Dobrze, że nie było w pobliżu Tomasza Lisa gdy Nelly Rokita zaśmiała się wprost do kamery, pokazując jej zdaniem prześmieszny gadżet przez nas zwany potocznie komórką. Nelly Rokita, która do życia podchodzi nad wyraz beztrosko (w końcu wyszła za maż za swego ojca chrzestnego, co nawet w IV RP kwalifikuje się chyba niemal pod kazirodztwo), udzieliła poważnego wywiadu innej kobiecie Monice Olejnik.
Od zawsze byłam przeciwko aborcji, ale kobieta powinna mieć prawo do decydowania o przerwaniu ciąży – taki oto złoty środek znalazła Pani Rokita. Jest to pewien przełom, rzekłbym nawet mini przewrót kopernikański, bo dotychczas jak ktoś był przeciwko aborcji, to raczej uważał, że kobieta decydować o tym nie powinna. Ale zdaniem Nelly Rokity tak myślą chyba tylko prymitywni Buszmeni, tudzież wyborcy PO lub PSL-u, skoro jak sama twierdzi „My ludzie Europy nigdy nie oskarżamy kobiety jeśli zdecyduje się na aborcję.” Ten skrót myślowy poparty pewnymi semantycznymi metaforami jakże bliski być musi salonowym wyborcom Prawa i Sprawiedliwości. Nie raz, nie dwa sam byłem świadkiem gdy brali w obronę Alicję Tysiąc tylko dlatego, że ta walczyła o odszkodowanie za to, że ludzie Europy nie dopuścili jej do tego, co zdaniem Nelly Rokity jest na tyle złe, że aż musi być dopuszczalne.
Pewien dyskomfort musi odczuwać kataryna, która po demaskatorskim tekście na temat rocznic obchodzenia powstania Warszawskiego nie może odpędzić się od dziennikarzy. Zdaniem blogerki (ponoć sieroty po POPiSie) przejście Kutza do PO jest ostatecznym dowodem na powstanie POLIDu, bo przecież Kutz nie zgodziłby się wejść do partii szykującej się do sojuszu z PiSem. Trudno tej logice zaprzeczyć, w końcu któż to z nas słyszał, aby po wyborach posłowie zmieniali kluby, zwłaszcza w ostatniej kadencji.
A jeśli już o zmianach barw klubowych mowa to przejściowe problemy dopadły z kolei inną ulubienicę Pana premiera Renatę Beger. Wszyscy pamiętamy ile nerwów kosztowało Pana Kaczyńskiego wyjaśnianie wyborcom, że Pani Renata naprawdę chciał przejść do Prawa i Sprawiedliwości tylko wrodzona skromność, uczciwość i zwykła przyzwoitość nie pozwoliły Panu premierowi na skaptowanie jej do swojego obozu. Na szczęście teraz gdy szczęśliwy los znów związał Panią Renatę z podwładnymi Pana premiera z Ministerstwa Sprawiedliwości, kaptowanie powinno pójść o wiele sprawniej. Gdybyśmy mieli tylko w Polsce więcej takich kobiet czynu, to Prawo i Sprawiedliwość nie musiało by łaskawie prosić Panią Renatę o opuszczenie Leppera, a i Jacek Kurski nie musiałby przekomarzać się z kobietami nazywając je pieszczotliwie kobietonami.
Ale problemy Renaty Beger są niczym w porównaniu ze strachem jaki zapanował w Europie (i nie tylko) po tym jak Anna Fotyga unieważniła Europejski Dzień bez Kary Śmierci. I nie był to zwykły kaprys lecz całkiem przemyślana decyzja w duchu empatii, bo przecież jak powiedział Pan premier dopiero ten rząd wprowadził empatię.
Eksponowanie tylko jednego wątku deprecjonuje działania na rzecz innych aspektów ochrony życia (np. sprzeciwu wobec eutanazji) napisała w swym oświadczeniu Pani Minister.
Rzadko kiedy ktoś tak zdecydowanie wbrew dyktatowi politycznej poprawności potrafi powołać się na równość i burżuazyjne wyzyskiwanie innych aspektów ochrony życia. Mam tylko cichą nadzieje, że Pani minister konsekwentnie będzie kroczyć dalej i unieważni Dzień chorych na AIDS (bo deprecjonuje chorych na koklusz), Dzień Wszystkich Świętych (bo deprecjonuje wyborców LiD) no i amerykańskie Święto Dziękczynienia (w końcu kto jak kto, ale Pani minister tego rządu powinna wiedzieć, że drób to nie tylko indyki)


Komentarze
Pokaż komentarze (21)