Za każdym razem gdy słyszę: katolik, odruchowo się łapie za portfel, tudzież nerwowo spoglądam przez ramię. A nuż bowiem jakiś sługa Boży zacznie mi swawolnie szeptać do ucha o śmierci w Wenecji. Takie ma fobie i leki i nie wiem czy cokolwiek mnie może uleczyć.
Rzecz jasna zdaje sobie sprawę z ogromu bólu katolików. Z tego, że w piątki wciąż sprzedają mięso, ludzie uprawiają seks bez miłości, a Rocco Buttilligione nadal nie jest komisarzem unijnym. Zdaje sobie sprawę i cierpię.
Zdaje sobie sprawę z tego ile bólu i cierpienia musi kosztować Artura Boruca dzień jego powszedni w Szkocji, skoro zdecydował się paradować w koszulce z Ojcem Świętym na Celtic Park. Cierpię tak jak cierpi Boruc, krzyczę jego krzykiem, misjonarstwo głęboko mami mnie w trzewiach. Z Boruchem jestem na dobre i złe. I tylko czasami odczuwam ulgę, gdy we wszystkich pozostałych meczach, Boruc walcząc o swą wiarę, Jana Pawła nie zwykł używać.
Zupełnie natomiast nie rozumiem, tych 8 osób z Socjaldemokracji, które protestowały przeciwko wyborowi Sławoja –Głódzia na arcybiskupa. Co to za różnica czy arcybiskupem zostanie biskup walący wódę w Charkowie, biskup od afery prania brudnych pieniędzy, biskup kapuś czy wreszcie biskup macający ministrantów?
PS Foxxowi odpowiem u niego na blogu. Nie chciałbym, żeby Maryla czy inna prawicowa hołota mi się tu pałętała na blogu.


Komentarze
Pokaż komentarze (22)