Każdy, kto choć raz próbował oddać krew, swoją polską patriotyczną (ewentualnie kosmopolityczno lewacką), musiał wcześniej odpowiedzieć na szereg pytań w specjalnej ankiecie. Następnie lekarz z darczyńcą przeprowadza specjalny wywiad, by ustalić czy krew się w ogóle będzie nadawać.
Niestety każdy, kto ową krew zamierzał oddać, mógł w tej ankiecie, tudzież wywiadzie, po prostu ordynarnie nakłamać. I tak, dajmy na to, jakiś gej, prostytutka czy polityk Platformy mogli się prześlizgnąć przez gęste sito selekcji i krew im została pobrana. Następnie pobrana krew jest specjalnie badana i podawana chorym Polakom, również tym heteroseksualnym z Prawa i Sprawiedliwości.
Skoro więc krew jest badana, niezależnie od tego co kto napisze w ankiecie, tudzież powie w wywiadzie, pytanie brzmi: po co są owe ankiety/ wywiady? Otóż, jak nietrudno zgadnąć, są one po to, by z góry odrzucić szereg przypadków, gdy wiadomo, że krew jest zakażona, a więc nieprzydatna. I tak np. nosiciel wirusa HiV odprawiany jest z kwitkiem. Jego krew się nie nadaje. Z kwitkiem powinno się, rzecz jasna, odprawiać też gejów. Problem jednak w tym, że (choć trudno uwierzyć) zdarzają się geje zupełnie zdrowi.
Niestety krew jest badana tylko pod kontem takich chorób jak choćby wirus HiV, ale już nie pod kątem choroby pedalstwa. Choć być może naukowcy od kreacjonistów wkrótce nam przyjdą z pomocą.


Komentarze
Pokaż komentarze (52)