Trzeba sobie uczciwe powiedzieć, że PO-wskie transfery są pyłem marnym, przy tym jak zgrabnie PiS podbiera polityków właśnie z tejże PO. No bo kimże jest Radek Sikorski czy Antek Mężydło w porównaniu z takimi tuzami partii Tuska jak Gilowska czy Religa?
Co prawda złośliwi twierdzą, że ostatnie związki Zyty i Religi z PO polegają na tym, że oboje od przeszło roku są ministrami w rządzie PiS, ale kto by się takimi złośliwościami przejmował. Jak ktoś kiedyś splamił ręce brunatnym kolorem tuskowej farby, to i sto lat aportowania państwu Kaczyńskim rąk mu nie wyczyści.
Oczywiście Sikorski i Mężydło są zdrajcami, luzmi bez honoru i wbrew pozorom są to określenia nad wyraz delikatne. W końcu nie powiedziano wprost, że dają dupy jak powiedział Pisowiec Rybitzky o Frasyniuku, ani nie nawołuję się aby golić im głowy (swoją drogą co oni tam w PiSe mają z tymi dupami?). Trzeba sobie jasno powiedzieć takie faszystowskie fiksacje to nie za tego rządu. Rząd ten bowiem faszyzmem nie pachnie, co zdaniem niektórych jest jego największą i niestety jedyną zaletą.
Oczywiście zdrajcą tudzież koniunkturalistą nie jest Zbigniew Religa, który najpierw popierał Tuska aby po wyborach zakochać się w Kaczyńskim Jarosławie. Podobnie niejaki Andrzej Sośnierz, jego przejście z PO do PiS pod żadnym pozorem nie powinno być rozpatrywane jako chęć dostania się do konfitur.O ile bowiem Sikorski i Mężydło robią to z miłości do władzy i chęci rządzenia to jednocześnie jasne jak słońce (które święci dzięki Panu premierowi) jest to, że Gilowska i Religa robią to dla dobra Polski.
Bo trzeba Państwu wiedzieć, że gdy PiS dąży do władzy to robi to z niechęcią, z obowiązku, po prostu bo Polskę kocha. A gdy robi to Platforma to wiadomo, po prostu są nienasycenie władzą i chcą się tylko nachapać.
Podobnie zresztą będzie podczas kibicowania w dzisiejszym meczu w Helsinkach. Wszystkim bowiem wiadomo, jak wielkim piłkarskim kibicem jest Pan premier Kaczyński (w przeciwieństwie do zniewieściałego Tuska). Wiedzą o meandrach polskiej piłki przewyższa go tylko minister sportu Ewa Jakubiak. I nie jest prawdą, że Pan premier nie odróżnia piłki nożnej od siatkówki, jak twierdzi (były już na szczęście) kolega Pana Premiera-niejaki Roman G. Pan premier doskonale je odróżnia czasem ją tyko myląc z posłem Piłką z Prawicy Rzeczpospolitej.
P.S. Ostatnie mecz z udziałem pisowskich notabli to Mistrzostwa Świata w Niemczech, gdzie jak wiemy odnieśliśmy oszałamiające sukcesy...
A więc bądźmy dobrej myśli.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)