galopujący major galopujący major
21
BLOG

100 % prawicowego cukru w cukrze

galopujący major galopujący major Polityka Obserwuj notkę 21

W swej ogromnej lewackiej złośliwości nie mogę się powstrzymać od śmiechu jak czytam gdy w naszym bogobojnym obozie jedynych prawdziwych Polaków wrze jak w kotle, a nad kotłem stoi podobno Rusek i szczuje przeciwko sobie  „lęki filosemitów i fobie antysemitów”

Taką chyba diagnozę stawia nie kto inny jak sam Tomasz „marketing” Sakiewicz w swym najnowszym blogowym wpisie. W kotle musi być piekielnie gorąco skoro Sakiewicz posługuje się bądź co bądź  klasykami talmudycznej myśli Gazety Wyborczej( patrz: Jedlicki). Ale jak widać jak trwoga to do kumpli Michnika.

Ale proszę Państwa tu nie ma się z czego śmiać, jedyni oryginalni, niepowtarzalni, prawdziwi prawicowi patrioci z metką non iron, się nam pokłócili. Teraz trzeba ustalić kto już prawicowy nie jest, a kto jest. Na prawicowej kanapie niezależnych i niestadnych umysłów (stadni to tylko ci, którzy sprzeciwią się PiS- zapytajcie Legutko) jest już dosyć ciasno i trzeba w końcu raz na zawsze ustalić kto komu i dlaczego służy.

Problem w tym, że nie wymyślono żadnego testera prawicowości, poza dosyć zawodnym jakim jest miernik nienawiści do Wyborczej. Ale tu u Panów skala dochodzi do punktu krytycznego, toteż nadal nie można ich rozróżnić. Ale nie ma tak spieprzonej rzeczy jakiej prawica nie mogłaby spieprzyć do końca, więc nawet  za tester wybrali sobie miłość do ojca Dyrektora.

Kiedyś gdy dyrektor wyciągał kapuchę od wiernych i grał sobie na giełdzie jakoś to nikomu nie przeszkadzało, dziś gdy ojczulek wali piorunami w Sakiewczowski dodatek do IPN-u zwany Gazetą Polską, od razu czujni dziennikarze GaPola znaleźli świadków, dowody na niecność zbierania datków na Stocznie. I jak tu nie kochać naszej prawicy? Kiedyś krytyczne listy wysyłane zagranicę były zwane donosami, dziś skarga na polskiego nibyduchownego (albo inaczej duchownego pełną gębą i kieszenią) to żaden donos, to po prostu troska o ojczyznę. Do tego list ten oblepiony jest tak faryzejską miłością do bliźniego, że papież powinien go czytać w rękawiczkach (pewnie od Prady) żeby się nie upaprać.

Z drugiej strony mamy wspaniałą samonakręcającą się maszynkę do wyłudzania rent i emerytur, której istnienie przeczy tezie jakoby perpetuum mobile w przyrodzie nie występowało. Za antyjudajczykowego poganiacza robi tam niejaki Stanisław, który na co dzień zajmuje się żebraniem o datki na swoim blogu. Ale, że pewnie zbiera relatywnie mało to go ojciec jeszcze nie przeklął. Pan Stanisław jest liberałem i jednocześnie godzi to z występami w Radiu M., co jest z kolei dowodem, że liberalizm jest jeszcze bardziej pojemny od socjalizmu.

Wybór jest więc niezwykle trudny, mętlik w głowie straszny, do tego okazuje się, że z GaPola odszedł vulgo Łysiak, bo kogoś tam GaPol drukuje czy nie drukuje, więc trzeba strzelić autentycznego prawicowego focha.

Ale jak podkreśliłem na wstępie prawicowe walenie po mordach bardzo mi w smak i liczę, że ten kabaret tak szybko się nie skończy.   

        Uparty centrolewicowiec, niedogmatyczny liberał i gospodarczy i obyczajowy, skłaniający się raczej ku agnostycyzmowi, fan F.C. Barcelony choć nick upamiętnia Ferenca Puskasa gracza Realu Madryt email: gamaj@onet.eu About Ferenc Puskas: I was with (Bobby) Charlton, (Denis) Law and Puskás, we were coaching in a football academy in Australia. The youngsters we were coaching did not respect him including making fun of his weight and age...We decided to let the guys challenge a coach to hit the crossbar 10 times in a row, obviously they picked the old fat one. Law asked the kids how many they thought the old fat coach would get out of ten. Most said less than five. Best said ten. The old fat coach stepped up and hit nine in a row. For the tenth shot he scooped the ball in the air, bounced it off both shoulders and his head, then flicked it over with his heel and cannoned the ball off the crossbar on the volley. They all stood in silence then one kid asked who he was, I replied, "To you, his name is Mr. Puskás". George Best His chosen comrades thought at school He must grow a famous man; He thought the same and lived by rule, All his twenties crammed with toil; 'What then?' sang Plato's ghost. 'What then?' Everything he wrote was read, After certain years he won Sufficient money for his need, Friends that have been friends indeed; 'What then?' sang Plato's ghost. 'What then?' All his happier dreams came true - A small old house, wife, daughter, son, Grounds where plum and cabbage grew, poets and Wits about him drew; 'What then.?' sang Plato's ghost. 'What then?' The work is done,' grown old he thought, 'According to my boyish plan; Let the fools rage, I swerved in naught, Something to perfection brought'; But louder sang that ghost, 'What then?' “What then”” William Butler Yeats

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (21)

Inne tematy w dziale Polityka