Ledwo rozsiadła się w warszawskim ratuszu, a już wybuchła afera. Mowa oczywiście o Hannie Gronkiewicz-Waltz, tylko przez wrodzony szacunek do kobiet sympatyków PiS, pogardliwie nienazywana bufetową.
Co prawda Pani Hania niczego nie ukradła, nie zdefraudowała, ani nie wręczyła łapówki, ale zrobiła coś o wiele gorszego-mianowicie zaczęła budować i remontować drogi. Ta aferalna bezczelność długo jej będzie zapamiętana, zwłaszcza, że budowanie i remontowanie jest w dzisiejszej Europie niespotykane. Być może dlatego, że Europa swoje drogi już wybudowała.
Z podobną aferą mamy od paru lat do czynienia we Wrocławiu, gdzie tamtejszy prezydent miasta, cieszący się powszechną nienawiścią mieszkańców, rozkopuje miasto, tylko dlatego, żeby miejscowa nomenklatura z PO się utuczyła.
Zupełnie inną filozofię wyznawał były prezydent miasta, którego rządy w stolicy kiedyś z pewnością upamiętnione będą jakimś pomnikiem (proponuję ciepłą kluchę). Otóż po działaniach Pana Lecha Kaczyńskiego, można stwierdzić, że winę za brak równego asfaltu ponoszą … oligarchowie. Oligarchowie (czyli ludzie bogaci) zatrudniają bowiem nieoligarchów (czyli ludzi biednych) i ci biedni ludzie kupują samochody (czasami nawet mają po dwa w rodzinie). Mało tego, samochodów tych nie chcą trzymać na parkingach (setki ich pobudował Pan prezydent na obrzeżach miasta), ale na złość władzy jeżdżą po stolicy w te i we w te.
Dlatego Lech Kaczyński wykoncypował, że jeżeli zwalczy oligarchię, to problem korków w stolicy sam się rozwiąże, bo ludzi po prostu nie będzie stać na samochody. Genialne w swej prostocie i w sam raz na ten nieprzeciętny propaństwowy umysł.
Podobną strategię prezentuje obecny premier, który drugi już rok próbuje wziąć rodaków na przeczekanie i mimo, iż z łatwością mógłby zbudować setki kilometrów autostrad, to nie chce. A nuż Polacy przesiądą się do pociągów. Stąd inwestycję we Włoszczowej należy rozpatrywać właśnie w kategorii zachęty czy raczej promocji w stylu „twoje serce przypomina piechotą zdrowiej”
Z tej filozofii próbował wyłamywać się jedynie Kazimierz Marcinkiewicz, który za otwarcie ronda Starzyńskiemu tuż przed wyborami dodatkowo zapłacił wykonawcy zaledwie 2 miliony złotych. Niestety tej nowatorskiej koncepcji nie wytrzymałby budżet stolicy i stąd okopani w tradycjonalistycznym budowaniu mostów, Warszawiacy Panem Kazimierzem wzgardzili. Mimo tego, że agitowali zanim takie tuzy produkcji rolnej jak np. Rafał Aleksander Ziemkiewicz.
I gdy zestawimy tą Waltzgate z myślą Pana premiera, że rządy PO i LiD to zagrożenie dla demokracji, to jak na dłoni widzimy, że ten kto buduje drogi ten jest zagrożeniem dla demokracji. Jak bowiem dobrze pamiętamy drogi budował i Hitler i Stalin, więc Hanna Gronkiewicz Waltz nie robi nic innego, jak tyko idzie za przykładem tych dyktatorów.
P.S. Wdzięczny jestem niezmiernie, że mimo estetycznych oporów moi prawicowi koledzy nie bronili POLiDu, gdy ten został przez premiera nazwany zagrożeniem demokracji. W końcu wystarczy wyjrzeć za okno żeby zobaczyć, że czołgi już jadą na Warszawę


Komentarze
Pokaż komentarze (74)