Zupełnie nie rozumiem tych wszystkich głosów sprzeciwu wobec obecności obserwatorów OBWE w naszej Ojczyźnie. Czy aby towarzystwo się nie za daleko zapędziło, żeby nie powiedzieć nie zagalopowało ?
Skoro demokracja jest zagrożona, co raczył powiedzieć sam Pan premier, to chyba naturalne jest, że zaalarmowana tymi doniesieniami OBWE spieszy nam na ratunek. Policja wszystkiego nie przypilnuje, nawet jak dostanie 500 zł podwyżki. Potrzebni są niezależni obserwatorzy, bo tylko oni mogą powagą swego autorytetu stwierdzić, czy aby czasem opozycja nie prześladuje sympatyków PiS, czy Gazeta Polska rzeczywiście ma związki z oligarchami, czy też, co najważniejsze, tzw. mężowie zaufania PiS nie zostali czasem niewpuszczeni do lokali wyborczych.
Jak donoszą media do wyborów sposobi się szef naszego kontrwywiadu, warto więc aby obserwatorzy sprawdzili, czy do polepszenia swych szans w wyborczej walce, opozycja nie używa sił wywiadowczych, które zgodnie z naszą konstytucją są pod jej kontrolą.
W innych krajach, dajmy na to takiej Szwajcarii, demokracja zagrożona oczywiście nie jest, toteż OBWE tam się nie wybiera. A gdyby w swej bezczelności próbowało, to z pewnością dumni Szwajcarzy stanowczo by się sprzeciwili. Wszyscy przecież pamiętamy jak przy okazji debaty nad dostępem do broni, ta najznakomitsza część salonowych dyskutantów, powoływała się właśnie na kazus Szwajcarii. I ta niebywała konsekwencja w stawianiu na piedestale szwajcarskich wzorców budzi mój wielki szacunek. Bo tak jak powinniśmy wprowadzić broń do każdego domostwa, tak samo nie powinniśmy wpuszczać OBWE. Dał nam przykład dumny Helwet jak postąpić mamy.
Jedni nie wjeżdżają, a drudzy wyjeżdżają. Polskie gołębie pokoju, całkiem bezinteresownie przebywający na cywilizacyjnej misji w Afganistanie, zapragnęli zobaczyć i usłyszeć niejaką Dodę. Zapewne ku zdumieniu Artura Bazaka czy Jakuba Lubelskiego, żołnierze nie domagali się pasjonujących wykładów Karłowicza, tudzież Gawina, lecz w tym niebezpiecznym miejscu postanowili bezwstydnie pławić się w tandecie hedonizmu. Nie wiem co na to frondowe towarzystwo, ale ja czuje się nieco zażenowany. W końcu gdzie jak gdzie, ale na tej sprawiedliwej wojnie nie o ropę, żołnierze narażeni są na szybki kontakt ze Stwórca i zamiast wyznawać przed bojem swe grzechy, gołego cyca, za przeproszeniem im się zachciało. I oto do czego prowadzi brak lekcji patriotyzmu i religii na maturze.
Skandal próbuje łagodzić nieco minister Szczygło, który niespodziewanie postanowił Dodę wysłać jednak do Talibów, o ile ta się na to zgodzi. Ale biorąc pod uwagę, że nawet jeżeli nie jej mąż, to z pewnością jej ojciec, będzie wkrótce podlegał pod obowiązek lustracyjny (bo zapewne wszyscy starsi wiekiem będą podlegać) podejrzewam, że Doda się zgodzi. A jak nie to porozmawiają z nią o 6 rano przy porannej kawie, wtedy umysł ponoć najświeższy. Doda pojedzie do Afganistanu, ale jak podejrzewam, że będzie śpiewać o seksie i innych grzechach, ale wyposażona w znane i lubiane piosenki zespołu Arka Noego i Tymoteusz ileś tam, zacznie naszych chłopców nawracać. W kolejce jest jeszcze Andrzej Rosiewicz i Janusz Pietrzak z niezapomnianą, żeby Polska była Polską.
Mam tylko cichą nadzieję, że nie pojedzie z nią Pan prezydent bo jeden romans Kwaśniewskiego z Górniakową już przeżyliśmy i więcej obyczajowych skandali nam nie potrzeba.


Komentarze
Pokaż komentarze (18)