Co robi popularny prawacki bloger w sieci? Ano przede wszystkim liczy ile osób go odwiedza na blogu. Potem to jakoś sumuje, dzieli, mnoży i przelicza, czy odwiedzają go częściej od lewackich blogerów, czy rzadziej. No i rzecz jasna czy kogoś to czasem nie doprowadza do szewskiej pasji.
Jako, że mnie, jako szewca co księdzu zazdrości, że biskupem został, do rzeczywiście do pasji to doprowadza (zawsze bowiem chciałem zostać biskupem), spłodziłem tekst, w którym się zastanawiam, czy nasz kochany bloger doskonały - Free Your Mind nie pisze dla Gazety Wyborczej.
To niemożliwe - oburza się Free Your Mind, co jest już pierwszym sygnałem, że coś jest na rzeczy. Pamiętam przecież jak swojej współpracy zaprzeczali rozmaici kapusie, TW, KO – tak, jakby za każdym razem ktoś im taką samą instrukcję napisał. Czy gdyby ktoś z was był uśpionym kretem, to w momencie ujawniania przyznałby się od razu?
Free Your Mind powołuje się głównie na swój krytycyzm wobec Gazety, nie rozumiejąc (albo raczej udając, że nie rozumie), iż opisana przeze mnie rola kreta, polega właśnie na publicznym krytykowaniu Gazety Wyborczej. Tylko w ten sposób kret może się bowiem uwiarygodnić w oczach autentycznych krytyków Wyborczej i czekać na sygnał od swych mocodawców. A potem zasiać ziarno niepewności i swą krecią robotą poddawać w wątpliwość np. lustrację duchownych. Pamiętamy V komendę WiN-u. Nie trzeba więc ani analizy logicznej, ani semantycznej ani nawet komparastyki lingwistycznej, czym zasłania się FYM, by zrozumieć, że kret źle o swym mocodawcy pisze na tegoż mocodawcy polecenie. A pisze tak po to, by zmylić swoje potencjalne ofiary. Dlatego ta „rogata dusza”, rogata być musi. Rogata, rzecz jasna, na pokaz, czasami nawet ostentacyjnie.
Oczywiście fakt, że FYM ma pisać dla Wyborczej nie oznacza, że koniecznie utożsamiać go trzeba z konkretnym dziennikarzem Agory. Po prostu może być to jakiś emeryt, któremu Wyborcza opłaca emeryturę i który w ramach operacji odzyskiwania Sieci, ma głęboko ją spenetrować.
Mógłbym dalej się bawić w ten deseń, jeździć sobie po tym, ode mnie po prostu lepszym blogerze. Ale, że Free Your Mind (nawet jeśli ironicznie) zachwalał mnie jako stylistycznie i intelektualnie utalentowanego, to mu się w końcu przyznam, że sobie najzwyklejsze w życiu jaja z prawicy robiłem. Choć przybrałem jak najbardziej poważną minę. Zresztą pozostawiłem w tekście dość jasny trop, o najgorsze zło tego świata, oskarżając Gazetę Wyborczą, co akurat w świetle moich dotychczasowych postów (nawet z czasów gdy jeszcze czytywał je FYM), było typowym naśladowaniem retoryki chłopców z prawicy. Doprawdy czy FYM nie widział nigdy jak John Cleese z absolutnie poważną miną, wypowiada na głos rozmaite brednie i gagi?
Jak widać, nie trzeba się więc przesadnie starać, by na taką podpuchę złapać moich szanownych, inteligentnych, spostrzegawczych, blogowych kolegów. Choć z drugiej strony, nie zmienia to faktu, że FYM kapusia Wielgusa bronił i autentyczność kwitów z IPN podważał, co, mimo dość oczywistej hipokryzji u klerykałów, akurat jak najbardziej się FYM-owi naszemu chwali.
A swoją drogą czytając, jak się na taką banalną podpuchę, łapią ci niby oblatani we wszystkich możliwych spiskach, zastanawiałem się, że skoro nic nie zrozumieli, to niby dlaczego mają rozumieć to, co się dzieje na Wiejskiej.
PS tytuł wziąłem od tgbmbx


Komentarze
Pokaż komentarze (46)