Wybacz Ojcze, że ośmielam się pisać list do Ciebie zwłaszcza o tak nieodpowiedniej porze, ale kto jak nie Ty, może pomóc skromnemu księdzu, który w godzinie próby nie ma nikogo, kogo mógłby się uczciwie poradzić.
Zaiste, Drogi Ojcze, tyle się ostatnio łachmaństwa i tatałajstwa rozpanoszyło w naszej Ojczyźnie, że tak zatrważające czasy, to ostatnio mieliśmy chyba za czasów krucjaty dziecięcej, kiedy to nasze najmłodsze pociechy ganiając islamską hołotę, przypadkowo z głodu pomarły. Ale jak pech to pech, trzeba się było ubezpieczyć od głodu, jak mawiają kapitaliści w Chrystusie, byle nie u pejsatych, rzecz jasna. Oni bowiem parają się lichwą.
A skoro już jesteśmy przy naszych pociechach, to znowu, Ojcze kochany, plują na nas i gryzą, bo nasz kolega po fachu, gdzieś tam na obozie reedukacyjnym dla nierokujących patologiczno-zdegenerowanych jednostek, przez przypadek wsadził rękę, nie tam gdzie trzeba, zapewne chcąc sprawdzić czy czasem na obozie nie trafił się drugi św. Stanisław, któremu, jak wiemy poszczególne członki porażone odpadły. Teraz więc pogrobowcy Stalina rwą włosy z głowy, zupełnie nie rozumiejąc, że gdyby owemu księdzu rzeczywiście coś obeschniętego zostało w ręku (a szukał przez lata), miałby kolejną prawie relikwię, którą to niczym w światłych mrokach średniowiecza, mógłby sprzedawać na targu w Grójcu, gdzie cygaństwo i chłopstwo chroni się przed genetycznym Warszawiakiem, porażającym swym patriotycznym korzeniem.
Oczywiście sprzedałby, o ile Unia nie nałożyłaby na niego podatku, coraz ciężej jest bowiem handlować w Europie, dziadowie nasi co na czas spieprzyli do grobu, horrendalnie w nim z oburzenia się przewracają, babki nasze już kitrają słoninę i akty własności żydowskich kamienic, a dzieci ze strachu rodzą nam dzieci, bo nie wiadomo czy nie będzie trzeba obowiązkowo odstawiać poborowych, do bronienia rdzennie polskiego Zgorzelca, Szczecina czy Świnoujścia. Żydo-masońsko-libertyńsko-islamska lewica prze bowiem do władzy niczym rujna maciora do patriotycznego warchlaka, z polskiego, miłosierdziem nawożonego, katolickiego gospodarstwa agroturystycznego. W sumie prawie już jest jak za Stalina, tyle że za tamtego można się było akurat pośmiać,a z Unii nie bardzo, bo każdego kto się zaśmieje, opiszą w Gazecie Wyborczej. Taki panuje zamordyzm i kult złotego cielca szechterowego.
Ale najgorzej jest z kobietami. Mianowicie przestały się cielić. Próbowaliśmy wszystkiego, karmiliśmy pachnącą karmą, luzowaliśmy postronek, a nawet do obory wstawiliśmy lustro. Nic nie pomogło. Doszło już nawet do tego, że wymawiają się bólem głowy, a nawet się po obejściu szwendają, prowokując do rzucania kamieni lub oralnego gwałtu, na szczęście naszych księży nie wszystkich. Ci bowiem w wołowinie gustować nie raczą, zbyt stara jest i łykowata. A przecież kobieta jest puszczalska z natury, chyba że nasza matka, żona, siostra czy kochanka. W przypadku tej ostatniej zaś każdy męski mężczyzna chciałby mieć doświadczoną dziewicę, co wie jak grać w te klocki, ot tak po prostu bez treningu i prób jakichkolwiek, byleby cnota jej była zaciszna, byle by była spokojna, gdy ponętnie po ślubie, kręci swą wyuzdaną pupą. Mieliśmy tu taką, Aneta Krawczyk się ona wabiła, watahy moich salonowych kumpli w moralnych habitach, za nią ganiało, a przecież gdzie jej, Ojcze, do Marii Magdaleny, którą na ołtarze wstawiono.
Zresztą nawet już nawet o tym mówić nie mogę, wciąż zasycha mi w gardle. Odkąd kobiety zaczęły oddawać mocz wprost do rzeki, co udowodnił profesor Giertych, unikam napojów i jem tylko krakersy, zagryzając bursztynem, mnóstwo się bowiem tego wala po plebani, że aż gosposia Józia powiedziała, że albo coś zrobię z tym badziewiem, albo ona odchodzi i zabiera ze sobą dzieci. A przecież w Kościele rozwodów nie ma.


Komentarze
Pokaż komentarze (37)