28 września roku Pańskiego 2007 program solidarnej IV RP zwany dla niepoznaki Tanim państwem wszedł w kolejną, być może ostatnią już fazę pt. Dziadostwo nie popłaca.
Pamiętam jak Donald Tusk w poprzedniej kampanii wyborczej obiecywał likwidację wypoczynkowych ośrodków prezydenckich, bo był zszokowany dworskim stylem życia Kwaśniewskiego, tudzież imał się najrozmaitszych sztuczek wyborczych, ot choćby do studia wyborczego przyszedł w starych sfatygowanych butach, bo myślał, że w ten sposób uzyska głosy biedoty i lumpenproletariatu. Nawet Faktowi specjalnie dał uzębienie swoje sfotografować, aby wzruszyć wcale nie małą grupę tych wyborców, którzy się boją dentystów. Na nic się jednak zdały harce berbecia Donalda, gdyż zgodnie z modą roku 2005 dziadostwo okazało się passe, czy mówiąc językiem liderów PO dziadostwo miało po prostu spieprzać.
Doskonale z tych społecznych trendów zdawał sobie sprawę prezydent Kaczyński i dlatego wraz z bratem postanowił zakupić flotę samochodów niestety tylko za marne 2,7 mln. złotych, wymienił większość mebli w pałacu, a i dworskich ośrodków sprzedawać wcale nie zamierzał. Ba, skutecznie dawał odpór dziadostwu średnio raz na dwa tygodnie zjawiając się ma Helu żeby przy okazji pomóc tamtejszym rybakom. Nic tak bowiem nie pomaga w połowie jak wizyta pary prezydenckiej, bo jak brzmi znana mądrość ludowa „Prezydenckie oko rybę zawsze nam tuczy”
O genezę wskazanego we wstępie najnowszego rozdziału programu Tanie Państwo do paru godzin spiera się grono szacownych naukowców. Mimo ostrych sporów, większość skłania się jednak do tezy, że decydującym czynnikiem była po prostu ludzka przyjaźń. Swego czasu obecny przyjaciel Aleksandra Kwaśniewskiego i jednocześnie dawny druh prof. Bendera niejaki Jerzy Urban ukuł powiedzenie „że rząd się sam wyżywi”. A, że przyjaciel mojego przyjaciela jest moim przyjacielem, toteż trudno aby tych przyjacielskich słów Pan prezydent i premier nie wzięli sobie do serca. Czasy się jednak zmieniają i jak wiemy samo wyżywienie do walki z dziadostwem nam nie wystarczy. Dlatego teorię Pana Jerzego postanowiono twórczo rozwinąć stwierdzając, że rząd nie tylko się sam wyżywi, ale także sam się powozi, polata, a nawet kupi sobie sztuczną trawę, a wszystko tylko dlatego, że dziadostwo po prostu nie popłaca.


Komentarze
Pokaż komentarze (16)