Rzadko kiedy trafia się tak doskonała recenzja jaką uraczył nas wszystkich znany krytyk filmowy Krzysztof Kłopotowski. Recenzja tym bardziej trafna, że wyswobodzona z przyciasnego gorsetu politycznej poprawności i do tego okraszona pewnymi nowatorskimi smaczkami.Pan Krzysztof pisze o „Katyniu” w reżyserii Andrzeja Wajdy i trzeba przyznać, że ten tekst to jeden z kolejnych powodów, dla których warto czytać (a nawet zaprenumerować) najlepszy na rynku, niezależny dziennik Rzeczpospolita.Ale wróćmy do filmu.
Pan Krzysztof jest krytykiem dość trudnym w odbiorze, raczej dla widza wyrobionego i historycznie i światopoglądowo, słowem to krytyk ambitny, który nie zadawala się tandetna pisaniną o czym jest film i ewentualnie z czym mu się kojarzy. W swojej recenzji Katynia poszedł jednak dalej i co do zasady nie pisał o czym jest film, ale o tym o czym on nie jest. Bo nie jest sztuką zrelacjonować co było na ekranie, sztuką jest zaprezentować własną wizję alternatywnego filmu, a potem skonfrontować go z tym rzeczywistym, aby na końcu ogłosić, że ten alternatywny jednak jest lepszy. I w tej elitarnej konkurencji trzeba przyznać, że Pan Krzysztof jest zawodnikiem mistrzowskim i nie tylko dlatego, że jest jednoczęśnie jednynym sędzią.
Jest też ten film krytykowany z pozycji mocno ideologicznej, bo trzeba wszystkim wiedzieć, że Pan Krzysztof należy do elitarnego grona krytyków niezależnych. Tanie błyskotki krytyki warsztatu reżysera czy jego pomyłek daremnie czar na Pan Kłopotowskiego zarzucają. On pisze bez ogródek, to co myśli, nawet gdy myśli w tym niewiele. Ale czyż w ten sposób nie jest jeszcze bardziej odważny? Nawet tu w naszym salonie trudno znaleźć kogoś, kto z otwarta przyłbicą napisałby „Wajda się skończył”. A Pan Krzysztof to krzyczy to wprost, w narodowym dzienniku wszystkich Polaków, jednoczących się przed wyborami.
Pisze Pan Krzysztof „Zatruwany propagandą o przyjaźni polsko-radzieckiej, jak kilka pokoleń Polaków, Wajda nie umiał zrobić filmu antysowieckiego. Nie chciał lub nie potrafił pokazać zasłużonej pogardy polskiego oficera dla tych dzikichhord, które 17 września 1939 roku zalały Kresy.”
Trudno się z tą opinią nie zgodzić. Czasy kiedy to reżyser (nawet niech będzie, że artysta) nie będzie samemu decydował o tym jaką wizję artystyczną przyjąć za kluczową dla filmu, ciągle jeszcze przed nami. Na szczęście głos Pan Krzysztofa nie jest jedynie wołaniem głosu na puszczy i gdy tylko polityka historyczna wejdzie w decydująca fazę, to każdy wychowany na niej reżyser takich błędów jak Wajda popełniać nie będzie. Bo film nie jest prywatnym folwarkiem na burżuazyjnym polu producenta filmowego (i zatrudnionego przez niego artysty) , lecz własnością narodu. Zwłaszcza taki film jak ten.
Oprócz światopoglądowej amnezji Wajda nie ustrzegł się zwykłych łopatologicznych usterek. Przykładowo „Zbrodnia katyńska została niejako zrównoważona aresztowaniem profesorów krakowskich przez nazistów. Myśl nie jest poprowadzona konsekwentnie, bo brak sceny ich śmierci w obozie niemieckim. To chyba nie zmieściłoby się w obowiązującej politpoprawności Unii Europejskiej. Wątek niszczenia polskiej inteligencji przez dwóch wrogów nie został więc na tyle dobitnie ukazany, aby wzbudzić w widzu gniew osaczenia w pułapce. Czyżby z obawy przed"upiorami nacjonalizmu"?”
Przyznając oczywiście rację Panu Kłopotowskiemu, trudno się jednak Wajdzie dziwić. Wszyscy pamiętamy jaka infamią spotkała innego naszego rodaka Romana Polańskiego, który ośmielił pokazać niemieckie zbrodnie w gettcie warszawskim. Na całym świcie film ten został wzgardzony, a szczytem medialnej hucpy było złośliwe przyznanie Polańskiemu złotej Palmy w Paryżu. Wyśmiany i poniżony reżyser do dziś boi się zająć jątrzącymi ranami narodu polskiego i robi jakieś filmy o dziecięcych żebrakach i menelach.
Nasz krytyk (tak już chyba możemy o nim mówić, prawda?) wskazuje również dlaczego film Wajdy nie odniesie sukcesu w kinie europejskim: „ Piękne panie w pełni rozkwitu zachowują się według instrukcji dla wdów patriotycznych. Żadnych namiętnych wspomnień o mężu, spojrzeń za innymi mężczyznami na ulicy, zalotów odrzuconych w udręce lub przyjętych, ani objawów frustracji seksualnej w letnią noc, kiedy chcą być nagie.”
Owszem rozumiem, że Wajda wyobrażając sobie kobiety-matrony wzorował się na matce. Ale do licha od tego jest artystą żeby odrzucił ten przyciasny gorset szacunku dla swej rodzicielki i pokazał ją trochę lubieżniej. Oficerowie oficerami, ale to też kobiety one tez chcą być nagie, gdy są sfrustrowane to chcą być nagie jeszcze bardziej, a gdy już zobaczą mężczyznę, to o nagość aż się prosi. Dlaczego reżyser wyzbył się tego realistycznego podejścia do tematu i kolejny raz dał się omamić symbolizmem, choćby Bergmana (który nota bene skończył się zanim na dobre się zaczął). Niestety Wajdy nie stać choćby na małą dawkę awangardy, niech już po ulicy chodzą ubrane, ale w domu dlaczego nie maiłby przechadzać się nago. W końcu jakoś musiały rozładowywać swoją ówczesną frustrację.
Czy wszystkie wielkie tematy muszą być dla Wajdy? – pyta autor. I zaraz sobie odpowiada
„To drugi z kolei, który wyrwał innym realizatorom i zmarnował. Poprzednio "Solidarność, Solidarność", a teraz ten "Katyń". Ja już dziękuję Panu Andrzejowi, choć pamiętam, że był największym skarbem dla polskiego kina.”
Wielkie tematy z pewnością nie są już dla Wajdy, wielkie tematy z pewnością są dla Kłopotowskiego.


Komentarze
Pokaż komentarze (27)