Gdybym dziwnym trafem został w Polsce przestępcą, bo np. testowałem pewien program do pozycjonowania z użyciem strony Pana prezydenta albo nie miałem paragonu na flaszkę koniaku, który znaleźli u mnie chłopcy z CBA, to proceder swój uprawiałbym właśnie w IV RP.
I tak mając około 70-u spraw sądowych na karku mógłbym przykładowo zostać wicepremierem, przysługiwała by mi limuzyna, moi kumple dowoli mogliby używać sobie z panienkami. Ale przecież nie każdy musi zajść tak daleko. Aby dostać się do sejmu mógłbym też fałszować podpisy, a później kolega Pana premiera na oczach całej Polski proponowałby mi kuszące stanowiska rządowe.
Gdybym przykładowo miał na imię Emil i był zamieszanym w jakąś prywatyzacyjną aferę, to już w momencie nalotu Panów w kominiarkach cieszył bym się jak dziecko. Co jak co, ale profesjonalizm naszych obecnych służb mundurowych, a zwłaszcza tych tajnych jest pewny jak w banku. Jak cię zatrzymają to nie ma siły sąd musi cię uwolnić.
Mógłbym też nazywać się Edward i być bogatym biznesmenem w Chicago. Wówczas, choć jako Edward byłbym niewierzący to modliłbym się aby to pod komendą obecnej ekipy prowadzono procedurę ekstradycyjną. Nos coś by mi podpowiadał że jednak, mimo wszystko zostanę w kraju Waszyngtona.
Gdyby na chrzcie dali mi Janusz na imię i od lat byłbym szkolony aby zniszczyć polski odpowiednik Remusa i Remulusa, to gdyby to ode mnie zależało to wyśledzenie mej kreciej roboty zleciłbym ministrowi Ziobrze. W końcu lata praktyki obecnego ministra i samodzielne prowadzenie najtrudniejszych sprawa z czasów gdy był on powszechnie znanym prokuratorem muszą zaprocentować na sali sądowej.
Gdybym zaś po cichu mordował pacjentów na sali operacyjnej to kozę jako łapówkę przyjąłbym właśnie za czasów obecnej ekipy. Patrząc na zdolności obecnych prokuratorów to mogłaby to by być koza nawet bez paragonu.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)