy przekonujemy się, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenie dodaje Filar
Zastanawiam się więc czy na tej samej zasadzie nie powinno się zakazać dziennikarzom relacji z procesów sądowych, przecież cała Polska dowiaduje się, że ktoś jest oskarżony, a potem skazany. Potem przecież zawsze może być ułaskawiony Oczywiście zgadzam się profesorem, że te dane nie powinny być pełne. Wizerunek sprawcy nie jest najważniejszy, choć z drugiej strony w stosunku do pijanych kierowców sądy hurtowo orzekają publikację wizerunku. Ciekawe dlaczego?
Wracając do tytułowego pytania, po co takie ujawnianie. Otóż wstyd pisać takie banały, ale widać że jednak trzeba. Ułaskawienie powinno być jawne, po to aby:
1) Można się było dowiedzieć za jaki konkretny czyn skazany został ułaskawiony
2) Kim jest skazany dla prezydenta, czy ma jakieś formalne lub nieformalne powiązania z tymi co decydowali o jego ułaskawieniu
3) Czy rzeczywiście motywy, którymi kierował się prezydent są uzasadnione.
Do tego wystarczy nazwisko i imię oraz sygnatura sprawy. Nie trzeba publikować danych o dziadku w Wehrmachcie, o orientacji seksualnej, o ty czym się zajmował ojciec i czy był komuchem. Oczywiście kontrola społeczna sprawowana będzie głownie przez media, trudno aby przeciętny Kowalski biegał i sprawdzał kogo ułaskawiono. Ale aby była możliwa jakakolwiek kontrola trzeba by najpierw spełnić podstawowy jej warunek – jawność ułaskawień.
Weźmy sprawę ułaskawienia opisaną w moim ostatnim poście. Młody chłopak został najprawdopodobniej skazany na karę pozbawienia wolności. To kara surowa, dodatkowo zarówno Prokurator Generalny jak i sąd negatywnie zaopiniowali wniosek o ułaskawienie. W przeciwieństwie do blogera Sędziego nie uważam, że z punktu widzenia tego, że kara była surowa, a to był pierwszy raz, to słusznie zawieszono ten wyrok. Bardziej przemawia do mnie argument, że skoro osobę o nieposzlakowanej opinii sąd skazał aż na pozbawienie wolności to najprawdopodobniej skazany ostro popił i szalał samochodem na drodze. Z samego faktu pozbawienia wolności kierowcy o nieposzlakowanej opinii trudno wnioskować, że warunkowe zawieszenia kary jest uzasadnione.
Ale my możemy tu sobie dyskutować, tylko że nie znamy akt sprawy.
A znać je choćby w przybliżeniu powinniśmy właśnie po to by móc w tej kwestii politycznie prezydenta kontrolować. Przykładowo za kilka miesięcy możemy się dowiedzieć, że prezydent ułaskawił pijanego rowerzystę, bo ten jest na V roku studiów i cieszy się dobra opinią. Dopiero po latach przypadkiem dowiemy się, że tym kimś był niejaki Dawid Wildstein syn Bronisława Wildsteina.
Ale poprzedni mój post skłonił mnie do jeszcze jednego wniosku. Przewidziałem, że pisząc o ułaskawieniach Kaczyńskiego od razu komentujący wspomną się o ułaskawieniach Kwaśniewskiego. Biorąc pod uwagę to jak oceniany jest prawie magister Kwachu przez zwolenników prof. Lecha Aleksandra Kaczyńskiego to zatrważająco nisko sobie prawaki ustawili poprzeczkę. Cóż to za sztuka ułaskawiać mniej niż ten czerwony oligarcha.Gdyby różnica między oba Panami rzeczywiście była taka ogromna to do żadnych porównań by nie dochodziło. Po prostu nie ta liga. Powiadają, że nic się nie stało. W sumie rzeczywiście jedno kłamstwo w tą czy tamtą w zalewie krętactw i TKM-u to nic takiego. Widać zwolennicy Kaczyńskiego aż za tak prawdomównego go nie biorą.
W sumie niezmiernie mnie to cieszy, tak jak fakt, że w kolejnych sprawach Kwaśniewskiego prokuratura umarza śledztwa. Przy takim tempie do następnych wyborów stanie z plikiem de facto uniewinniających go dokumentów.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)