W swej ogromnej lewackiej złośliwości nie mogę się powstrzymać od śmiechu jak czytam gdy w naszym bogobojnym obozie jedynych prawdziwych Polaków wrze jak w kotle, a nad kotłem stoi podobno Rusek i szczuje przeciwko sobie „lęki filosemitów i fobie antysemitów”
Taką chyba diagnozę stawia nie kto inny jak sam Tomasz „marketing” Sakiewicz w swym najnowszym blogowym wpisie. W kotle musi być piekielnie gorąco skoro Sakiewicz posługuje się bądź co bądź klasykami talmudycznej myśli Gazety Wyborczej( patrz: Jedlicki). Ale jak widać jak trwoga to do kumpli Michnika.
Ale proszę Państwa tu nie ma się z czego śmiać, jedyni oryginalni, niepowtarzalni, prawdziwi prawicowi patrioci z metką non iron, się nam pokłócili. Teraz trzeba ustalić kto już prawicowy nie jest, a kto jest. Na prawicowej kanapie niezależnych i niestadnych umysłów (stadni to tylko ci, którzy sprzeciwią się PiS- zapytajcie Legutko) jest już dosyć ciasno i trzeba w końcu raz na zawsze ustalić kto komu i dlaczego służy.
Problem w tym, że nie wymyślono żadnego testera prawicowości, poza dosyć zawodnym jakim jest miernik nienawiści do Wyborczej. Ale tu u Panów skala dochodzi do punktu krytycznego, toteż nadal nie można ich rozróżnić. Ale nie ma tak spieprzonej rzeczy jakiej prawica nie mogłaby spieprzyć do końca, więc nawet za tester wybrali sobie miłość do ojca Dyrektora.
Kiedyś gdy dyrektor wyciągał kapuchę od wiernych i grał sobie na giełdzie jakoś to nikomu nie przeszkadzało, dziś gdy ojczulek wali piorunami w Sakiewczowski dodatek do IPN-u zwany Gazetą Polską, od razu czujni dziennikarze GaPola znaleźli świadków, dowody na niecność zbierania datków na Stocznie. I jak tu nie kochać naszej prawicy? Kiedyś krytyczne listy wysyłane zagranicę były zwane donosami, dziś skarga na polskiego nibyduchownego (albo inaczej duchownego pełną gębą i kieszenią) to żaden donos, to po prostu troska o ojczyznę. Do tego list ten oblepiony jest tak faryzejską miłością do bliźniego, że papież powinien go czytać w rękawiczkach (pewnie od Prady) żeby się nie upaprać.
Z drugiej strony mamy wspaniałą samonakręcającą się maszynkę do wyłudzania rent i emerytur, której istnienie przeczy tezie jakoby perpetuum mobile w przyrodzie nie występowało. Za antyjudajczykowego poganiacza robi tam niejaki Stanisław, który na co dzień zajmuje się żebraniem o datki na swoim blogu. Ale, że pewnie zbiera relatywnie mało to go ojciec jeszcze nie przeklął. Pan Stanisław jest liberałem i jednocześnie godzi to z występami w Radiu M., co jest z kolei dowodem, że liberalizm jest jeszcze bardziej pojemny od socjalizmu.
Wybór jest więc niezwykle trudny, mętlik w głowie straszny, do tego okazuje się, że z GaPola odszedł vulgo Łysiak, bo kogoś tam GaPol drukuje czy nie drukuje, więc trzeba strzelić autentycznego prawicowego focha.
Ale jak podkreśliłem na wstępie prawicowe walenie po mordach bardzo mi w smak i liczę, że ten kabaret tak szybko się nie skończy.



Komentarze
Pokaż komentarze (21)