Sto tysięcy marzeń,
sto tysięcy słów,
sto tysięcy wrażeń,
sto tysięcy wdów.
Liczba ta ogromna,
nieobłaskawiona.
Otwieram źrenice
gładzi mnie po skroniach.
Pozwól mi Panie,
pewnie nie istniejesz,
jeśli się pojawisz,
daj jakąś nadzieję,
że ją mnie uświadczysz
dasz z nią trochę pobyć,
pławiąc się w szaleństwie
wieko obaw złożyć.
I dać w końcu upust
temu co szalenie,
w zawistnej rozpaczy,
gryzie podniebienie.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)