Cisza, wciąż cisza… Nadstawiam ucho, łowić próbuje dźwięki , ale stoję onieśmielony wobec głuchego milczenia. Trochę to niepokojące, w końcu trzeba dawać świadectwo. Tylko świadectwo, nie ma przecież dywizji, nie ma dyskusji, zwykłe: tak, tak, nie, nie. A jednak trzeba być chyba ostrożnym i wyważonym, nie wyskakiwać przed szereg, pełniona funkcja zobowiązuje:
Benedykt XVI nie ma dostępu do bezpośrednich informacji na temat tego, co dzieje się Tybecie, i dlatego nie kieruje publicznych apeli o pokój w tym regionie.
Łoskot padającego mnicha jest dosyć cichy, niekoniecznie musi się przebić się przez atłasowe korytarze pałacu i dotrzeć tam gdzie powinien. I trudno się dziwić, jeszcze zapaskudziłby czyste dywany, w pocie czoła tkanego miłosierdzia bożego.
Tak wiem, znów antyklerykalizm, znów atak, ile ich było ostatnio? Zawsze bez powodu, zawsze niezawiniony, zawsze malowany czarno-białym flamastrem?
Doprawdy teraz nikt kulturalny już tak nie mówi, wstydź się i spróbuj poprawić, masz jeszcze szansę, każdy ma szansę. Dziki, niekiełznany antyklerykalizm, który gdzieś utknął na rubieżach zdrowego rozsądku, spychany powoli lecz z zacięciem pasją, to zdaje się jest sukces., dosyć wymierny. Teraz jest czas wzajemnego obwąchiwania, dostojnych kroków, pawich ogonów kulturalnej dyskusji:
Ależ rozumiemy, tak ma biskup rację, sytuacja nie jest aż tak prosta jak się wydaje, tak trzeba być rozsądnym, rozsądek jest najważniejszy, w życiu trzeba wybierać , nie, ależ absolutnie, to nie ma nic wspólnego z relatywizmem, trzeba się zastanowić, najważniejsze to nie podejmować nieprzemyślanych opinii, dajcie to pismo, tak przekażę, na pewno, najważniejsze to nikogo nie krzywdzić.
I dawać świadectwo.


Komentarze
Pokaż komentarze (36)