Wszyscy pewnie pamiętamy jak tuż po wyborach media z lubością cytowały pewnego anonimowego posła PiS, który na wieść, że młodzi poszli głosować miał ponoć jęknąć: No to jesteśmy zgubieni.
Aby więc kolejny raz nie być zgubionym, partyjni spin doktorzy postanowili zawalczyć o wyborczą młodzież. Ze strony Prawa i Sprawiedliwości pierwszy krok uczyniono zresztą już wcześniej, gdy w pamiętnym liście do wykształciuchów, Ludwik Dorn po ojcowsku im wytknął, iż ufundowali swoją sprawę na nicości, bo łatwo zostać cesarzem niczego. Niestety kawaleryjska szarża Pana Marszałka nie odniosła sukcesu. Widać młodzież nie dorosła jeszcze do demokracji.
Tym bardziej należało więc wzmóc wszelki wysiłek i ruszyć do kolejnej batalii. Na arenę wkroczył więc sam prezes Kaczyński, który jak na nieślubne dziecko Napoleona przystało, sprawę rozstrzygnąć chciał jednym, decydującym sztychem. Publicznie tedy stwierdził, iż internauci (a więc w przeważającej części młodzież) buszując w sieci, popiją sobie piwko i oglądają pornole, co rzeczywiście marketingowym chwytem było dość piorunującym. Przynajmniej dla młodzieży, gdyż ta z wrażenia po prostu zamarła.
I dopiero na tle tak profesjonalnie zarysowanej kampanii (pilotowanej pewnie przez byłych hiPISów: Kuchcińskiego i Terleckiego), widać jak żałosne są podrygiwania sztabu Donalda Tuska. Premiera, który aby zaimponować młodzieży zrobił z siebie brudasa i narkomana. Niestety dla Tuska i jego zaplecza sprawa się z góry wydaje przegrana. O ile bowiem polska młodzież potrafi zrozumieć ojcowską troskę Pana Prezesa, a nawet prezesowskiego klapsa, o tyle palenia trawki nie toleruje. Bo marihuana to zło, o czym wiedzą w każdym domu studenckim tudzież na każdym hip hopowym koncercie.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)